Reklama

Fatygant, miglanc i klawy nieborak, czyli polskie słowa zagrożone wyginięciem

Polszczyzna, jak każdy żywy język, stale się zmienia. Dzieje języka to w dużej mierze historia wyrazów: ich pojawienie się w systemie językowym, dłuższe lub krótsze funkcjonowanie w nim, a wreszcie śmierć. Spójrzmy, które wyrazy wkrótce opuszczą system językowy polszczyzny i staną się martwe.

Słowa wyparte z języka uzyskują status archaizmów  — nie tylko nie pojawiają się w wypowiedziach użytkowników języka, ale i nie są przez nich rozumiane. Archaizmy leksykalne to wyrazy, które dawniej były w powszechnym obiegu, ale zostały wyparte przez inne określenia. Przykładem może być słowo kajet, które zostało zastąpione przez zeszyt.

Zobacz też: Czy dogadasz się z krakusem? Sprawdź w naszym quizie!

Reklama

Jak odchodzą słowa?

Słowa nie umierają od razu. Proces ten jest raczej powolny. Stopniowo jednak zawęża się krąg ich użytkowników. Z odejściem ostatniego pokolenia, które używało określonego zasobu słów, odchodzi również część słownictwa. Rzecz jasna, język nie ubożeje — miejsce archaizmów zajmują słowa nowe, czyli neologizmy. Ponieważ jednak o większości zmian w języku decyduje uzus, czyli sposób w jaki mówimy, może więc warto podtrzymać przy życiu kilka zagrożonych wyginięciem słów?

Polecamy: Ile pamiętasz słów z czasów PRL-u? Musisz zdobyć 17 punktów [QUIZ]

Krótki słownik ginących słów

  • Androny — brednie, głupstwa. Podobnie jak banialuki i klituś-bajduś, androny wychodzą z użycia, ustępując miejsca określeniom dosadniejszym, czy wręcz wulgarnym, lub tym mniej zabawnym, jak — opowiadać niestworzone historie.
  • Fatygant — adorator. Wydaje się, że wkrótce fatygant i absztyfikant podzielą los zapomnianego galopanta. Wraz z nimi do lamusa odchodzi też czasownik emablować, czyli adorować. 
  • Klawo — jak większość starszych słów wyrażających zachwyt, pochwałę lub aprobatę typu: morowo, wdechowo, byczo, bajerancko czy kapitalnie, zostało zastąpione współczesnym — zajebiście i jego pochodnymi. Temu trendowi zaczyna ulegać nawet popularne fajnie i fajowsko.
  • Kokosić się — wiercić się, kręcić. Czasownik ten wyraża zniecierpliwienie i lekka irytację mówiącego — obecnie te same uczucia oddaje mniej elegancki zwrot — mieć robaki w tyłku. 
  • Miglanc — człowiek szukający łatwego zysku, cwaniak. Wraz z miglancem, z użycia wychodzą też pokrewne: obibok, bumelant, hultaj, huncwot i wałkoń.
  • Nieborak — biedaczyna, nieszczęśnik. Nieborak, nieboraczek, niebożę i niebożątko wyrażały współczucie wobec cierpiącego człowieka lub zwierzęcia. Jednak użytkownicy polszczyzny preferują określenia mniej nacechowane empatią, jak pechowiec, lub te o zrozumiałej etymologii, jak biedaczek i biedulka.
  • Pitrasić i pichcić — gotować. Te czasowniki są dość rzadko używane we współczesnym obiegu, tak samo jak nieomalże całkowicie zapomniane wiktuały czyli produkty spożywcze, czy delikatesy — na określenie wykwintnego dania. 
  • Safanduła — człowiek niezdarny, ofiara losu. Safanduła odchodzi w towarzystwie słów o podobnym znaczeniu: ecie-pecie, frajer-pompka, fajansiarz, przymuł i neptyk.
  • Tarabanić się — poruszać się ociężale, powoli. Ten czasownik jest również coraz rzadziej używany, tak samo jak podobne znaczeniowo, sympatyczne — gramolić się.  
  • Tumult — zamieszanie i zgiełk. Oprócz staropolskiego tumultu, którego pierwotne znaczenie to zamieszki, również harmider i galimatias — wyrazy dla tumultu bliskoznaczne, powoli wychodzą z użycia.   

Zobacz też: Jak mówić, by mówić dobrze? O języku, który nie wyklucza

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy