Reklama

Reklama

Sekrety seriali o polskich władcach

Seriale kostiumowe w PRL miały duże budżety, grali tam najlepsi polscy aktorzy. Nawet ci, którzy – jak Gustaw Holoubek – w ogóle nie przepadali za tego typu filmami.

Scenarzysta serialu o Władysławie Jagielle "Królewskie sny", Józef Hen widział w roli głównej sławnego Gustawa Holoubka. Pod niego pisał tekst. Holoubek zupełnie nie był zainteresowany rolą! Zmienił zdanie po przeczytaniu scenariusza. Przekonał się, że opowiada o historii w niemal współczesny sposób, a królewska rola daje mu dużo swobody.

Reklama

Akcja zaczyna się wraz ze śmiercią trzeciej żony Jagielły. Król poślubia trzykrotnie od siebie młodszą Litwinkę Sonkę. W jej roli wystąpiła studentka PWST, Renata Zarębska. Oboje z Holoubkiem sprostali wyzwaniu, a serial okazał się tak udany, że Hen przerobił scenariusz na powieść i ją opublikował.

Serial "Hrabina Cosel" nakręcono w 36 dni. Jak na tamtą epokę, gdy na produkcję filmów nie żałowano czasu, był to superkrótki okres. W zamian reżyserowi Jerzemu Antczakowi udało się uzyskać zgodę na zdjęcia w pałacu w Łańcucie. Sporo ujęć powstało też na zamku w Książu, którego pomieszczenia doprowadzono do porządku... siłami ekipy filmowej.

Duży problem sprawił odtwórca roli Augusta II, Mariusz Dmochowski. Ten blisko dwumetrowy mężczyzna bał się bowiem koni, a scenariusz przewidywał kilka scen z udziałem wierzchowców. Reżyser namówił go na kilka lekcji jazdy.

Na planie Dmochowski dostał łagodnego wierzchowca, ale i tak nie potrafił nad nim zapanować. Bojąc się o życie, kategorycznie odmówił dalszych zdjęć. Filmowcy wpadli więc na pomysł, aby posadzić go na... beczkowozie i skoncentrować się wyłącznie na zbliżeniach, a resztę miał załatwić dubler. Członkowie ekipy zrobili jednak dowcip. Podstawili na plan nie beczkowóz na wodę, lecz taki na szambo, do tego nieumyty. Aktorowi żart się nie spodobał, poirytowany odmówił pracy. Dowcipnisie musieli przyholować właściwy beczkowóz.

W roli hrabiny Cosel Antczak obsadził żonę, Jadwigę Barańską. To zbulwersowało krytyków. Zygmunt Kałużyński poddawał w wątpliwość nawet jej urodę, twierdząc, że "oryginalna hrabina" była znacznie ładniejsza. Ale widzom Barańska się spodobała, a na festiwalu w Kambodży dostała nagrodę za najlepszą rolę kobiecą. Nigdy jej nie odebrała, bo... wybuchła tam rewolucja.

Serialową Królową Bonę brawurowo zagrała Aleksandra Śląska, jednak wątpliwości wzbudzał wiek aktorki. Bona Sforza w chwili przybycia do Polski miała niewiele ponad 20 lat, natomiast Śląska - 55. Pomimo zabiegów charakteryzatorskich, w pierwszych odcinkach widać było, że młoda królowa jest starsza niż być powinna.

Mimo to serial realizowany w oryginalnych zamkowych wnętrzach na Wawelu, w Malborku i w Lidzbarku Warmińskim, był udaną produkcją. Widzowie podziwiali talent Śląskiej, a do historii polskiej sztuki aktorskiej przeszły wykrzykiwane przez jej postać w chwilach zdenerwowania uwagi po włosku: "Basta!", "Presto!", "Certo!"

Wpadka przydarzyła się też twórcom serialu "Kanclerz" o Janie Zamoyskim. Tytułowy bohater grany przez Marcina Trońskiego wypadł blado w porównaniu z partnerującymi mu: Krzysztofem Kolbergerem, Jerzym Kryszakiem i Krzysztofem Jasińskim, a w scenariuszu pomylono Kurlandię (obecną Łotwę) z Estonią.

Trzeba jednak przyznać, że pod względem liczby błędów prym wiedzie nowy serial "Korona królów". Jego twórcy tłumaczą się, że to... historyczna telenowela.

Sławomir Koper

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje