Reklama

Reklama

Pato-place zabaw to zmora miast! Jest ich coraz więcej

Mają służyć rozwijaniu kreatywności i być miejscem, w którym dzieci mogą bezpiecznie bawić się na świeżym powietrzu. Osiedlowe place zabaw coraz częściej nie spełniają swoich podstawowych funkcji. Pato-place – bo tak mówią o nich internauci, są zmorą mieszkańców dużych miast. Jest ich coraz więcej. Co kieruje deweloperami?

Wyobrażenia vs. rzeczywistość

Jak powinien wyglądać plac zabaw ulokowany na miejskim osiedlu? Zapewne większość z nas na to pytanie odpowiedziałaby podobnie: mnóstwo kojącej zieleni, huśtawki, duże piaskownice, drabinki do wspinaczki. Mogłoby się wydawać, że zaprojektowanie funkcjonalnego placu zabaw, który spodoba się najmłodszym, wcale nie jest trudne. Rzeczywistość weryfikuje jednak to przeświadczenie bardzo szybko. Miniplacyki wyłożone kostką brukową i ogrodzone grubym płotem nikogo już nie dziwią. Coraz częściej możemy spotkać również place zabaw pośrodku parkingów samochodowych. Kratki wentylacyjne obok kolorowych zjeżdżalni stają się normą. Jak pokazują internauci, absurdalność przekracza wszelkie granice.

Reklama

Mikroplace to już plaga!

W 2019 roku głośno było o placu zabaw, który powstał we Wrocławiu na ul. Pakosławskiej. Wydzielona przestrzeń była tak mała, że starczało miejsca jedynie dla dwójki dzieci. Na ogrodzonych płotem kilku metrach kwadratowych najwięcej płaszczyzny zajmowała drewniana ławka, na której przeważnie siedzą rodzice i obserwują, jak bawią się ich pociechy. Maluchy mogły korzystać jedynie z dwóch niewielkich koników bujanych. Przestrzeni zielonej i cienia w razie upalnych dni, oczywiście brakowało.

Piaskownica bez piasku

Bywa również i tak, że chociaż podłoże placu zabaw wyścielone jest trawą, nie ma na niej żadnych atrakcji dla osiedlowych dzieci. Na jednym z krakowskich osiedli pośród zielonej przestrzeni postawiono jedynie drewnianą piaskownicę - niestety bez piasku. Internauci w komentarzach żartują, że miejsce przypomina ubogi spacerniak więzienny. Porównanie można byłoby uznać za śmieszne, gdyby nie było aż tak prawdziwe.

Pato-place - dlaczego jest ich coraz więcej?

Dlaczego pato-place są coraz częstszym zjawiskiem? Czy wynika to z lenistwa deweloperów, którzy nie dbają o rozwój i bezpieczną rozrywkę dzieci? Przyczyną są głównie ceny nieruchomości, które od lat, nieustannie rosną. Na zakup mieszkań nie brakuje chętnych - osób, które chcą założyć rodzinę i "iść na swoje", a także majętnych ludzi, pragnących ulokować swój kapitał. Deweloperzy chcą wykorzystać każdy metr kwadratowy, więc do przestrzeni podchodzą bardzo oszczędnie. Dlaczego decydują się na place zabaw, skoro ewidentnie brakuje na nie miejsca? Często pytają o nie młode małżeństwa i obiecuje je konkurencja. Chociaż na wizualizacji wyglądają pięknie i przestronnie, nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem.

Nierzadko zbulwersowani mieszkańcy wysyłają skargi i zażalenia, nie godząc się na kuriozalne miejsca placów zabaw. W Krakowie przy ul. Bobrzeckiej 1 nieopodal miejsca, w którym bawią się dzieci z pobliskich domów wielorodzinnych i bloków kilka lat temu powstał parking samochodowy. Urzędnicy, zasłaniając się przepisami, nie widzieli w tym żadnego problemu. Tłumaczyli, że regulaminowe 10 metrów odległości zostało uwzględnione podczas planowania przedsięwzięcia. Rzeczywistość często weryfikuje jednak słuszność przepisów. Zaniepokojeni rodzice nie mogli uwierzyć, że ich pociechy będą wdychały szkodliwe spaliny wydobywających się z rur wydechowych, ponieważ pozwalają na to obowiązujące normy.

Przeczytaj również:

To już plaga! Czy powinniśmy się bać latających mrówek?

Do morderczych upałów trzeba przywyknąć

Zobacz również:

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: pato-place | place zabaw

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje