Reklama

Reklama

Harcerze kontra żywioł. Co wydarzyło się w podkrakowskich obozach?

Zmiażdżone przez połamane drzewa obozowiska, przewrócone kajaki, namioty poszarpane przez wiatr - tak wygląda krajobraz po ewakuowacji obozów harcerskich, które mają miejsce od początku lipca i spowodowane są ekstremalnymi warunkami pogodowymi. Harcerze są jednak dobrze przygotowani do biwakowania i przeszkoleni z zasad bezpieczeństwa, dlatego szybka, sprawna ucieczka w razie potrzeby nie jest w stanie ich zaskoczyć. Trudno jednak zaprzeczyć, że do takich kroków zmuszają ich zmiany klimatyczne.

Paulina jest komendantką Szczepu Huragan, należącego do Związku Harcerzy Rzeczpospolitej, który w lipcu niewielką grupą wybrał się na obóz harcerski w Kostkowicach. Jak co roku podopieczni Pauliny cieszyli się na wspólny wyjazd. Od tygodni rozprawiali o tym, co ulokują w ekwipunku, jakie piosenki zaśpiewają przy ognisku, czego nauczą się od instruktorów i czy zdobędą nowe sprawności. W końcu nadszedł długo wyczekiwany dzień. Dzieci wbiegły do autobusu, rozsiadły się wygodnie w fotelach i pod czujnym okiem komendantki ruszyły w drogę, której celem był obóz, położony w środku lasu.

Reklama

Nic nie zapowiadało tragedii. Zza chmur wyglądało letnie słońce, oświetlając krajobraz, który rozciągał się zza szyb pojazdu. Po dotarciu na miejsce dzieci rozłożyły bagaże w namiotach, po czym dołączyły do obozowej pionierki. Prace w podobozach przerywali na sen, posiłki i wspólne, nowe wyzwania przyszykowane przez opiekunów. Trzeci dzień aktywności przerwał silny wiatr.  Paulina mówi, że już wcześniej otrzymała powiadomienie od straży pożarnej, RCB oraz Bazy ZHP. Każde ze źródeł informowało o przechodzącej przez teren obozu nawałnicy trzeciego stopnia. Nie zastanawiała się więc, czy ewakuacja ma sens. Natychmiast zebrała dzieci i zapewniła im schronienie w stołówce.

- Burza zerwała się naprawdę szybko. Drzewa zaczęły spadać na nasz obóz, wszystko zalewało się wodą. Na szczęście dzieci nie zdążyły zauważyć, co dzieje się na zewnątrz. Były już wtedy bezpieczne w obozowej jadalni - relacjonuje Paulina. - Nie minęło wiele czasu i niebo się rozchmurzyło. Przybyła też straż pożarna, która zaczęła ewakuację harcerzy do szkoły w Kroczycach. Tam zostaliśmy zaopiekowani przez lokalne władze, policję, która pilnowała naszych rzeczy przed szabrownikami oraz straż. Zapewniono nam suche ręczniki, ciepłe jedzenie i wygodne łóżka. Odwiedził nas nawet wojewoda, aby zaoferować swoją pomoc. Dzieci mogły porozmawiać z psychologiem zarówno pierwszego, jak i drugiego dnia naszego pobytu w szkole.

Ewakuacja obozu w Kostkowicach przebiegła sprawnie. Drużyna z krakowskiego ZHR była przygotowana do takiej ewentualności i przeniosła się do bezpiecznej strefy jako pierwsza.

- Już wcześniej przeprowadziliśmy alarm próbny. Wiedzieliśmy więc dokładnie, co każdy nas ma w takiej sytuacji zrobić. W Okręgu Małopolskim stawiamy duży nacisk na bezpieczeństwo uczestników, a nasze wewnętrzne kontrole sprawdzają nasze przygotowanie na każdej wizytacji - tłumaczy komendantka. Wyjaśnia też, że wychowawcy pełniących w obozie określone funkcje przechodzą dwa kursy merytoryczno-wychowawcze, które przygotowują ich nie tylko na ewentualne problemy wychowawcze, ale też na wypadek zagrożeń.

- Każdy z opiekunów odbył kursy pierwszej pomocy i w razie potrzeby jest w stanie pomóc uczestnikom obozu. Pierwszego dnia wypoczynku przeszkoliliśmy wszystkich harcerzy według naszych wewnętrznych regulaminów tak, aby wiedzieli, co zrobić w sytuacjach tych bardziej i mniej niebezpiecznych. Ponadto, w tym roku przeprowadziliśmy dla wszystkich kadr szkolenie BHP oraz to, dotyczące  restrykcji sanitarnych związanych z trwającą pandemią - mówi Paulina.

Rano pełnoletnia kadra obozu zabrała bagaże dzieci. Straż pozwoliła na to tylko dlatego, że zniszczenia w obozie Szczepu Huragan nie były aż tak spektakularne. Opiekunowie młodszych harcerzy dowiedzieli się, że przez najbliższy tydzień uczestnicy nie będą mogli powrócić do bazy. 

- Na szczęście wszyscy byliśmy z Krakowa, więc rodzice odebrali dzieci indywidualnie. Gdy ostatni podopieczny opuścił bazę, nasz obóz został zgłoszony do kuratorium, sanepidu i innych służb ze statusem zakończonego - dodaje komendantka.

Misja: Powrót do obozu

Przybycie do Krakowa nie usatysfakcjonowało młodych harcerzy. Chcieli wrócić jak najszybciej do swojej bazy i kontynuować wypoczynek. Na szczęście straż pożarna zezwoliła po kilku dniach na powrót do namiotów. Rodzice również wyrazili zgodę na ponowny wyjazd pociech do Kostkowic. Jak mówi komendantka Paulina, bardzo ufają opiekunom i sami zachęcali ich do organizacji kolejnego wyjazdu.

- Gdy straż pożarna pozwoliła wejść na teren bazy, rodzice wypełnili ankietę, podkreślając w niej, że wyrażają zgodę na powrót dzieci do obozu. Zachowali spokój, nie panikowali, ponieważ mieliśmy z nimi stały kontakt. Każdym możliwym kanałem komunikacyjnym informowaliśmy ich o aktualnej sytuacji i stanie zdrowia dzieci - tłumaczy.

Organizatorzy obozu harcerskiego napotkali jednak na poważne problemy finansowe. Koszty zorganizowania takiego wyjazdu nie należą do najniższych. Jeśli środowisko harcerskie decyduje się na obozowisko bez stałej infrastruktury, musi zapewnić uczestnikom bieżącą wodę, wyżywienie i wybudowanie kuchni polowej oraz podpisać umowę z pobliską szkołą o możliwość udostępnienia budynku w razie ewentualnej ucieczki przed niekorzystnymi warunkami pogodowymi. W niektórych miejscach wydzielanych przez nadleśnictwo należy wykopać studnię wodną lub zamówić latryny zamiast standardowych toalet harcerskich. Ceny postawienia obozowiska bez infrastruktury rozpoczynają się od kilkuset tysięcy złotych.

- Jeśli chodzi o mój obóz w Kostkowicach, budżet wynosił około 45 tysięcy złotych. Opłata za trzy tygodnie pobytu dla jednego uczestnika to 1200 złotych. Należy jednak pamiętać, że przez trudną dla wielu rodzin sytuację finansową, jaką przyniosła pandemia, musieliśmy być otwarci na zniżki dla harcerzy, co zwiększało koszta ponoszone przez organizację - wylicza komendantka. 

Szczep Huragan już raz poniósł koszty organizacji obozu. Powrót do bazy wiązał się z kolejnymi wydatkami, na które nie było stać organizacji. Dzięki przeprowadzonej przez członków ZHR zbiórce i licznym darowiznom udało się zgromadzić odpowiednie pieniądze, a dzieci do końca lipca mogą cieszyć się doświadczeniami harcerskiej kolonii.

Nie wszyscy mieli jednak odwagę podążyć w ślady krakowskich harcerzy z ZHR. Wieloletnia komendantka Ania z rozżaleniem wspomina chwilę, w której podjęła decyzję o opuszczeniu tegorocznego obozowiska.

- Już od kilku lat przygotowując się na obóz, bierzemy pod uwagę okoliczności pogodowe, w których będziemy musieli przeprowadzać ewakuację. Trudno nie zauważyć, że przyczyniają się do tego postępujące w zastraszającym tempie zmiany klimatyczne - tłumaczy. Ania została niedawno matką i jak mówi, wizja opuszczania w pośpiechu biwaku z kilkumiesięczną pociechą, nawet w tak zorganizowanym środowisku, nie pozwoliła jej wyjechać.

Wszystkiemu winne zmiany klimatu?

Zmiany klimatyczne towarzyszą ludzkości praktycznie od zawsze. Przez miliony lat powodowały je wyłącznie czynniki naturalne: zmiany kształtu i właściwości orbity ziemskiej, a więc różnice w dopływie energii słonecznej, odpowiedzialne między innymi za powstawanie epok lodowych, wybuchy wulkanów czy też zmiana aktywności słońca. Czy obecnie postępują szybciej niż w przeszłości?

Doktor Kamil Leziak z Zakładu Klimatologii Uniwersytetu Warszawskiego nie ma wątpliwości, że ich dynamika znacznie się zmieniła na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Według eksperta tempo zmian klimatycznych zwiększyło się widocznie od czasu rewolucji przemysłowej w XVIII wieku. Im szybciej rozwijała się gospodarka i przemysł, tym więcej przemian zachodziło w globalnym klimacie.

Przekształcając powierzchnię Ziemi i zanieczyszczając atmosferę, przyczyniamy się do zwiększania emisji gazów cieplarnianych, zwłaszcza dwutlenku węgla. Gazy te nie pozwalają uciec nadmiarowi ciepła z powierzchni Ziemi w przestrzeń kosmiczną, zatrzymując je wewnątrz atmosfery, powodując globalny wzrost temperatury powietrza i zmiany pogodowe, których obecnie doświadczamy. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w obliczu sił natury jesteśmy zupełnie bezbronni. Tegoroczne lato i towarzyszące mu gwałtowne burze, nawałnice oraz ulewy przyczyniły się nie tylko do ewakuacji obozów harcerskich, ale również niszczących wiele miasteczek w Polsce powodzi, narażając życie i zdrowie tysięcy osób. To nie pierwszy raz, gdy doświadczamy tak drastycznych skutków zmian pogodowych. Zmieniła się jednak ich intensywność i częstotliwość.

- Możemy spodziewać się, że wraz z postępującymi zmianami klimatu ekstremalne zjawiska pogodowe będą występowały coraz częściej i będą przybierały na sile. Proces ten będzie jednak stopniowy. Nie sądzę, abyśmy zauważyli duże różnice w intensywności groźnych zjawisk pogodowych z roku na rok, choć mogą zdarzyć się sytuacje wyjątkowe. Musimy jednak mieć świadomość tego, że zmiany klimatu są faktem i przed nimi nie uciekniemy. Niebezpieczne zjawiska pogodowe prawdopodobnie będą nam towarzyszyć każdego lata - wyjaśnia doktor Leziak.

Według ekspertów ekstremalne warunki pogodowe to tylko początek kolejnych, głębszych przemian, które mogą mieć miejsce w niedalekiej przyszłości. Wskazują na to przygotowane przez nich scenariusze zmian w warunkach klimatycznych, które zawierają analizy światowego wzrostu populacji, rozwoju gospodarczego czy emisji zanieczyszczeń na przestrzeni lat. Wariantów przyszłości ludzkości jest kilka, zaczynając od optymistycznego, w którym podejmujemy się odpowiedzialnego korzystania z dóbr naszej planety, a kończąc na pesymistycznym, zakładającym niezrównoważony i dynamiczny rozwój gospodarczy. Każdy ze scenariuszy przewiduje jednak wystąpienie negatywnych skutków. Jedyne, na co mamy wpływ to ich intensywność i zasięg.

- Najbardziej prawdopodobny scenariusz to ten, w którym możemy spodziewać się dalszego wzrostu globalnej temperatury powietrza, a tym samym zwiększenia obciążeń termicznych naszego organizmu - tłumaczy doktor Kamil Leziak. - W Polsce fale upałów latem prawdopodobnie staną się normą, podobnie jak długie okresy suszy i klęski żywiołowe. Zmniejszą się opady, a wraz z nimi dostępność wody pitnej, co zaś przełoży się na spadek plonów i niższy stan wód w rzekach. W skali globalnej zmiany klimatu wpłyną na zwiększoną śmiertelność, zwłaszcza w obszarach największych obciążeń termicznych. Komfort życia ulegnie pogorszeniu, a oczekiwana długość życia - skróceniu. Światowa gospodarka poniesie duże straty związane z mniejszą opłacalnością upraw, zmniejszeniem produktywności w przemyśle oraz szkodami spowodowanymi niebezpiecznymi zjawiskami pogodowymi. Wciąż możemy jednak złagodzić te negatywne skutki przez podjęcie odpowiednich działań w skali globalnej, zmierzających do ograniczenia emisji gazów cieplarnianych.

***

Zobacz również:

Prognoza dla trzech milionów miejscowości, aktualizowana co 30 minut. Wypróbuj nową aplikację Pogoda Interia na Androida »

Najbardziej nawiedzone miejsca w Polsce

Polacy boją się zmiany klimatu, ale nie chcą zmieniać swoich nawyków

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: obóz harcerski | harcerze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy