Reklama

Reklama

Pies powieszony na drzewie, oskórowany kot. Zwierzęta, które przeszły piekło

Miał znaleźć psu nowy dom, a pozbył się go w bestialski sposób. 65-latek z Sulęcina powiesił czworonoga na drzewie. Mężczyzna usłyszał zarzut zabicia psa ze szczególnym okrucieństwem, za co grozi mu do 5 lat więzienia. W tym tygodniu policja informowała również o sadyście, który uderzał kotami o ściany budynku. Niedawno głośno było o 22-latku, który powiesił kota za łapy. Zdarzył się również przypadek… oskórowanej trzyletniej kotki. A tylko wierzchołek góry lodowej.

Miał zaopiekować się bezpańskim psem i znaleźć mu nowy dom. Zamiast tego, mężczyzna zgotował czworonogowi prawdziwe piekło. 65-latek postanowił pozbyć się "problemu" i powiesił labradora na drzewie. Do zdarzenia doszło 18 września na terenie gminy Torzym (woj. lubuskie, pow. sulęciński). Zwierzę znalazł przechodzień.

- W miejscu przestępstwa policjanci wykonali szczegółowe oględziny. Zabezpieczyli ślady i martwe zwierzę. Następnie rozpytali mieszkańców okolicznych miejscowości. Dzięki zaangażowaniu, mundurowi w krótkim czasie ustalili i zatrzymali podejrzanego o ten bestialski czyn - relacjonuje st. asp. Tomasz Szura z Komendy Powiatowej Policji w Sulęcinie.

Reklama

Mężczyzna usłyszał zarzut zabicia psa ze szczególnym okrucieństwem. Przyznał się do zarzucanego mu czynu. O dalszych losach 65-latka zdecyduje sąd. Zgodnie z art. 35 Ustawy o ochronie zwierząt, za wspomniany czyn grozi mu kara do 5 lat pozbawienia wolności.  

Zobacz również: Wakacje i pies przywiązany do drzewa. Czyli jak Polacy pozbywają się zwierząt

Sadysta uderzał małymi kotami o ścianę

W ostatnim czasie na jaw wychodzi sporo przypadków znęcania się nad zwierzętami. Ta niechlubna wyliczanka jest naprawdę długa.

W tym tygodniu policjanci z Opoczna zatrzymali 23-latka, który znęcał się nad młodymi kotami ze szczególnym okrucieństwem. Mundurowych o zdarzeniu poinformował świadek. Mężczyzna miał uderzać kotami o ścianę budynku gospodarczego, a później wyrzucić w zarośla. Funkcjonariusze we wskazanym miejscu znaleźli ciało jednego ze zwierząt.

Zatrzymany był pod wpływem alkoholu - miał w organizmie niemal trzy promile. 23-latek usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem, za co grozi mu do 5 lat więzienia.

Powiesił kota za łapy na kablu od suszarki

W lipcu w ręce policji trafił 22-latek z Gdyni, który powiesił kota za łapy na kablu od suszarki do włosów i bił go pięścią. Jak informuje "Fakt", swoim skandalicznym "wyczynem" chwalił się w sieci. Mężczyzny poszukiwał wówczas Dolnośląski Inspektorat Ochrony Zwierząt.

- Kolejny raz liczymy na siłę internetu w zidentyfikowaniu sadysty, który w okrutny sposób znęca się nad swoim kotem - apelował DIOZ.

Mężczyzna w niecenzuralnych słowach "tłumaczył" powód swojego zachowania. Okazało się, że kot... działał mu na nerwy.

- Policjanci z Gdyni otrzymali informację, że 22-letni mieszkaniec Gdyni znęca się nad kotem i publikuje nagrania w Internecie. Mundurowi ustalili, że mężczyzna podczas nieobecności właściciela zwierzęcia krępował zwierzę kablem, a następnie publikował z tego materiały na portalach społecznościowych - przekazała w rozmowie z "Faktem" podkom. Jolanta Grunert z Komendy Miejskiej Policji w Gdyni.

Zobacz również: Łajdactwo to mało powiedziane. Kobieta znalazła w lesie dwa worki. Nie były puste

"3-letnia kicia przeszła przez piekło"

Wspomniane przypadki to tylko wierzchołek góry lodowej. Członkowie inspektoratu mają pełne ręce roboty - pod koniec lipca informowali o kolejnym dramatycznym zdarzeniu.

- Jakie katusze musi przechodzić oskórowany kot? Właśnie taki zwierzak trafił pod naszą opiekę. Nie wiemy co się stało - możemy się tylko domyślać. 3-letnia kicia przeszła przez piekło, ale na szczęście w porę trafiła do kliniki weterynaryjnej, w której przebywa na intensywnej terapii. Walczymy o jej życie, chociaż rokowania są bardzo ostrożne. Samiczka przeżyła coś nieprzeżywalnego... Lekarze natychmiast przystąpili do pracy - opatrzyli rany, przyszyli skórę, amputowali ogon i zaordynowali silne leki przeciwbólowe - informował DIOZ.

Interwencje, które mrożą krew w żyłach

Znęcanie nad zwierzętami niejedno ma imię. Swoje interwencje chętnie opisują w sieci przedstawiciele Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

- Kierowca pierwszego samochodu nawet nie próbował hamować. Uderzone z impetem małe, trójkolorowe ciałko przeleciało w powietrzu na przeciwny pas ruchu, wprost pod koła kolejnego auta. Szczęśliwie - za kierownicą tego drugiego pojazdu siedziała osoba, której nie zabrakło ani serca ani refleksu - zdołała się zatrzymać. Kierowca pierwszego auta też się zresztą ostatecznie zatrzymał, żeby obejrzeć swój biedny zderzak, który wszak mógł potrzebować pomocy; zadał też pani kierującej drugim autem pytanie rozwiewające ewentualne wątpliwości (gdyby ktoś takowe miał) na temat swojego człowieczeństwa: "No i po co się pani zatrzymuje...?". O panu przestępcy już zapomnijmy; zdecydowanie - w moim świecie wolę zwrócić uwagę na panią, która zatrzymała się z piskiem opon by kota ratować - relacjonował Adam z KTOZ.

Inna historia, która może gotować krew w żyłach? Oto i ona. Zgłoszenie dotyczyło psa na łańcuchu przy budzie. Czworonóg miał na szyi ogromnego, krwawiącego guza.

- Dojeżdżamy na miejsce. Dom w głębi posesji, obok stodoła i komórka, z której wychodzi "Ciapek". Już z drogi widzimy guza wielkości melona. Psina ma dość smukłą sylwetkę, potem w schronisku okazuje się że waży aż 20,5 kg, z czego 0,5 kg minimum, waży wstrętny guz. Rozmowa z właścicielem przebiega spokojnie, lecz nie jesteśmy w stanie złapać nici porozumienia - wszak właściciel upiera się że "jak to było mniejsze i był weteryniorz to powiedział żeby tego nie ruszać" - to fragment relacji Filipa i Eryka z KTOZ.

Na miejsce została wezwana policja.

- Pani w mundurze utwierdza nas w decyzji, przedstawiając informacje że miesiąc lub dwa temu, była w tej samej sprawie (wtedy guz był cały) u właściciela, ten poinformował Panią Policjant, że pies jest w leczeniu, lecz nie mógł znaleźć żadnych potwierdzających to dokumentów. Guzik prawda. Pan po prostu nie posiada żadnych dokumentów, nawet zaświadczenia o szczepieniu. Informujemy go, że ostatnią przysługą, jaką może zrobić dla psa, to zrzec się do niego praw, aby ten, po wyjściu na prostą, mógł trafić do nowego domu. Pan przystaje na naszą propozycję - podpisuje zrzeczenie, a my - zaprzyjaźniając się w sposób przekupny i ostrożny z Ciapkiem - zabieramy psinę i odjeżdżamy w stronę schroniska. Tam biedakiem zajęli się już lekarze weterynarii - informują przedstawiciele KTOZ.

Kolejna historia? Oto i ona.

- Nasz schroniskowy Reksio nie miał łatwego życia. Trafił do nas zabrany z miejsca, w którym jego poprzedni właściciel go po prostu dręczył, przez co pies był wylękniony i agresywny. Na szczęście Reksio znalazł nowych opiekunów i już dokazuje w nowym domu. Jak przekazują Państwo Małgosia i Janusz ,,mały zachowuje się jakby zawsze tu mieszkał, jest radosny i ciągle pełen chęci do zabawy". Pozdrawiamy szczęśliwych opiekunów, a Reksiowi życzymy jak najwięcej zabawy i wylegiwania się na kanapie - informuje KTOZ.

Ostrzejsze kary za znęcanie nad zwierzętami

W styczniu 2018 roku Sejm uchwalił nowelizację ustawy o ochronie zwierząt. Posłowie zdecydowali, że kary za znęcanie się nad zwierzętami będą większe. Oprócz surowszych kar pozbawienia wolności, sąd orzeka wobec sprawcy obligatoryjną nawiązkę na ochronę zwierząt - wynosi ona od 1 tys. do 100 tys. zł. Osoba, która znęca się nad zwierzętami, może mieć nałożony zakaz ich posiadania i zakaz wykonywania zawodów, które są z nimi związane.

Obecnie, za zabijanie, uśmiercanie czy znęcanie nad zwierzętami grożą 3 lata więzienia - za czyny ze szczególnym okrucieństwem górna granica kary wynosi 5 lat pozbawienia wolności.

- Do komendy w Puławach wpływa średnio kilka rocznie zawiadomień dotyczących znęcania się nad zwierzętami. Najczęściej składają je fundacje i stowarzyszenia, które zajmują się opieką nad zwierzętami - informuje w rozmowie z Radiem Lublin podkom. Ewa Rejn-Kozak z Komendy Powiatowej Policji w Puławach. - Sprawy te dotyczą znęcania się nad zwierzętami domowymi, takimi jak psy i koty. Zdarzają się również sytuacje dotyczące zwierząt gospodarskich, jak krowy i kozy.

Zobacz również: Mobbing: przemoc po polsku

Udusił psa kablem elektrycznym. Kara: grzywna

W 2018 roku Fundacja Czarna Owca Pana Kota i Stowarzyszenie Ekostraż stworzyli raport "Osadzeni za zwierzęta". Wynika z niego, że wśród skazanych, którzy odbywali kary pozbawienia wolności w 2016 roku, znajdowało się tylko 0,2 proc. skazanych z Ustawy o ochronie zwierząt.

- Skazani trafiają do więzień po upływie kilkunastu miesięcy, a w wielu przypadkach nawet kilku lat od uprawomocnienia się wyroku. Jeden ze skazanych - rekordzista - na karę czekał aż 6 lat! - informowali autorzy raportu.

W raporcie zostały opisane konkretne przypadki. W 2015 roku mężczyzna zabił bobra i został skazany na pięć miesięcy pracy społecznej. Ze względu na to, że jej unikał, został osadzony w zakładzie karnym dopiero w 2017 roku. Z kolei w 2009 roku mężczyzna udusił psa kablem elektrycznym - otrzymał karę grzywny, ale jej nie zapłacił. Po trzech latach trafił do więzienia. W 2013 roku mężczyzna zastrzelił dwa psy z karabinka pneumatycznego. Dwa lata później został skazany na trzy miesiące pozbawienia wolności, a do zakładu karnego trafił w 2017 roku.

Ministerstwo Sprawiedliwości informowało, że w 2019 roku za przestępstwa wobec zwierząt zostało prawomocnie skazanych 779 osób.

- (...) Wśród 459 osób skazanych za znęcanie się nad zwierzętami jedynie wobec niecałych 7 proc. orzeczono karę bezwzględnego pozbawienia wolności. Odsetek ten jest o wiele wyższy w przypadku znęcania się nad zwierzętami ze szczególnym okrucieństwem - spośród wszystkich skazanych za ten czyn karę bezwzględnego więzienia wymierzono prawie 38 proc. z nich - przytacza dane resortu serwis Bankier.pl.

Znęcanie nad zwierzętami w Polsce - egzekwowanie przepisów

W 2021 roku Stowarzyszenie Otwarte Klatki opublikowało raport "Analiza praktyki orzeczniczej sądów i prokuratur w sprawach dotyczących przestępstw wobec zwierząt w latach 2017-2019". W latach 2017 - 2019 w objętych badaniem 193 prokuraturach z 34 okręgów, zarejestrowano 4748 spraw o zabijanie czy uśmiercanie zwierząt z naruszeniem przepisów.

- Aż 46 proc. spraw zakończyło się umorzeniem dochodzenia. Prawie 36 proc. umorzeń wynikało z ustalenia, że czynu nie popełniono lub braku danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełniania czynu. 40 proc. procent decyzji o umorzeniu spowodowane było faktem, że dany czyn nie zawierał znamion czynu zabronionego. 23 proc. umorzeń stanowił brak podstaw do wniesienia aktu oskarżenia - czytamy w raporcie Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

W sądach, które zostały objęte badaniem zarejestrowano 2220 spraw dotyczących przestępstw z Ustawy o ochronie zwierząt. Z danych wynika, że nieco ponad 82 proc. wszystkich postępowań zakończyło się wymierzeniem kary:

  • 37, 6 proc. - pozbawienie wolności,
  • 27,5 proc. - ograniczenie wolności,
  • 35 proc. - grzywna.

"Stosowanie procedur dotyczących ochrony zwierząt wymaga znacznej poprawy. Z całą pewnością należy dążyć do tego, aby jak najmniej wniosków o wszczęcie postępowania karnego kończyło się odmowami lub umorzeniami bez przeprowadzenia rzetelnego dochodzenia. Na etapie postępowania sądowego każdy przypadek powinien zostać rozpatrzony szczegółowo. Należy też wykorzystywać dostępne kary i środki karne w całym zakresie. Aktualnie wymierzane kary nie realizują prewencyjnej funkcji prawa karnego. Potencjalni sprawcy powinni mieć świadomość nieuchronności kary. Niestety, obecnie ciężko jest wykryć i udowodnić przestępstwo wobec zwierzęcia, przez co większość sprawców uniknie kary" - komentowali autorzy raportu.

***

Zobacz również:

 

 

 

 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: znęcanie nad zwierzętami

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy