Reklama

Reklama

Nastoletnia "kura domowa". Dla męża zrobi wszystko

Madison Dastrup bardzo wcześnie zdecydowała się założyć własną rodzinę. Jako 19-latka stanęła na ślubnym kobiercu i dziś należy do ruchu "tradwife", czyli tradycyjnych żon. Jak wygląda jej życie i co myśli o feministkach?

Jej rówieśnice marzą o tym, by dostać się na studia, później znaleźć pracę, chłopaka, w międzyczasie dobrze się bawić i wyszumieć. Chcą wykorzystać młodość, która przecież już nigdy nie wróci. Ale ona miała zupełnie inny plan – nadrzędnym celem stało się założenie własnej rodziny.

Reklama

Na szczęście miała z kim, bo jak twierdzi, wyjątkowo wcześnie znalazła miłość swojego życia. Miała zaledwie 18 lat, gdy ukochany postanowił się oświadczyć. Rok później młoda para stanęła na ślubnym kobiercu, a dziś są też rodzicami.

Młoda żona i mama karierę postanowiła robić w domu.

Zamiast aplikować na najlepsze uczelnie i starać się o prestiżową posadę, Madison Dastrup postanowiła szukać szczęścia gdzie indziej. Instynkt podpowiedział jej, że spełnienie da jej założenie rodziny. Wcale się nie pomyliła.

Jeszcze przed 21. rokiem życia wyszła za mąż, urodziła córkę i została pełnoetatową "kurą domową". Amerykanka nie wstydzi się tego określenia. Z dumą opowiada o swojej sytuacji, prowadząc kilka profili w mediach społecznościowych.

Madison jest aktywna na YouTube, TikToku czy Instagramie, gdzie relacjonuje swoje życie i dzieli się sprawdzonymi trikami domowymi. Utożsamia się z ruchem tradwife – z angielskiego traditional wife, czyli tradycyjna żona.

Kobiety skupione wokół tej inicjatywy z własnej woli porzucają ambicje naukowe oraz zawodowe, aby służyć swojej rodzinie. Prowadzą domy, wychowują dzieci, sprzątają, gotują i to daje im największą satysfakcję.

W ich przypadku feministyczne hasła nie padają na podatny grunt, bo uważają, że miejsce kobiety jest w domu. Przy mężu i potomstwie, co potwierdzają słowa naszej bohaterki: "Zawsze wiedziałam, że chcę zostać gospodynią".

"Gotując dla męża mogę mu pokazać, jak bardzo go kocham i doceniam to, co robi dla naszej rodziny" – tłumaczy w jednym z filmów opublikowanych w sieci. Jej ukochany po powrocie z pracy nie musi przejmować się innymi obowiązkami.

Pani Dastrup jest szczera i wygląda na zadowoloną, ale to nie powstrzymuje krytyków. Wiele kobiet ma jej za złe, że "utrwala szkodliwe stereotypy" i "rujnuje starania o równouprawnienie". Co ona na to? "Nie jestem feministką, ale wspieram kobiecość" – wyznała.

"Współczesne feministki uważają, że męskość jest toksyczna. Nie mam zamiaru w tym uczestniczyć" – stwierdziła. Zamiast tego zawsze czeka na męża z ciepłym obiadem, a po całym dniu spędzonym z małym dzieckiem już nie może się doczekać kolejnego.

Publikowane przez nią treści często opatrzone są tagiem #AntyFeministka. "Jeśli nie gotujesz swojemu mężczyźnie, to nie oczekuj, że za wszystko będzie płacił" – dodaje przy okazji. Według niej wolność to wybór. Ona go podjęła i nie chce być z tego powodu oczerniana.

Przekaż 1% na pomoc dzieciom - darmowy program TUTAJ>>>

***
Zobacz także:

Dowiedz się więcej na temat: kiedy brać ślub | kura domowa | młoda mama | młoda żona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje