Reklama

Reklama

Przez 25 lat zamknięta w ciemnym pokoju. Tak wyglądała po uwolnieniu

La Séquestrée de Poitiers - uwięziona z Poitiers. Pod takim imieniem do historii przeszła Blanche Monnier, piękna francuska arystokratka, której życie w niewyobrażalne piekło zmieniła jej własna matka. Rzadko kiedy się zdarza, by powiedzenie "z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciu” przybrało tak makabryczny i przerażający wydźwięk.

Blanche Monnier urodziła się w zamożnej i szanowanej rodzinie. Jej ojciec był odnoszącym sukcesy prawnikiem, matka zajmowała się domem i organizacją życia towarzyskiego. Była osobą zaborczą i przejawiała zawsze chorobliwą potrzebę kontroli nad życiem swoich dzieci - Blanche i jej brata Marcela.

W przypadku Marcela nie było to trudne, gdyż chłopiec urodził się z upośledzeniem umysłowym. Blanche, na własne nieszczęście, postanowiła się w jednak w pewnym momencie zbuntować. W 1874 roku, mając lat 25, była prawdziwą pięknością o gęstych włosach i głębokim, hipnotycznym spojrzeniu.

Reklama

Mogła przebierać w ofertach matrymonialnych bogatych i ustosunkowanych gentlemanów, w czym dodatkowo pomagał pokaźny posag. Miłość jednak bywa ślepa i nie liczy się z konwenansami. Blanche zakochała się w prawniku mieszkającym w Poitiers.

Niestety, wybranek córki nie był ani wystarczająco zamożny, ani wysoko postawiony, by spełnić wyśrubowane standardy matki. Nad rodziną zawisło widmo mezaliansu. 

Niedługo później sąsiedzi Monnierów przestali widywać Blanche. Pytania i domysły co do losu młodej dziewczyny przyniosły wreszcie odpowiedź: zaginęła w niewyjaśnionych okolicznościach - twierdzili członkowie rodziny. Dalsi krewni i okoliczni mieszkańcy uznali, że raczej uciekła z wybrankiem swego serca i układa sobie życie na nowo, w końcu wyzwolona spod władzy matki. Nie mogli się bardziej mylić.

Uwolniona, ale nie uratowana

23 maja 1901 roku Prokurator Generalny Paryża otrzymał anonimowy list następującej treści: 

Choć bez podpisu, nie był to dokument, który władza mogłaby zignorować. Policjanci zostali wysłani do rezydencji w celu sprawdzenia prawdziwości donosu. Po śmierci męża wdowa Monnier odziedziczyła ogromną fortunę, kreowała się na działaczkę charytatywną i podporę społeczności - uznała więc, że jej pozycja uprawnia ją, by odmówić wstępu stróżom prawa. Paryscy policjanci na szczęście byli odmiennego zdania. Weszli z pomocą siły.

Wnętrze domu przywitało ich czystością i przepychem. Z pewnym rzucającym się w oczy wyjątkiem: jeden z pokoi miał na drzwiach zamontowaną kłódkę i łańcuch, a spod progu dawało się wyczuć wyraźny smród. Oddział policji sforsował zamknięte drzwi. Widok, który ukazał się ich oczom, można porównać do spojrzenia w głąb najniższych kręgów piekła.   

W małym pokoju bez okien, na strzępach materaca i szmat kuliło się przerażone ludzkie stworzenie. Cała przestrzeń wokół legowiska pokryta była zaskorupiałą warstwą odchodów zmieszanych z odpadkami i gnijącym jedzeniem. Wszędzie roiło się od robactwa. Fetor był nie do wytrzymania nawet dla doświadczonych stróżów prawa.

Osobą, którą odnaleziono, okazała się oczywiście Blanche Monnier, choć pewnie nie znalazłby się nikt, kto rozpoznałby w niej kiedyś piękną młodą dziewczynę. Ważyła zaledwie 25 kilogramów, była wrakiem człowieka, a granicę szaleństwa przekroczyła wiele lat wcześniej. W chwili odnalezienia miała 52 lata. Od 27 lat nie widziała światła słonecznego.

Matka Blanche i jej brat Marcel zostali aresztowani. Dwa tygodnie później wdowa Monnier już nie żyła - zabił ją atak serca na tle nerwowym. Marcel ostatecznie został uniewinniony ze względu na swój stan umysłowy. Uznano go tylko za narzędzie w rękach szalonej matki, a w kodeksie karnym brakowało jeszcze w tym czasie sankcji za nieudzielenie pomocy. Pozostawiono go więc sam na sam z własnym sumieniem.

Szczęśliwego zakończenia zabrakło także dla Blanche. Odosobnienie w nieludzkich warunkach nieodwracalnie zniszczyło jej umysł. Resztę życia spędziła w innej zamkniętej przestrzeni - szpitalu psychiatrycznym.   

***

Zobacz również:

Romans Moniki Lewinsky i Billa Clintona. Ofiara odzyskała swój głos

43-latka uwięziona w kanale. Twierdzi, że spędziła tam trzy tygodnie

Najsłynniejszy przedwojenny mezalians





Reklama

Reklama

Reklama

Reklama