Reklama

Reklama

Tworzył polską seksuologię. Wybitny specjalista czy kontrowersyjny lekarz?

- Nie wiedziałam, czy mam do czynienia z dr. Jackyllem czy mr. Hyde’m. Okazywało się, że każda osoba, z którą rozmawiałam o doktorze albo się go bała i wycofywała, albo z zachwytem opisywała go jako osobę bardzo kompetentną - mówi Iga Dzieciuchowicz i autorka trzeciego sezonu reporterskiego podcastu "Śledztwo Pisma". Opisuje w nim historię seksuologa przed laty oskarżonego przez pacjentki o badanie wibratorem i ujawnia, że to niejedyny raz, kiedy znany lekarz prowadził wątpliwe terapie.

Dominika Frydrych, Interia.pl: Jak trafiłaś na temat doktora Wiesława?

Iga Dzieciuchowicz: W 2019 roku polubiłam stronę na Facebooku "Sprawiedliwość dla dzieci", na której różne kobiety opisywały, co dzieje się w ich sprawach w sądach rodzinnych. Sprawy dotyczyły przemocy domowej, niektóre matki podejrzewały swoich byłych partnerów o przemoc seksualną wobec dzieci, a sądy nie dawały wiary tym oskarżeniom. Postanowiłam  przyjrzeć się temu bliżej, skontaktowałam się z administratorką strony. Otrzymałam bardzo dużo historii z sal sądowych, wybrałam kilka i spotkałam się z bohaterkami. Historie, które usłyszałam, były przytłaczające. Byli mężowie montowali kobietom GPS w aucie, włamywali się do ich mieszkań, śledzili i grozili. Jednego z nich była żona podejrzewała o podtruwanie i dosypywanie czegoś do jedzenia, w tym czasie prawdopodobnie wykorzystywał ich córkę. W innym przypadku wynajęty detektyw nagrał, jak mężczyzna postawił dziecko na ławce i głaskał je od wewnętrznej strony ud. Widziałam też rysunki dzieci. Na jednym tata wkładał dziecku ogon maskotki w miejsca intymne.

Reklama

- Te głosy, mimo dowodów medycznych i potwierdzenia wiarygodności zeznań małoletnich przez biegłych, nie były słyszalne w sądzie.

- Każda z matek mówiła, że biegłym w ich sprawie był właśnie dr Wiesław. Zastanawiałam się, czy to jedyny seksuolog do takich spraw? Odpowiadały, że to autorytet, człowiek doświadczony, z dużą praktyką zawodową. Ale w każdej z tych spraw uznał, że dany mężczyzna nie ma skłonności pedofilskich. Sprawy były więc umarzane. Matki powiedziały mi też, że mogę znać dr Wiesława, bo "Superwizjer" kilka lat wcześniej zrobił o nim materiał. W tym reportażu kilka pacjentek oskarżało doktora o to, że bez ich zgody stosował wibrator w terapii związanej z brakiem ochoty na współżycie.

Co powiedziały ci matki?

- Były oburzone tym, że osoba, która miała takie zarzuty i przegrała sprawę w sądzie lekarskim, wciąż opiniuje w sprawach o przestępstwa na tle seksualnym. Uważały, że doktor skompromitował się tamtą sprawą i nie powinien być biegłym. Potem okazało się, że kwestia badań osób podejrzanych o czyny pedofilne jest bardzo skomplikowana, bo nie każda osoba, która skrzywdziła dziecko, jest pedofilem. Pedofilów preferencyjnych jest dużo mniej, niż osób, które krzywdzą dzieci w sposób zastępczy, a więc wtedy, gdy nie mogą zrealizować swoich potrzeb z osobą dorosłą. Sądy nie zawsze rozumieją te różnice. Te sprawy opisywane są w dalszych odcinkach "Śledztwa Pisma", pierwszy dotyczy terapii wibratorem i tego, co wydarzyło się za drzwiami gabinetu.

Łatwiej żyć chłopakowi niż "grubej, brzydkiej lesbijce"

Później pojawił się kolejny wątek.

- Zobaczyłam nazwisko doktora na jednej z zamkniętych grup dla osób transpłciowych. To post chłopaka, który napisał, że doktor zniszczył mu życie. Twierdził, że miał przez niego próbę samobójczą. Gdy po dwóch miesiącach wyszedł ze szpitala psychiatrycznego, poszedł do sądu i oskarżył go, że był to efekt źle przeprowadzonej terapii. Skontaktowałam się z tą osobą. Nie występuje w "Śledztwie", podjęłam taką decyzję z uwagi na jej zły stan psychiczny. Ale wtedy odezwał się do mnie Oskar, który był pacjentem doktora w 2005 roku. Opowiedział równie przejmującą historię.

Doktor stwierdził, że Oskar wymyślił sobie transpłciowość, bo łatwiej będzie mu żyć jako chłopakowi niż "grubej, brzydkiej lesbijce". Załamał się po ostatniej wizycie, nie wychodził z pokoju przez cztery miesiące.

- Tak, Oskar nazwał to "wielkim dniem". Doktor, który jest wykładowcą akademickim, zapraszał swoich niektórych pacjentów na "występy" przed studentami. Ci pacjenci mieli opowiedzieć studentom, jak złożonym zjawiskiem jest transpłciowość, studenci mogli zadawać im pytania. Udało mi się potwierdzić, że rzeczywiście tak było - o tym, że pacjenci doktora brali udział w zajęciach, usłyszałam od kilku osób. Ale ponoć nie wszyscy zgadzali się na to dobrowolnie, niektórzy czuli się przymuszani. Oskarowi doktor też postawił ultimatum i mój bohater wspomina to jako jeden z najgorszych momentów w życiu.

- Czy doktor nie wykazał się empatią? Czy to był za trudny dla niego przypadek, którego nie umiał rozpoznać? Próbuję w drugim odcinku odpowiedzieć na to pytanie. Ciekawym wątkiem jest też stan wiedzy o transpłciowości, który był nieporównanie mniejszy niż dziś. Dziś wiemy na przykład, że niezgodność płci jest dużo bardziej szerokim i pojemnym zjawiskiem niż binarny podział na transmężczyzn i transkobiety. W tamtych latach nie było to takie oczywiste, możliwe, że doktor też popełniał błędy.

Cały czas mówimy o znanym, wybitnym specjaliście?

- Tak, trzeba podkreślić, że doktor to wielki autorytet, wykształcił wielu znakomitych seksuologów i seksuolożek, ma prawie pół wieku doświadczenia zawodowego. Był też jednym z pionierów w zakresie badań nad transpłciowością. Mimo to podczas pracy nad "Śledztwem" nie wiedziałam, czy mam do czynienia z dr. Jackyllem czy mr. Hyde’m. Okazywało się, że każda osoba, z którą rozmawiałam o doktorze albo się go bała i wycofywała, albo z zachwytem opisywała go jako osobę bardzo kompetentną, profesjonalną w tym, co robi, z ogromną wiedzą. Kiedy rozmawiałam z jego dawnymi studentami o tym, co sądzą o terapii wibratorem, odpowiadali, że ich zdaniem doktor po prostu uważał się za osobę nieomylną i zabrakło mu empatii. Inni twierdzili, że padł ofiarą spisku.

Kwestia osobowości i wrażliwości, a nie intencjonalnego przekraczania granic intymności?

- Tak. Z jednej strony słyszałam, że to ktoś zły, niekompetentny, kto zniszczył życie. Z drugiej strony padały słowa, że to wspaniały specjalista, osoba, która wszystkiego nauczyła.

- Doktor kierował Poradnią Seksuologii i Patologii Współżycia, które jest częścią Centrum Psychoterapii przy ul. Dolnej w Warszawie. To przez lata było słynne miejsce, do którego przyjeżdżali ludzie z całego kraju. Doktor był tam gwiazdą. Zajmował się wąską dziedziną, opiniował w najgłośniejszych sprawach kryminalnych, świetnie znał się na mrocznej stronie seksualności człowieka. Jest też bardzo charyzmatyczną osobą. Zapewniam, że ktoś, kto nie interesuje się seksuologią, po jego wykładzie będzie nią zafascynowany. Cały czas się zastanawiałam, kim doktor właściwie jest. Dlatego postanowiłam zapisać się do niego na terapię i sama sprawdzić, jakim jest lekarzem. To była jedna z trudniejszych dla mnie części "Śledztwa".

"Ten zbieg okoliczności ułatwił mi pracę"

Czy miałaś wcześniej w ogóle jakikolwiek kontakt ze środowiskiem seksuologów?

- Nie. Nie wiedziałam, jak duże jest to środowisko, kto kogo uczył, kto kogo zna. To niełatwe dla reporterów, gdy poruszają się na zupełnie nieznanym dla siebie terenie. Zawsze można się pomylić, powiedzieć coś niewłaściwego do niewłaściwej osoby. Zwłaszcza w tak niejednoznacznej sprawie, jak ta - gdzie są dwa przeciwstawne obozy i wielki autorytet.

Jak sobie z tym poradziłaś?

- Akurat tak się złożyło, że moi przyjaciele mieszkają w tej samej klatce, w której doktor prowadzi swój Instytut Seksuologii. Pod koniec 2019 roku, kiedy już pracowałam nad tematem, przyjechałam do nich na Sylwestra. W drzwiach Instytutu było awizo, chyba z 20 kartek. Spisałam sobie te nazwiska i dzięki temu wiedziałam, że doktor zna te osoby. Później, kiedy już dowiedziałam się bardziej konkretnych rzeczy, sprawdzałam te nazwiska na liście - czy to jest ktoś od doktora, czy nie. Ten zbieg okoliczności ułatwił mi pracę.

Niektórzy "mówią, żeby się modlić albo stosują terapię konwersyjną"

Wróćmy do doktora Wiesława w roli biegłego.

- Doktor jest biegłym sądowym powoływanym w najgłośniejszych sprawach kryminalnych i sporządza opinie w najbardziej drastycznych sprawach związanych z przestępstwami na tle seksualnym, również wobec dzieci. W "Śledztwie" opisuję dwie takie głośne sprawy, w których na czele zespołu biegłych stał doktor. Jedna dotyczyła Czesława Małkowskiego, byłego prezydenta Olsztyna oskarżonego o zgwałcenie pracownicy, a druga zabójstwa młodej kobiety, o którym też mówiła cała Polska. W obu tych przypadkach w opiniach znalazły się nieprawidłowości. Rozmawiałam z oskarżonymi, z rodzinami ofiar, z ekspertami. Dowiedziałam się też, jak wygląda praca biegłego seksuologa. To zawód, który ma wpływ na wiele obszarów życia jednostek, również na wyroki. Z drugiej strony to zawód, w którym trzeba wykazać się wyjątkową odpornością psychiczną. Biegły seksuolog ma często do czynienia z naprawdę najmroczniejszymi sprawami kryminalnymi. Jest wybierany na okres pięciu lat, a to długo. Zastanawiam się, czy biegli powoływani do spraw, które wymagają ogromnej wiedzy, ale i mocnej konstrukcji psychicznej, nie powinni mieć superwizji.

Tak jak z pracą terapeuty, który powinien mieć superwizję. Tu chyba jest analogicznie.

- Biegli seksuolodzy czytają akta, wiedzą w szczegółach, co wydarzyło się na miejscu zbrodni, rozmawiają ze sprawcami, mają często do czynienia z niebezpiecznymi przestępcami. Doktor Wiesław jest powoływany w najtrudniejszych przypadkach.

Plus odpowiedzialność za postawienie diagnozy...

- ... i dobre zbadanie tej osoby. Nie zdawałam sprawy, jak to musi być trudna praca.

A jeśli chodzi o środowisko seksuologów, czy było coś, co cię zaskoczyło?

- Tak. Na przykład to, że to jest zawód, w którym trzeba nieustannie aktualizować wiedzę, że szybko zmieniają się standardy pracy z pacjentem. Dziś w seksuologii nie mówi się już o osobach LGBT+, a o różnorodności genderowej, jest niezgodność płci, a nie transseksualność. Jest to też zawód wciąż prawnie nieuregulowany, dlatego zawsze warto sprawdzić osobę, do której udajemy się ze swoim intymnym problemem. Można być terapeutą seksuologiem - wtedy trzeba mieć skończoną psychologią czy pedagogikę i cztery lata psychoterapii, a potem zrobić dodatkowe studia z seksuologii. Ale często takimi terapeutami nazywają się ludzie bez uprawnień. Na wizycie z pacjentem mówią, żeby się modlić albo zalecają terapię konwersyjną.

Można być też lekarzem seksuologiem.

- Można nim zostać po wybranych specjalizacjach - po ginekologii, położnictwie i kilku innych z tego zakresu.

- Doktor Wiesław jest ginekologiem seksuologiem, a więc może też wykonać badanie fizykalne. Profesor Zbigniew Lew-Starowicz wyjaśniał mi, że kiedyś badało się "czucie" za pomocą wibratorów, była to metoda opisana w latach 70. Dziś nie jest dozwolone, by takie badanie wykonywał lekarz, po prostu zaleca się, by ktoś sam spróbował w domu. Sądzę, że błąd doktora, który wywołał tyle kontrowersji, polegał na tym, że w ogóle nie przygotował pacjentek na to badanie, zrobił je z zaskoczenia. Skończyło się to dla nich ogromną traumą. Do dziś mówią o tym, że zapłaciły za to wysoką psychiczną cenę.

Jak się przed tym uchronić, kiedy jesteśmy pacjentami?

- Przede wszystkim pytać o certyfikaty, o skończone studia. Zadbać o siebie i dobrze sprawdzić osobę, do której się udajemy. Na wizycie u seksuologa można też poprosić o to, by przy badaniu była z nami pielęgniarka. Pamiętajmy, że możemy pytać o sens badania, na czym będzie polegało, a lekarz ma obowiązek odpowiedzieć. Na niektóre badania należy wyrazić świadomą zgodę na piśmie.

* * *

Całą historię dr. Wiesława można poznać w trzecim sezonie reporterskiego serialu podcastowego "Śledztwo Pisma". Producentem jest Fundacja Pismo (wydawca magazynu "Pismo. Magazyn Opinii"), a partnerem strategicznym - Audioteka.

Przeczytaj też: 

Dobrze ze sobą to dobrze z innymi. Wywiad z Natalią de Barbaro

An San zdobyła potrójne złoto. W kraju skrytykowano jej fryzurę

Andrzej Piaseczny w końcu powiedział o swoim partnerze! Mama zrobiła mu wyjątkową niespodziankę

* * *

Zobacz więcej:

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje