Reklama

Reklama

Złodzieje na czatach. Co oznaczają dziwne oznaczenia na klatkach?

Temat wraca co roku jak bumerang, zwłaszcza w okresie letnim. Wakacje, wyjazdy i samotne mieszkanie, które może skusić niechcianego gościa po to, by wyniósł z niego cenne precjoza. Skąd złodzieje wiedzą, które lokum opłaci się splądrować?

W Białymstoku mieszkańcy zgłosili na policję podejrzane znaki, pojawiające się na klatkach schodowych. Funkcjonariusze sprawę badają. Ustalają co oznaczają tajemnicze strzałki, numery i symbole. Czy faktycznie grabieżcy w ten sposób oznaczają miejsca, gdzie mogą zdobyć potencjalne łupy? I czy byliby na tyle nierozsądni, żeby zostawiać ślady czarno na białym? (dosłownie, bo niektóre cyfry wypisują flamastrem na czystej ścianie).

Potencjalnie każdy z nas został choć raz okradziony, albo zna kogoś kto został. Najczęściej giną rowery, bo też najłatwiej jest je odczepić od żelaznego pałąka, stojącego na zewnątrz przed blokiem. Nawet gdy są zainstalowane kamery, można założyć kaptur, dodatkowo maseczkę, która w obecnych czasach nikogo nie dziwi i osoba sięgająca po nie swój dwukołowy pojazd, praktycznie nie ma możliwości zostać rozpoznana.

Kradzież rowerów jest o tyle prosta, że nawet jak właściciel ukochanego pojazdu zgłosi się na komisariat, sprawa zazwyczaj zostaje umorzona z powodu małej szkodliwości społecznej czynu. Złodzieje rowerów czują się więc bezkarni i uprawiają swój niecny proceder na ulicach i... w piwnicach.

Reklama

Mieszkanie to już sprawa poważniejsza. Są sąsiedzi, ktoś w nocy może zjawić się w miejscu przestępstwa znienacka, albo hałasu narobi pies, który wyczuje intruza. Złodziej-profesjonalista głupi nie jest i nigdy nie włamie się do miejsca, które wcześniej nie będzie bacznie przez niego obserwowane. Zna rytm dobowy mieszkańców bloku, a oprócz tego, czeka na specjalną okazję czyli urlop i wyjazd właścicieli.

Wie dobrze, po co przyszedł i do kogo, często nie działa sam. Pozostawianie na czatach wspólnika nie jest wymyślone przez scenarzystów - to scenarzyści korzystali z kronik policyjnych, by pokazać modus operandi rzezimieszków.

Złodziej, który profesjonalistą nie jest, potrzebuje gotówki jak najszybciej, często, by zaspokoić swój nałóg (alkoholowy, bądź narkotyczny) włamie się więc do mieszania bez odpowiedniego przygotowania, co poskutkować może, na szczęście, złapaniem go. O wiele trudniej jest rozpracować szajki grasujące po domostwach i utrzymujące się z owoców swego niecnego procederu.  

Wracając do tajemniczych śladów na klatkach schodowych - pobazgrane cyferkami ściany to raczej sprawka dzieciaków, które wymyśliły sobie podchody czy inną zabawę terenową.

W starych podręcznikach przeznaczonych dla policji można było znaleźć opis niektórych znaków, pozostawianych przez złodzieja. Przykładów nie brakuje.

Zalepiony taśmą klejącą zamek świadczy o tym, że właściciela nie ma w środku, skoro nie zerwał taśmy, gdy wracał na przykład z pracy. Rozsypane monety, leżące dłuższy czas na wycieraczce - również, w końcu powinien je pozbierać. Mąka na progu, na której obija się ślad buta, także miała być pomocna  włamywaczowi do określenia bytności ofiary w domu. Dalej - kamyki, kawałki drewna, coś, co powinno zostać usunięte przez będącego na co dzień w domu właściciela.

Do tychże znaków powinniśmy podchodzić jednak z rezerwą. Technologia poszła do przodu, u złodziei także. To co było na czasie dekadę temu, teraz odeszło do lamusa. Włamywacze nie wykonują już głuchych telefonów, sprawdzając, czy ktoś jest w mieszkaniu - telefony stacjonarne zostały zastąpione komórkami.

Co więc zrobić, żeby nie dać się okraść? Pomóc mogą zaufani sąsiedzi. Przed wyjazdem dobrze jest im zostawić klucze od skrzynki pocztowej - złodzieje często zerkają, czy te są pełne. Jeśli tak - niechybny znak, że właściciela nie ma.  

Dobrze też zostawić komuś klucze od domu - nie tylko, żeby podlał kwiatki, ale też zapalił na chwilę światło, które przyciągnie ćmy, ale za to odstraszy rzezimieszków.

Jeśli na osiedlu pojawi się podejrzany samochód, który co jakiś czas podjeżdża, ale nie parkuje na dłużej, a kierowca siedzi w środku i obserwuje okolicę - nic się nie stanie, jeśli powiadomimy o tym fakcie policję albo straż miejską. Sprawdzą kilka dni z rzędu, co się dzieje i odstraszą potencjalnego złodzieja. Nie będzie chciał się narażać i szukać w przygód w miejscu, które jest strzeżone.

Czytaj także:

Złodziejskie metody: Włamywacze są coraz bardziej bezczelni

Życie jest bezcenne

Metoda "na wnuczka" niejedno ma imię

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje