Reklama

Reklama

Odgórne swatanie, czyli próba zwiększania dzietności w Chinach

Co wspólnego mają ze sobą odgórna chęć swatania obywateli z desperacką próbą zwiększania dzietności? Poza nieudolnością - całkiem sporo. Władze chińskiego Luanzhou zamierzają swatać samotnych mieszkańców, by zwalczyć problem bezdzietności i starzejącego się społeczeństwa.

Chcąc zrozumieć to, co dzieje się w chińskim mieście Luanzhou, należy cofnąć się do lat 70. XX wieku. To właśnie wtedy Chiny postanowiły zareagować na problem przeludnienia wprowadzając tzw. politykę jednego dziecka. Choć posiadanie większej liczby potomstwa w teorii nie było zakazane, to wiązało się z wieloma niedogodnościami, w tym z horrendalnymi opłatami i inwigilacją państwa. Szacuje się również, że w latach 1980-2014 spiralę antykoncepcyjną na całe życie założono aż 324 milionom chińskich kobiet, a 108 milionów kobiet zostało wysterylizowanych.

Reklama

Program polityki jednego dziecka miał - i do tej pory ma - szerokie skutki społeczne. Od początku spotykał się on ze sprzeciwem związanym z nieposzanowaniem praw człowieka. Dodatkowo, postawy patriarchalne i znaczna preferencja kulturowa dla synów sprawiła, że córki często porzucano, a nawet dokonywano aborcji ze względu na płeć. Te czynniki doprowadziły do znacznego wypaczenia proporcji płci z przewagą mężczyzn. Szacuje się, że mężczyzn bez pary w Chinach jest 35 mln. 

Te restrykcyjne przepisy i kontrowersyjna kontrola urodzeń doprowadziły finalnie do geriatryzacji społeczeństwa oraz gospodarczego obciążenia państwa. W związku z tym w 2015 roku władze Chin zmieniły przepisy, umożliwiając poślubionym parom posiadanie dwójki dzieci. To rozwiązanie okazało się być niewystarczające dla wzrostu gospodarczego, dlatego teraz chińscy obywatele mogą "bez obaw" planować nawet trójkę potomstwa, co w zeszłym roku potwierdził Xi Jinping, wiceprzewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej.

Młodzi Chińczycy nie myślą o zakładaniu rodziny

Dlaczego w dalszym ciągu tak ciężko chińskim władzom przekonać młodych obywateli do tego, by chcieli zakładać rodziny? Na ten stan rzeczy wpływ ma wiele czynników. Z pewnością można zaliczyć do nich rozwój nowych technologii, który prowadzi do pogłębiającej się atomizacji społeczeństwa. Młodzi ludzie stawiają na własny rozwój i karierę i nie w głowie im powiększanie rodzin. Opierają się rosnącej presji społecznej również z powodu rosnących kosztów utrzymania.

Według spisu powszechnego w Chinach z grudnia 2020 roku, w dekadzie 2010-2020 liczba ludności Chin kontynentalnych wzrosła o niecałe 5,4 proc. do 1,41 mld. Tym samym jest to najwolniejsze tempo wzrostu odnotowane od lat 50. XX wieku, gdy zaczęto prowadzić takie spisy. Zdaniem Komunistycznej Partii Chin wynik ponad 1,4 mld mieszkańców to wciąż za mało, by móc utrzymać pozytywny wpływ na gospodarkę. Niestety - dotychczasowe działania pozostają bezskuteczne. Niektóre miasta sięgają wobec tego po nowe, dość kontrowersyjne rozwiązania.

Odgórne swatanie, czyli powrót do aranżowanych małżeństw?

Znając tło historyczne, próba zrozumienia działań władz chińskiego miasta Luanzhou może okazać się nieco łatwiejsza. O co dokładnie chodzi w "odgórnym swataniu", które tamtejsze władze chcą wprowadzić w życie? Wszystko opiera się rzecz jasna na zbieraniu danych, które to w totalitarnych Chinach jest łatwiejsze niż kiedykolwiek, m.in za sprawą Systemu Wiarygodności Społecznej.

W zeszłym miesiącu ogłoszono, że urzędnicy z Luanzhou położonego w północnej części kraju zaczęli zbierać dane osobowe mężczyzn i kobiet. Następnie wprowadzają je do centralnej, zintegrowanej bazy. Dostęp do niej ma ułatwić szybsze i łatwiejsze zapoznanie partnerów na całe życie. Zeswatani odgórnie samotni ludzie mają spotykać się na specjalnie zaaranżowanych randkach w ciemno oraz przyjęciach integracyjnych. Jedna z wirtualnych imprez została już zorganizowana w aplikacji Douyin, która jest pierwowzorem TikToka.

- określił subtelnie wspomniane działania przedstawiciel władzy Luanzhou. 

Choć władze miasta są przekonane, że ich pomysł przyczyni się do zwiększenia dzietności, inicjatywa spotkała się jednak ze sporą krytyką ze strony mieszkańców.  Jej przeciwnicy podtrzymują, że jest to nie tylko niedelikatna próba ingerowania w życie osobiste, lecz także kolejny dowód na inwigilację chińskich obywateli.

Targi matrymonialne: akt desperacji czy skuteczne działanie?

Problem bezdzietności i coraz mniejszego zainteresowania zakładaniem rodziny spędza sen z powiek nie tylko władzom, ale także rodzicom dorastających pociech. Niezamężne kobiety powyżej 25. roku życia bywają postrzegane jako chore psychicznie lub upośledzone umysłowo. Taka niezamężna kobieta po 25. roku życia nazywana jest "shengnu", a rodzina przeważnie spisuje ją już na straty. Rodzicom zależy na znalezieniu drugiej połówki swojej córce po to, aby uniknąć wstydu w postaci starej panny w rodzinie. 

Wspomniany wyżej przykład nie jest rzecz jasna jedynym, który ma ułatwić chińskim władzom wprowadzenie swojego planu. Innym działaniem, które ma pomóc nie tylko zaborczemu państwu, lecz również zdesperowanym rodzicom chcącym znaleźć idealną drugą połówkę swoim pociechom, są targi matrymonialne. W dużym uproszeniu: analogowy Tinder na żywo.

Odbywają się one w każdy weekend w Parku Ludowym w Szanghaju. Targ podzielony jest na sektory. Jedna część przeznaczona jest dla mieszkańców Szanghaju, druga dla pozostałej części Chin, a w oddali znajduje się trzecia, dla rodziców dzieci mieszkających poza Chinami. Przynoszą oni ze sobą tablice, do których przyczepiają kartki z opisem najlepszych cech swoich dzieci, ich CV oraz wymaganiami wobec potencjalnych partnerów. Jak nietrudno się domyślić - inicjatywa targów matrymonialnych wśród młodych ludzi również spotyka się z dezaprobatą. 

Zobacz więcej! 

Stewardesa zwolniona z pracy za publikowanie filmów. Pokazała za dużo?

Żona Marcina Mroczka to piękność! Tak wygląda Marlena Muranowicz!

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje