Reklama

Reklama

Hot16Challenge2 Maty i Hot16Challenge2 taty Maty

"Hot16Challenge to charytatywna akcja, w ramach której zbieramy pieniądze na rzecz polskich szpitali, ażeby skuteczniej mogły walczyć z koronawirusem. Tak przynajmniej oznajmiłem w zakończeniu mojej 'szesnastki' i była to prawda. Wyzwanie polegało na zarapowaniu szesnastu wersów, wpłaceniu pieniędzy na szczytny cel i nominowaniu kolejnych pięciu osób do następnego wykonania. Akcja ta przeszła po polskim internecie jak tłum po Media Markt w czasie promocji. W efekcie zebrano prawie cztery miliony złotych, które pozwoliły na zakup wielu karetek i całej masy sprzętu." Przeczytaj fragment książki "Jak wychować rapera. Bezradnik", w którym Marcin Matczak, ojciec popularnego rapera Maty, opowiada o kulisach akcji Hot16Challenge.

Była to druga edycja akcji - pierwsza toczyła się jednak wewnątrz środowiska hip-hopowego, a obie zapoczątkował Karol "Solar" Poziemski, współwłaściciel wytwórni SBM. Druga, legendarna już edycja, w której wystąpił sam Prezydent RP Andrzej Duda ze swoim niezapomnianym "Ostrym cieniem mgły", została zorganizowana dzięki wydarzeniu, które miało miejsce w naszym domu.

Jakiś czas przed akcją Michał prowadził pierwszy i jedyny jak dotąd charytatywny tak zwany live, a więc bardzo długi, chyba dwudziestoczterogodzinny happening polegający na siedzeniu przed kamerką internetową, rozmowie z fanami i zachęcaniu ich do wpłat na szczytny cel. Od czasu do czasu dołączali do niego koledzy z wytwórni, w tym Solar, z którym rozmowa zeszła na pierwszą edycję Hot16Challenge. Od słowa do słowa, chłopaki doszły do wniosku, że jeśli zbiórka Michała przekroczy szesnaście tysięcy złotych do określonej godziny, Solar ogłosi drugą edycję Hot16Challenge. I próg w ciągu piętnastu minut został przekroczony. Wciąż na YouTubie jest nagranie momentu, w którym Michał odświeża stronę z wpłatami, widzi, że szesnaście tysięcy złotych pękło, zaczyna skakać jak małpa, a następnie kopie w doniczkę z kwiatem, którą wcześniej zabrał od nas z salonu, co kończy się dla kwiatka niemal tragicznie. I tak rodzi się idea Hot16Challenge2, dla której być może warto było poświęcić zdrowie, na szczęście nie życie, jednego rododendrona (żartuję, to był chyba fikus).

Reklama

Michał nagrał "szesnastkę" w swoim pokoju. Choć nagranie było zaimprowizowane, zostało poprzedzone starannym przygotowaniem scenografii (kawałek sernika z rodzynkami i papier toaletowy na biurku). Piszę to, ponieważ niewprawne oko wielu widzów owego starannego przygotowania nie dostrzegło. Uznali, że Michał, ciężko odurzony, usiadł przy biurku i ledwo zdołał wydobyć z siebie tekst. Nie założyli, że jest po prostu dobrym aktorem. Wszystkim, którzy uważają, że "wyglądał fatalnie" albo że udowodnił tym nagraniem, iż "opadł z sił", jak obawiał się w "Żółtych flamastrach...", zachęcam do zaśpiewania razem z nim tej "szesnastki" po wcześniejszym mocnym odurzeniu się. Utrzymajcie, proszę, ten rytm i frazę, a w szczególności wykonajcie fragment od 0’18" do 0’32" na jednym oddechu tak jak on. Powodzenia.

Tekst utworu jest generalnie niewyrafinowany - koncentruje się na frustracji związanej z wstrzymaną przez pandemię trasą koncertową, bo czyjś "stary musiał opier...ć nietoperza w Wuhan". W związku z tą wulgarnością oraz innymi cechami utworu niedługo po jego nagraniu dostaję list zaniepokojonej słuchaczki Michała, która po przesłuchaniu Hot16Challenge2 każe mi obejrzeć film "Mój piękny syn". List jest miły, autorka sama ma dzieci. Niepokoi ją to, że Michał używa słów dotyczących używania substancji psychoaktywnych i wulgarnych wyrazów mówiących o seksie, a także ogromnej liczby przekleństw. Zgłasza mi z prawdziwą troską (piszę bez ironii), że używanie tych słów może wskazywać na demoralizację i zepsucie młodego człowieka, którego po prostu szkoda. Martwi się także o wpływ jego muzyki na młodzież (w tym oczywiście na swoje dzieci) i o to, że ten utwór ma już miliony wyświetleń. Wskazuje, że tworzenie muzyki dla takiej publiczności to ogromna odpowiedzialność. W swoim liście, który jest poruszający, zapewnia mnie, że jest osobą wierzącą i modli się za Michała. Jeśli modlitwy przyda się więcej, chętnie pomoże, a ponieważ wie, że piszę do "Tygodnika Powszechnego", pisma katolickiego, ma nadzieję, że jej szczerość mnie nie przygniata. Sama pracuje z młodzieżą, wie zatem, że świat oferuje coraz więcej pokus i coraz mniej rzeczy wartościowych. Ale jest zdeterminowana, żeby o każdego młodego człowieka walczyć, aby nie stał się dryfującym okrętem i nie rozbił się o skały uzależnień, autodestrukcji i demoralizacji.

W odpowiedzi dziękuję za i list i doceniam go, bo z całą pewnością jego napisanie wymagało wiele odwagi. Autorka nie mogła przecież wiedzieć, jak zareaguję. Ryzykowała moją negatywną reakcję, a sama nie mogła wiele tym listem zyskać. Oznacza to, że napisała go z czystej troski.

Co do Michała, zwracam uwagę, że jako artysta występuje w różnych rolach. W "Macie Montanie" tańczy na balkonie w różowej piżamie, w "Tangu" jest zbuntowanym ulicznikiem, a w "Piszę to na matmie" - uczniem bojącym się podejść do tablicy. To, o czym śpiewa i jak to robi, nie świadczy o tym, że taki jest. Podobnie jak Marek Kondrat przeklinający w "Dniu świra" czy Andrzej Stasiuk piszący "Mury Hebronu", którzy różnią się jako osoby od swoich kreacji artystycznych. Aby zrozumieć sens tych dzieł kultury, trzeba przecież sięgnąć poza przekleństwa i odniesienia do rzeczy okropnych.

Piszę, że Michał wybrał drogę artystyczną (hip-hop) rządzącą się swoimi prawami. Gdyby w utworach był grzecznym chłopcem, nikt by go nie słuchał, bo nie byłoby to wyrazem skrywanych przez wielu młodych ludzi emocji. Jego głos to krzyk milionów młodych ludzi, którzy nie potrafią lub nie mogą wyrazić tego, co czują. Na przykład dlatego, że ich rodzice wyznaczyli im ścisły plan rozwoju, z którego dzieci nie mają odwagi się wyłamać i wpadają w pułapkę nadopiekuńczości i miłości niepozostawiającej wolności.

Przywołuję "Patointeligencję" - zapewniam autorkę listu, że ten utwór, przedstawiający straszne rzeczy, które robią młodzi ludzie, jest oskarżeniem, nie pochwałą. Wystarczy zobaczyć teledysk. Zrozumienie tego utworu jest jednak niezwykle trudne, ­jeśli skupimy się na poziomie literalnym - "Patointeligencja" mówi o głębokim cierpieniu superwrażliwego człowieka, który nie może uwierzyć, że świat jest, jaki jest.

Jest to także utwór o buncie, który dla wielu jest samozniszczeniem. Michał potrafi to wszystko wyrazić, a wyrażenie emocji to pierwszy krok do poradzenia sobie z nimi. Piszę więc w liście, że Michał wyraża je za siebie i w imieniu innych.

Przytaczam komentarze pod klipem do "Patointeligencji", w tym ten napisany przez dziewczynę chodzącą do szkoły baletowej, która utożsamia się z tym, o czym śpiewa Michał, i dzięki temu lepiej rozumie siebie. Takich komentarzy są setki. I taki jest sens sztuki, nawet jeśli jest literalnie wulgarna - pozwala zrozumieć swoje emocje, pogodzić się z nimi, daje coś w rodzaju katharsis.

Dziękuję autorce za modlitwę. Piszę jej, że jesteśmy rodziną wierzącą i praktykującą, a dotyczy to także Michała, choć oczywiście jego droga wiary jest bardzo wyboista. Piszę, że gdybym miał wybrać utwór, w którym mój piękny Syn jest najbardziej sobą, to wybrałbym "Żółte flamastry i grube katechetki". Ostatnio ktoś napisał w internecie, że ojciec franciszkanin prowadzący rekolekcje w jednej ze szkół najpierw puścił młodzieży "Patointeligencję", mówiąc, żeby na jej podstawie zrobiła sobie rachunek sumienia, a potem "Żółte flamastry...", aby mogła zobaczyć, jak wygląda prawdziwa modlitwa.

Po napisaniu tej odpowiedzi zastanawiam się: czy on musi śpiewać o tym, o czym śpiewa? Czy musi przeklinać i nawijać wulgarnie o seksie? Po namyśle stwierdzam, że musi. Nie może, tak jak Świerszcz-sumienie w "Pinokiu", mówić do tych ludzi utartymi frazesami, językiem ich nauczycieli i rodziców, nie może moralizować, podając przykazania, jak nowy Mojżesz. Istota oddziaływania Michała na jego słuchaczy nie polega na tym, że w tym czy w innym utworze śpiewa o złych rzeczach i przez to ich demoralizuje. Po pierwsze, nie tak łatwo zdemoralizować młodych ludzi hip-hopową piosenką (mają do dyspozycji wiele innych potencjalnych źródeł o wiele poważniejszej demoralizacji). Po drugie, jego oddziaływanie polega na długotrwałym budowaniu pozycji kogoś, kogo ci młodzi ludzie podziwiają i komu ufają. On całością swojej twórczości buduje z nimi relację. W tej relacji ma pozycję kogoś, na kim można polegać, bo dokładnie wie, co ich boli i jakie mają pokusy. I właśnie dlatego nie może udawać mądrzejszego i lepszego od swoich słuchaczy - żeby mógł z pozycji kogoś, komu ufają, od czasu do czasu powiedzieć coś dla nich ważnego i moralnego. Jak Bedoes, który z pewnością w swoich utworach jako święty się nie jawi, ale nagle może powiedzieć: "nie przeszkadza mi chłopak z chłopakiem", i to ma milion razy większy wpływ na budowanie dobrego społeczeństwa niż wielomiesięczne kampanie na rzecz tolerancji. (...)

Na końcu swojego Hot16Challenge2 Michał nominował do kolejnego wykonania znanego rapera Borixona, który z kolei dla hecy w swoim utworze nominował jako rapera zagranicznego mnie: Tatę Maty. Początkowo nie miałem zamiaru rapować, bo wydawało mi się, że wychodzenie ze swojej roli i próba bycia na siłę luźnym i młodzieżowym kończy się ogromnym zgrzytem, co pokazał na przykład "Ostry cień mgły' prezydenta Dudy. Michał i Arletta jednak delikatnie namawiali mnie, żebym spróbował.

W jednym ze swoich filmów na YouTubie opowiadam, że czując presję, planowałem usiąść przed kamerą w swoim pokoju, w takiej samej aranżacji, w jakiej siedział Michał w "Bibliotece trap", i w momencie kiedy on zamyka książkę, miałem opowiedzieć historię z nagraniem "Biblioteki..." i łapaniem przeze mnie globusa (tę, którą opisałem w tej książce). To był plan dość tchórzliwy.

Ostatecznie postanowiłem zabrać się do pisania tekstu. Zanim to zrobiłem, swoją propozycję przysłał mi Michał. Zaczynała się od historii, którą omawiam w ostatnim rozdziale tej książki: "Jeszcze długo przed 2k / mój papa puszczał mi NASA, i chodzi mi o Nagły Atak Spawacza"; poza tym było tam wiele wulgaryzmów, napomknienie, że teraz mieszkam w willi, ale wcześniej mieszkałem na wsi i przez dziesięć lat w bloku, i że nie jestem nawet Matczakiem roku.

Nie byłem zadowolony z tego, że Michał tak się rządzi, napisałem więc swoją wersję. Zaczynała się mniej więcej tak:

Pewnie myślisz, że ze mną pogadasz tylko o cenach trumien
A ja chcę unieść tych sumień strumień I ulokować dobro w czasie przyszłym
Tam, gdzie konstytucję mi szanują
Jarek ze Zbyszkiem.

Wysłałem Michałowi ten mój tekst. Napisał: "Średni. Muszę popracować nad nim". Wysłałem mu także bity, które mi się podobały. Generalnie mnie wyśmiał, że pierwszy to bit Kendricka Lamara, a drugi to type beat Lanka i Bedoesa, że są za trudne dla mnie i zgubię się w nich jak Jaś i Małgosia w lesie. Nawet dodał u siebie na swoim story na Instagramie to moje pytanie o bit, że niby takie śmieszne.

W następnej wiadomości wysłał mi tekst, w którym były wszystkie najlepsze fragmenty: i "76 rocznik, może myślisz, że boomer", i "dyskusje w TV, państwowe sprawy, a nie jestem nawet Matczakiem roku". Wymyślił także kluczowy fragment: "T-A-T czyli Tata, ksywę wymyślił mi Mata, w 2k02 na wakacjach, gdy słowa zaczynał składać", który jest oczywistym nawiązaniem do fragmentu "Biblioteki trap" ("M-A-T-A czyli Mata, ksywę wymyślił mi papa, w 2k12 na wakacjach, czyli w połowie lata"). Jest to piękny fragment o mocy nazywania świata i kształtowania go słowem, a także o tym, jak nasze dzieci wpływają na nas i na nasze życie.

Ostatecznie "gdy słowa zaczynał składać" zmieniłem na "gdy dzióbkiem zaczynał kłapać", dodałem nawiązanie do Miej wątpliwość Łony i tekst był gotowy. Dlatego świętą rację miał komentator kameljot, pisząc pod moim Hot16Challenge2: "Mata stoi, jakby wcześniej była sytuacja: patrz i ucz się synuś, tata jest starszy, tata wie lepiej. Tylko tekst mi napisz ;)". Tak dokładnie było.

Dodatkowo Michał wybrał mi bit, dość wolny, abym się w nim nie zgubił, a nawet nagrał mi "roboczą" wersję mojej Hot16, żebym miał na czym ćwiczyć. Jakby więc ktoś był zainteresowany, mam na telefonie nagranie, w którym "76 rocznik, może myślisz, że boomer" nawija sam Mata i obiecuję, że w czasie dziesiątej edycji Hot16Challenge, kiedy siwiutki jak gołąbek Solar będzie siedział na bujanym fotelu za swoim rapującym prawnukiem na kolanach, wystawię tę wersję na licytację. To z pewnością będzie biały kruk.

Po dwóch dniach trenowania w domu pojechaliśmy do studia Nobocoto. Jechaliśmy moim samochodem i Michał chciał sprawdzić, czy się nauczyłem, pieprzony profesor rapu. W samochodzie zupełnie mi nie wyszło, trochę się więc załamałem, on pewnie też. Rozważałem, czy jednak nie wracać do domu pod piec, jak przystoi starym ludziom. Michał powiedział jednak, że w kabinie jest mniej czynników rozpraszających i na pewno będzie lepiej. Coach hip-hopowy, jasna cholera, się znalazł. Nie miałem wielkiej nadziei, że tak rzeczywiście będzie, ale już nie można było zawrócić. Z tą kabiną miał ostatecznie rację - kiedy tam jesteś, zamykasz oczy i możesz się skupić tylko na muzyce, co w samochodzie zrobić jest trudno, zwłaszcza gdy prowadzisz.

Cała ta sytuacja z moim nagraniem była lustrzanym odbiciem pierwszego nagrania przez Michała Klubowych: teraz ja byłem w kabinie, Michał przy konsoli, a wszystko tak jak wówczas miksował Yah00 aka Janusz Walczuk. Na początku szło mi dobrze. Nagraliśmy całość w pierwszej wersji i wtedy Michał uznał, że inaczej powinienem zarapować fragment z Jarkiem i Zbyszkiem - miałem dodać przerwę przed tymi słowami, dla zwiększenia napięcia. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić. Chyba z szesnaście razy nie mogłem wejść w odpowiednim momencie. W końcu Michał wszedł do kabiny, żeby pokazać mi ręką, kiedy mam to powiedzieć. Cztery razy pokazywał i się jeszcze krzywił, jak nie trafiałem w rytm, wielki docent frazowania, psiakrew. Na szczęście wreszcie się udało.

Byłem wykończony i miałem wielką nadzieję, że to koniec, ale nie. Teraz trzeba było do audio nagrać wideo. Ustaliliśmy, że ja będę siedział na pierwszym planie, a Michał stanie za mną w pozie przypominającej charakterystyczną pozę Silvia Dantego, consigliere Tony’ego Soprano, bohatera naszej ukochanej "Rodziny ­Soprano", którą Michał uważa za najlepszy serial w historii świata (równać się z nim może tylko "Breaking Bad"). Ustaliliśmy, że Michał nawet nie drgnie przez cały teledysk, z wyjątkiem momentu, gdy ja mówię z wyrzutem: "... i nie jestem nawet Matczakiem roku!" (bo on jest). Wtedy miał lekko poprawić pozycję, jakby komunikując: "Cóż mogę na to poradzić?". Tak też zrobił.

Wraz z nagraniem wideo przyszła kolejna frustracja, bo okazuje się, że nie jest wcale łatwo ruszać gębą do swoich własnych słów. Najgorsza znowu była ta pauza przed Jarkiem i Zbyszkiem, co ją Michał wymyślił. Ci ludzie naprawdę przynoszą mi pecha. Już pisałem, że przy siedemnastym nieudanym wejściu szlag mnie trafił, na szczęście przy osiemnastym się udało. Na koniec jeszcze, wstając, celowo walnąłem go krzesłem, żeby pokazać, kto tu jednak rządzi. Nagraliśmy, zsynchronizowaliśmy dźwięk z obrazem i puściliśmy w eter. I wtedy zaciął się na YouTubie licznik. Resztę znacie. Ja mogę tylko powiedzieć, że wolę mimo wszystko pracować kilkanaście godzin dziennie w korporacji niż nagrywać rap. To katorżnicza praca, byłem wykończony, a nagrałem przecież tylko szesnaście wersów do rytmu wolniejszego niż bieg pociągu osobowego z Krakowa do Zakopanego. Ciekawe, jak bym wyglądał po nagraniu Patointeligencji.

Korzystając z mojego prawa do nominacji, do kontynuacji ­Hot16Challenge2 wybrałem pana Piotra Marca "Liroya", który był jedynym raperem znanym mi w młodości, panów Andrzeja Seweryna i Zbigniewa Hołdysa oraz redaktora Tomasza Lisa. Ten ostatni wybór był podyktowany nie tylko tym, że redaktor zaprasza mnie czasami do swojego programu, co jest miłe. Chciałem w ten sposób podsycić pewną absurdalną miejską legendę, wręcz teorię spiskową, którą napotkałem kiedyś na prawej stronie mediów społecznościowych. Otóż jeden z czujnych stróży wartości prawdziwych zauważył kiedyś, że Matczak i Lis prawdopodobnie szykują plan przejęcia polskiego hip-hopu i wykorzystania go do obrony konstytucji, która przecież jest ciągle łamana. Ten strasznie tajny spisek miałby wynikać z faktu, że moim synem jest Mata, a przyszłym zięciem Tomasza Lisa jest Taco Hemingway. Uznałem, że nominacja w ramach Hot16Challenge2 jest świetną okazją, żeby dosypać nawozu do tego absurdu. Niech rośnie i cieszy oko.

Moim piątym nominowanym był "człowiek o sercu rapera i umyśle profesora, Adam ar-pi-oł Bodnar". Wybór Adama był dla mnie oczywisty, po pierwsze, ze względu na szacunek, jaki mam dla niego za niezłomną postawę w obronie praworządności, za którą płaci wysoką cenę, obejmującą bezpardonowe ataki na jego rodzinę. Po drugie, wiedziałem od dłuższego czasu, że Adam jest fanem rapu, wymienialiśmy nawet uwagi na temat twórczości Michała, dlatego byłem pewny, że sprawa wypali. I wypaliła aż za bardzo, ponieważ w efekcie omal nie wydarzył się na polskiej scenie prawniczej pierwszy typowy hip-hopowy beef. Ar-pi-oł Bodnar bowiem w swoim Hot16Challenge2 zdissował Tatę Maty i Matę. Na szczęście nikt tego nie zauważył, pewnie wy też nie, a w szczególności nie zauważyła tego TVP, która z pewnością zrobiłaby materiał o konflikcie obrońców konstytucji do głównego wydania "Wiadomości". (...)

* Więcej o książce "Jak wychować rapera. Bezradnik" przeczytasz TUTAJ.

Fragment książki
Dowiedz się więcej na temat: Mata (raper) | Hot16Challenge2

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy