Zimowe atrakcje PRL na wesoło

Seriale i filmy z dawnych lat pokazują, że nic nie zaskakiwało nas tak, jak... zima. Ta pora roku wnosiła w nasze życie mnóstwo niespodzianek.

Tęgi mróz i śnieg po pas - tak większości z nas kojarzą się zimy z dzieciństwa. Z tymi atrakcjami związane były inne: prawdziwe, na przykład leśne polowanie czy też wyprawa na narty, jak też te nieprzewidziane i wyjątkowo dokuczliwe: wyłączanie ogrzewania w blokach, problemy z komunikacją itp. Tamten niezapomniany klimat PRL-u zimą nadzwyczaj celnie parodiują nasze ulubione komedie.

Czterdziestolatek polował zimą

Reklama

Mieszczuch, inż. Stefan Karwowski w jednym z odcinków serialu wyrwał się na łono natury. Chcąc niechcąc, namówiony przez swojego szefa, zaczął polować - specjalnie po to, by "znaleźć dojście", czyli wkraść się w łaski nowego ministra, który był zapalonym myśliwym. Wyposażony przez teścia w dubeltówkę i psa Ugryzia, Karwowski ruszył w zasypany śniegiem las. O mały włos, a nie skończyło się to fatalnie, bo przestraszony ruchem w krzakach, wypalił do... ministra! Jednak na koniec został bohaterem mimo woli, zastrzelił bowiem dzika Mieszka - prawdziwy postrach lasu i... wąskotorówek, które atakował. Niestety, dzik był przeznaczony do odstrzału za dewizy, więc nim Czterdziestolatek nasycił się chwałą, musiał się zmierzyć z rozjuszoną służbą leśną.

Zaspy na ulicach widać w "Wojnie domowej"

- Duża zima, nigdy nie widziałem takiej - mówi z podziwem kuzyn Rysio przybyły z Anglii, obserwując zawieję na ulicach Warszawy. Rysio oglądał śnieżne zaspy przez dziury wychuchane na oszronionych szybach autobusu typu ogórek, który obwoził turystów po stolicy. Kuzyn wychodził z niego rzadko, ale i tak zmarzł i przemókł. Suszył więc nogi przy piekarniku i pił najlepszy lek uodparniający tamtych czasów, czyli herbatę z cytryną - koniecznie ze szklanki!

Ozdobą tego odcinka, zatytułowanego "Zagraniczny gość", jest Bogumił Kobiela w roli instruktora jazdy w zakopiańskiej szkółce narciarskiej. - Jak się nie wywrócis, to się nie naucys - powtarza gwarą, spokojnie obserwując dzieciaki przewracające się na oślej łączce. A po zajęciach leczy kaca świeżutkim mlekiem nalewanym przez gaździnę z metalowej bańki. Wprost na stoku!

W Zakopanem bawił się duet: Jan Himilsbach i Zdzisław Maklakiewicz - bohaterowie filmu "Jak to się robi". W jednej z najzabawniejszych scen "Maklak" miał szansę sprostać wielkiemu wyzwaniu, tzn. pomóc damie uruchomić samochód na mrozie. Akumulator stary i słaby, mróz siarczysty, więc auto za nic nie chciało ruszyć. Trzeba je było popchnąć, co Maklakiewicz uczynił z wdziękiem, szorując potem brzuchem po ośnieżonej jezdni. Ale najgorszy samochód był wtedy lepszy niż komunikacja publiczna, która kursowała jak chciała, a ludzie godzinami marzli na przystankach.

Zimowe absurdy PRL-u kapitalnie pokazał serial "Alternatywy 4" w odcinku "Dwudziesty stopień zasilania". Tym, którzy już nie pamiętają tego określenia, przypominamy, że oznaczał ograniczenia w dostawach energii. Tak też się stało w słynnym bloku na Ursynowie. Z nadejściem zimy zabrakło węgla w miejskich przedsiębiorstwie ciepłowniczym, więc wyłączono ludziom ogrzewanie i ciepłą wodę. Jednak lokatorzy się skrzyknęli... Jeden z nich znalazł na wysypisku starą lokomotywę, inny ją przeniósł dźwigiem pod blok, kolejny podpowiedział, skąd załatwić węgiel. Wnet rozpalili ogień pod kotłem i rurami doprowadzili gorącą wodę do węzła w piwnicy. Takim sposobem do ich bloku wróciło ciepło i... nadzieja, że przetrwają. A ona była wtedy najważniejsza.

Dorota Filipkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje