Reklama

Reklama

Mogę grać nawet do kotleta

​"Nie jestem księżniczką" - mówi Tatiana Okupnik. Tylko SHOW zdradza, do kogo spieszy się do Londynu po castingach do X Factor i czy planuje wrócić na stałe do Polski.

Za dwanaście minut wchodzisz na wizję. Zgadzasz się porozmawiać? 

- Jasne. Zadawaj pytania. Będę się jeszcze przebierać i poprawiać makijaż. 


Za drzwiami do garderoby stoją ochroniarze. Nikomu nie pozwalają wchodzić. Pilnują cię jak skarbu. Lubisz być traktowana jak księżniczka?

- Jak widzisz, nie jestem żadną księżniczką! Można się do mnie dostać. Ty przecież weszłaś. 


Jaka będziesz w X Factorze?

- Staram się być przede wszystkim szczera i naturalna. Czasem jest to bardzo trudne. Szczególnie w momentach, kiedy prawda, jaką chcę powiedzieć uczestnikom, jest dla nich bolesna. 

Reklama


Jak przyjęli cię w jury Kuba i Czesław?

- Z otwartymi ramionami, a czułościom nie ma końca. Czesław jest dla mnie niczym brat, a Kuba niczym... starszy brat. Może chłopaki ostrzą sobie zęby na programy na żywo? (śmiech).


Dostałaś już jakieś porady od braci?

- Kuba wspomniał, żebym pamiętała o poduszkach na moje jurorskie krzesełko. Bez poduszek ledwo sięgam głową ponad stół. 


Nie obawiasz się, że Wojewódzki będzie chciał zdominować ten program?

- Lubię grać w domino, chętnie z Kubą zagram... (śmiech). 


Widziałam waszą trójkę na castingu. Ty bez przerwy rozmawiasz z Kubą. On patrzy w ciebie jak w obrazek. W dodatku jesteś bardzo merytoryczna. Widać, że znasz się na technikach śpiewania. Temu programowi kobieta taka jak ty była bardzo potrzebna.

- Bardzo dziękuję za komplementy. Czasem myślę, że wymarzyłam sobie to, co się teraz dzieje.


W marcu czeka nas dużo atrakcji?

- Zobaczysz, ilu fantastycznych ludzi przyszło teraz do X Factora. A najlepsze są "przypadki", które nie zdają sobie sprawy z tego, jaki talent w nich drzemie. To cudowne uczucie, kiedy mówisz komuś "tak", a on robi wielkie oczy. Już po pierwszych castingach czułam, że podjęłam słuszną decyzję.

- Jestem bardzo podekscytowana perspektywą współpracy z uczestnikami. Nie mogę się doczekać chwili, kiedy będę swoją grupę przygotowywała do występów na żywo. Mam nadzieję, że będę wtedy w stanie dodać im otuchy, służyć jak najlepszą radą. Rola opiekuna grupy jest jednym z powodów, dla których zdecydowałam się zasiąść w jury X Factor. 


Kto ci najbardziej gratulował udziału w programie?

- Babcie! One są moim tajnym sztabem od public relations i stylizacji. Po każdym występie dzwonią do mnie i doradzają: "A wydaje mi się, że jednak ta bluzka nie była dobrze dobrana". Albo: "Powinnaś włożyć coś bardziej obcisłego". Bardzo cieszy je obecność wnuczki w polskim programie. To dla nich bardziej namacalne niż fakt, że moja piosenka "Been a fool" dobrze radzi sobie na listach w Grecji, Włoszech czy Danii. 

Zobacz teledyski Tatiany Okupnik na stronach INTERIA.PL!


Nie czujesz się dziwnie, że Polacy o twoich sukcesach tak mało słyszeli?

- Wyjechałam z Polski właśnie dlatego, że było mi ciężko promować tu swoje utwory. A ja chciałam grać muzykę, która mnie naprawdę kręci i pod którą mogę się podpisać. Już w roku 2008 poczułam, że jestem w impasie. Przygotowałam więc coś w rodzaju mojego muzycznego CV i wysłałam do kilku agencji koncertowych, o których przeczytałam w internecie. Z jednej z nich odezwał się Dave Fowler. Przyjechał na mój koncert do Jasła, żeby posłuchać, jak śpiewam na żywo. I tak się to zaczęło. 

Wyjeżdżając do Londynu, postawiłaś wszystko na jedną kartę: wzięłaś nawet kredyt, by przeżyć pierwsze miesiące. Jesteś chyba bardzo odważną osobą! 

- Po prostu czułam, że muszę spróbować. Najpierw skupiłam się na przeprowadzce, potem na pracy. I poszło. Nie było czasu na obawy. 


Aby przebić się na rynku zagranicznym, trzeba mieć mocne plecy czy też wystarczy sam talent?

- Przede wszystkim trzeba mieć ludzi, którzy w ciebie mocno wierzą. Samemu nic tam nie dokonasz. Ważna jest też wytrwałość i wiara w swoje możliwości. Gorzej u mnie tylko z cierpliwością. Ale cały czas jej się uczę (śmiech). Ponadto wychodzę z założenia, że jak naprawdę się czegoś chce, to można to osiągnąć. 


Naprawdę w to wierzysz?

- Tak, marzenia się spełniają. Opowiem ci historię: od dzieciństwa kochałam na przykład zespół Led Zeppelin. W 1994 roku oglądałam w telewizji koncert Jimmy’ego Page & Roberta Planta w Marrakeszu. Pomyślałam wtedy: "Zobaczysz Jimmy, kiedyś się spotkamy!". I on teraz jest moim sąsiadem. Miałam przyjemność kilka razy nawet z nim porozmawiać. 


I teraz podbijasz rynek grecki?

- Jak zaczęły do mnie docierać sygnały, że jestem na 20, potem na 10 miejscu na liście w Grecji, to myślałam najpierw: "O kurczę, czy to jest na serio? Czy to jest jakaś ważna lista?". Jak dostałam cynk, że w BBC2, popularnej audycji muzycznej, prowadzonej przez Terry’ego Wogana będzie mój utwór, włączyłam radio i.... najpierw leciał Miles Davis, potem Tatiana Okupnik, a potem Prince. Byłam w siódmy niebie.

- Przede mną jeszcze dużo pracy. Tak naprawdę, jakie będą jej efekty, okaże się dopiero za jakiś czas.


Nigdy nie bałaś się, że będziesz zmuszona tam grać do tzw. kotletów?

- Zupełnie się tego nie boję. Śpiewanie to jest mój zawód. Mogę grać do kotleta. Koncerty przed publicznością "jedzącą" to tradycja najsłynniejszych klubów jazzowych w Londynie czy Nowym Jorku. Tam nie traktuje się tego jako coś złego lub przynoszącego muzykowi ujmę.

- Najważniejsze, by muzyka sprawiała słuchaczowi przyjemność. W Szwecji śpiewałam dla pół miliona osób, w Londynie dla kilku tysięcy, w Tallinie dla kilkuset, w klubie studenckim w Leeds na północy Wielkiej Brytanii dla 20 osób. 


Nie należysz do osób płochliwych ani słabej wiary?

- Jestem wielką optymistką i wierzę w swoje cele, pomysły i możliwości. 


Masz cechy typowej zodiakalnej Panny?

- Konsekwentna - tak. Poukładana - nie!


Co robisz, że zachowujesz tak doskonałą sylwetkę?

- Zobacz, właśnie zjadłam kluski, roladę śląską i modrą kapustę. Nie uważam zbytnio na to, co jem. Za moją figurę chyba odpowiedzialne są geny. Natomiast nerwy, stres powodują, że się nakręcam. I moja przemiana materii razem ze mną! 


Tatiana, czy ty jesteś zakochana?

- W X Factorze! Jak najbardziej! (śmiech). 


Myślisz, że po tym programie coś zmieni się w twoim życiu?

- W prywatnym nie. A w zawodowym... Na pewno ludzie poznają mnie lepiej. W programie, który prowadziłam kilka lat temu - "Gwiazdy tańczą na lodzie" - czytałam tylko scenariusz. A w X Factor mogę być naturalna i spontaniczna. 


Podobno wolisz Londyn od Warszawy?

- Od Warszawy - oczywiście, że tak! Ponieważ to nie jest moje rodzinne miasto. Urodziłam się w Łodzi, którą dość często odwiedzam, i w tym mieście czuję się "u siebie", dobrze. Jednak to Londyn sprawił, że nabrałam wiatru w żagle. Tam jest kolorowo, wielokulturowo i ciekawie. 


Tuż po nagraniu w Zabrzu jedziesz do Londynu. Kto tam na ciebie czeka w domu?

- (śmiech) Trzy koty. Potrzebuję ich dobrej energii. Ona mnie uspokaja. 


Iwona Zgliczyńska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje