Reklama

Reklama

Poświęcenie się medycynie to wyczerpujące zajęcie

- Chciałbym, żeby czytelnicy zrozumieli, że lekarze to ludzie, jak wszyscy inni i że czas zmienić oczekiwania względem tego zawodu na normalne, przyziemne - mówi w wywiadzie Tadeusz W., autor książki „Bez znieczulenia. Prawdziwe historie z polskich szpitali i przychodni”. Tadeusz W. pracuje jako lekarz w przychodniach i na szpitalnych oddziałach od ponad 10 lat. Zna więc ten świat z autopsji.

Magda Kaczyńska: - Pisze pan we wstępie: "(...) zamierzam pokazać z innej perspektywy tych, którym pacjenci powierzają swoje zdrowie i życie.". Dlaczego?

Reklama

Tadeusz W.: - Chcę pokazać prawdziwe oblicze polskich lekarzy. Bez demonizowania i bez stawiania na piedestale. My, lekarze, jesteśmy przede wszystkim ludźmi. Mamy swoje problemy, swoje słabości i ułomności. Podejmujemy różne decyzje, czasem dobre, czasem złe. Bywamy źli do szpiku kości, złośliwi i przesiąknięci nienawiścią, ale też, co częściej się zdarza, w takim świetle jesteśmy przedstawiani przez media i społeczeństwo. Czy słusznie? Bywa, że tak...

Pisze pan również: "Jestem głosem tych, którzy boją się krzyczeć - zalęknieni nie reagują na patologie i trwają w tym chorym układzie, myśląc, że niczego nie można zmienić.". Traktuje więc pan tę książkę jako głos w publicznej dyskusji o środowisku lekarskim i służbie zdrowia?

- Każdy z nas ma prawo głosu, ale niewielu chce z niego korzystać - środowisko nie wybacza takich kroków. Lekarze nie akceptują faktu, że ktoś obnaża ich złe zachowania i patologie. Nie lubią, jak któryś z nich wychodzi przed szereg i mówi o tym, co zarezerwowane jest dla "lekarskich uszu". Kodeks Etyki Lekarskiej - dokument mający być drogowskazem dla kolejnych pokoleń młodych lekarzy - mówi, że "Lekarz powinien zachować szczególną ostrożność w formułowaniu opinii o działalności zawodowej innego lekarza, w szczególności nie powinien publicznie dyskredytować go w jakikolwiek sposób." Mówi też: "Lekarz wszelkie uwagi o dostrzeżonych błędach w postępowaniu innego lekarza powinien przekazać przede wszystkim temu lekarzowi.". Co to oznacza w praktyce? Zamiatanie problemów pod dywan. Bo kto przy zdrowych zmysłach postawi się np. przełożonemu lub koledze będącemu wyżej w hierarchii oddziału? No i który lekarz tak po prostu przyzna się do błędu? Czy wiesz, ile razy w Polsce zabrano lekarzowi prawo wykonywania zawodu? Zaledwie kilka. Za gwałty, pedofilię, a więc same grube i przede wszystkim zgłoszone przewinienia... dalszy komentarz jest chyba zbędny.

Pana książka może coś zmienić?

- Książka ma potencjał, żeby otworzyć ludziom oczy na pewne sprawy. Po części wyjaśnia niektóre zachowania, po części piętnuje patologie. Na pewno może to być początek mocnej i angażującej dyskusji. Od czegoś trzeba zacząć proces ewentualnych zmian.

Opisuje pan rzeczywistość, której wszyscy uczestnicy, lekarze i pacjenci, są równocześnie ofiarami i katami. Winny jest wyłącznie system?

- Często to jest błędne koło. Winien jest w dużej mierze system, ale nie zapominajmy, że ziarno musi trafić na podatny grunt. Ludzie to nie tylko tryby w systemie zdrowia. Ludzie kształtowani są przez środowisko, w którym wychowują się i żyją, w którym uczą się i praktykują. Każdy element tej skomplikowanej układanki ma znaczenie. Nawet szef, który okazuje się ch..., zawistni koledzy, narzekający pacjenci, narzekający personel, ograniczenia systemu, przesadnie rozdmuchana papierologia, stres przed roszczeniami i wiele wiele innych. Gdzieś to wszystko musi znaleźć ujście. A jak nie znajdzie, to w pewnym momencie wszystko tak się kumuluje, że ten wulkan wybucha.

Więcej o książce "Bez znieczulenia. Prawdziwe historie z polskich szpitali i przychodni" przeczytasz TUTAJ. 


Dowiedz się więcej na temat: lekarz | szpital | medycyna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje