Reklama

Reklama

Katastrofa kysztymska: ostrzeżenie przed Czarnobylem, które udało się ukryć

Obok Czarnobyla i Fukushimy, zdarzenia, do których doszło w kompleksie Majak w 1957 roku, są trzecią największą katastrofą nuklearną w dotychczasowej historii. W połowie XX wieku jej rozmiar był tak niewyobrażalny, że prawie nikt nie chciał uwierzyć w doniesienia o tym incydencie.

1500 kilometrów od Moskwy i prawie 2400 od granicy Polski, w obwodzie czelabińskim usytuowany jest kompleks badań nuklearnych Majak. Zbudowano go w pośpiechu i tajemnicy w latach 1945 - 1948. W późniejszym czasie w tym miejscu dochodziło do wielu niebezpiecznych dla zdrowia i życia pracowników instytutu incydentów, które były skrzętnie ukrywane przez władze ZSRR. Wiele z nich wynikało ze zwykłej bezmyślności i niedbalstwa.

Katastrofa kysztymska. Co się stało w zakładach Majak?

Najpoważniejszy z nich był ten, który miał miejsce we wrześniu 1957 roku — nazwany później katastrofą kysztymską.  

Na terenie zakładów Majak w olbrzymim zbiorniku składowano odpady radioaktywne — zawierał on od 70 do 80 ton tych materiałów w stanie płynnym. Wciąż zachodzące reakcje rozpadu powodowały ciągły wzrost temperatury radioaktywnej brei. By powstrzymać ten proces, bez przerwy pracowały urządzenia chłodnicze. 29 września doszło jednak do awarii systemu chłodzenia. Z niewiadomych przyczyn usterka nie została natychmiast naprawiona, a temperatura wewnątrz ogromnego zbiornika zaczęła kaskadowo rosnąć.   

Reklama

W końcu doszło do potężnej eksplozji, której charakter można porównać do zasady działania "brudnej bomby atomowej" - wybuch nie nastąpił w wyniku reakcji łańcuchowej, ale eksplozja rozprzestrzeniła ze sobą bardzo silne skażenie radioaktywne. Ważąca 160 ton pokrywa zbiornika została rozerwana z siłą 310 gigadżuli. 39 000 kilometrów kwadratowych otaczającego Majak obszaru zostało silnie skażone. Na tym obszarze zamieszkiwało 270 tys. cywilów.  

Katastrofa kysztymska - brudna tajemnica

Dla zachowania tajności badań i samego położenia kompleksu naukowego władze Związku Radzieckiego postanowiły po prostu zignorować i ukryć fakt wybuchu. W pierwszych tygodniach po katastrofie ewakuowano jedynie trzy najbliższe Majakowi wioski. Z kolejnymi decyzjami postanowiono poczekać. Dopiero 250 dni po skażeniu nastąpiły kolejne etapy ewakuacji, tym razem było to kolejne siedem miejscowości. Łącznie dotkniętych katastrofą terenów wysiedlono ok. 10 tys. ludzi — większość z nich ponad rok po wybuchu!

Z użytkowania wyłączono 59 000 hektarów ziemi, zabroniono uprawy zboża i warzyw, ograniczono produkcję mleka. Nikt z okolicznych mieszkańców nie został poinformowany o przyczynach wysiedleń i nowych przepisów. Nikt też nie pytał. Wspomnienia absurdów okresu stalinowskiego były jeszcze zbyt żywe. W 1966 roku na terenie najbardziej skażonym utworzono Rezerwat przyrody "Wostoczno-Uralskij".

Wiedza o katastrofie kysztymskiej została ukryta na wiele lat. Uciekinier z ZSSR Żores Miedwiediew starał się zaalarmować o niej opinię publiczną prawie dwadzieścia lat po wydarzeniach, nikt jednak nie chciał dać wiary jego informacjom. Były zbyt sensacyjne, zbyt nie do uwierzenia. Rosjanie oficjalnie przyznali, że te wypadki miały miejsce, dopiero w roku 1992, niedługo po upadku ZSRR.

Według raportu sporządzonego na zlecenie ONZ i opublikowanego w 2008 roku, w Majaku doszło łącznie do pięciu poważnych incydentów radiologicznych. Wszystkich wypadków mogło być nawet ponad trzydzieści. Ostatni z nich miał miejsce zaledwie w 2017 roku.

Zobacz również:

Lenin był grzybem! Fake news, w który uwierzyli Rosjanie

Legendy miejskie PRL-u

Zaginiony radziecki "Władca Pierścieni" dostępny na YouTube

Pożar w strefie czarnobylskiej



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy