Reklama

Reklama

Zdrowie mieszka w jelitach. "Ich kondycja wpływa na nasz stan psychiczny"

- Wiele leków antypsychotycznych powoduje problemy z utrzymaniem masy ciała. Antybiotyki są dla mikrobioty jelitowej prawdziwą "opcją atomową". Zmiany, jakie leki wywołują w mikrobiocie jelitowej, są zazwyczaj niekorzystne dla parametrów metabolicznych. Wpływają na masę ciała i rozwój schorzeń jelitowych - mówi prof. Ewa Stachowska, kierownik Katedry Żywienia Człowieka i Metabolomiki Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

Ewa Koza, Interia: Coraz częściej słyszymy, że zdrowie mieszka w jelitach. Pani mówi o zaburzeniach osi mózgowo-jelitowej, podkreślając, że kondycja jelit wpływa nie tylko na dobrostan fizyczny, ale i psychiczny. Jak wygląda ta zależność i co było pierwsze - zaburzenia psychiczne czy metaboliczne?

Ewa Stachowska: - Sądzę, że dogłębnej odpowiedzi na to pytanie mógłby udzielić lekarz psychiatra, który specjalizuje się w tej dziedzinie. Wydaje mi się, że przyczyną zaburzeń depresyjno-lękowych, bo o nich chcemy mówić, mogą być jelita, ale nie możemy uogólniać. Z drugiej strony, dobrze wiemy, że podczas różnych chorób o podłożu psychicznym ta cała czereda, którą mamy w jelitach, faktycznie ulega zmianie. Zmienia się mikrobiota jelitowa. W przypadku niektórych schorzeń, te procesy biegną równolegle, a w przypadku innych - zaczyna się od zmian mikrobioty jelitowej, a ta generuje kolejne problemy.

Reklama

- Pewne predyspozycje do chorób psychicznych są związane z czynnikami genetycznymi i środowiskowymi. Tak jest na przykład przy schizofrenii. Może ją wywołać szereg czynników, od genetycznych przez środowiskowe i zapewne zmian w obrębie mikrobioty jelitowej. Nie możemy jednak znaleźć sobie w jelitach takiego "chłopca do bicia" i mówić, że wszystko jest winą zmienionej mikrobioty jelitowej. Choć ta, faktycznie, może mieć wielki udział na przykład w rozwoju zaburzeń depresyjnych i lękowych. Widzimy to szczególnie teraz, jako skutek pandemii COVID-19, ale też w przypadku schizofrenii, choroby afektywnej dwubiegunowej czy schorzeń neurodegeneracyjnych, takich jak choroba Parkinsona, Alzheimera i schorzenia otępienne. W ich przypadku tło zmian mikrobioty jest bardzo wyraźne. Trudno jednak powiedzieć, co było pierwsze.

Czyli może się zdarzyć, że zaburzenie psychiczne będzie konsekwencją zaburzeń mikrobioty, ale możliwy jest też odwrotny scenariusz?

- Tak. Wiemy, że choroba psychiczna może przyczynić się do zmian mikrobioty jelitowej. Często dzieje się tak na skutek stosowania leków, które są oczywiście niezbędne, żeby człowiek mógł funkcjonować. Dzięki postępowi medycyny i farmakoterapii, te schorzenia leczy się dziś, tak jak wszystkie inne.

- Niestety, leki nie są obojętne dla mikrobioty jelitowej. Zmieniają jej skład, co może prowadzić na przykład do otyłości. Mamy wiele badań, które pokazują powiązania pomiędzy stosowaniem leków psychiatrycznych, a zmianą profilu wytwarzanych przez mikrobiotę jelitową kwasów tłuszczowych. Oczywiście na mniej korzystne.

Winowajcą otyłości są ponoć stosowane w chorobie afektywnej dwubiegunowej stabilizatory nastroju?

- Owszem, ale nie tylko one. I nie tylko leki psychiatryczne. Wiadomo, że leki nie są obojętne dla mikrobioty jelitowej. Dziś widzimy, że większość preparatów farmaceutycznych ma negatywne działanie na jelita. Leki zmieniają skład mikrobioty, a w konsekwencji zachodzą dalsze niekorzystne zmiany. To może być przerost bakterii w jelicie cienkim (SIBO - przyp. red.), co zdarza się bardzo często po stosowaniu inhibitorów pompy protonowej (IPP). Dlatego jesteśmy w środowisku medycznym zniesmaczeni tym, że inhibitory są reklamowane jako prosty sposób na rozwiązanie problemów trawiennych i metodę radzenia sobie ze zgagą.

Do tego każdy może je dziś kupić bez recepty.

- Niestety. Tymczasem było tak i nadal tak jest, że lekarze zapisują inhibitory pompy protonowej na receptę, jako leki osłonowe, konieczne w trakcie stosowania niektórych rodzajów farmakoterapii.

- Wiele leków antypsychotycznych powoduje problemy z utrzymaniem masy ciała. Antybiotyki są dla mikrobioty jelitowej prawdziwą "opcją atomową". Zmiany, jakie leki wywołują w mikrobiocie jelitowej, są zazwyczaj niekorzystne dla parametrów metabolicznych. Wpływają na masę ciała i rozwój schorzeń jelitowych.

- Z drugiej strony, są sytuacje, w których lekarz zleca inhibitory pompy protonowej, bo inaczej może pojawić się krwawienie z błon śluzowych żołądka. Czasem są po prostu konieczne. Przestrzegam jednak przed ich nadużywaniem i stosowaniem na własną rękę, na przykład na zgagę. Mówię o sytuacjach, w których zamiast zmienić dietę, bo na przykład produkty z grilla powodują u mnie zgagę - sięgam po inhibitory pompy protonowej. Leki należy zażywać tylko ze wskazań medycznych i zgodnie z zaleceniem lekarza.

Przeraża mnie swoboda w samoleczeniu, jaką obserwuję u wielu osób. Nie tylko IPP, ale wiele leków bez recepty zażywają tak, jakby jedli cukierki. Przecież szereg z nich można kupić nie tylko w aptece, ale też na stacji benzynowej czy w dyskoncie spożywczym.

- A potem ci ludzie przychodzą do mnie. Zgłaszają się na przykład z SIBO, którego leczenie trwa bardzo długo. To pokłosie reklam. Ludzie nadal ufają temu, co widzą w telewizji. Wielu wydaje się, że skoro coś jest reklamowane, to musi być przebadane i bezpieczne. Tymczasem producent podaje często małym druczkiem, że lek może być zażywany na przykład nie dłużej niż dwa tygodnie.

Ale to w reklamie nie wybrzmiało.

- I niewielu o tym doczyta, a wykazanie, że długotrwałe zażywanie IPP w bezmyślny sposób, czyli bez wskazań lekarskich, zaszkodziło konkretnemu człowiekowi też będzie bardzo trudne. Nadużywanie leków często wynika ze zwykłej, ludzkiej naiwności. Widzę to w gabinecie. Gdy tylko pojawia się nowy, reklamowany produkt, pacjenci od razu o niego pytają.

- Siła reklamy jest ogromna, a nadużywanie IPP osiąga szczyt w sezonie grillowym, kiedy zamiast refleksji: boli mnie brzuch po zjedzeniu kiełbasy z grilla, więc może warto zmienić dietę, ludzie sięgają po tabletkę. Produkty z grilla są smaczne, ale niezdrowe. Organizm zmienia się z wiekiem, a my musimy dostosować dietę do jego możliwości.

Obok reklam widzę jeszcze ślepe zaufanie dla tak zwanej "rekomendacji sąsiadki". Bo ona zażyła lek x, pomógł jej, więc pewnie i mnie pomoże. Znam osoby, które bezrefleksyjnie, jak same  mówią: "łykają pastylki", bagatelizując przy tym fakt, że leczą choroby przewlekłe. Nie myślą ani o działaniach niepożądanych, ani o interakcjach międzylekowych.

- Ludzie wciąż przekazują sobie informacje, jak w komunie. Coś było dobre, więc wszyscy po to biegli. Społeczna świadomość w aspekcie zasad leczenia jest niska. Nie inaczej jest z tą, która dotyczy zdrowego żywienia. Jest bardzo niska, nawet w środowisku lekarskim.

- Przecież studenci medycyny nie mają w trakcie nauki odrębnego przedmiotu o żywieniu człowieka. A skoro nie uczymy czegoś na studiach, może się wydawać, że nie jest to ważne. Bo gdyby było, byłoby przedmiotem studiów.

Przyznam, że zdarzyło mi się usłyszeć zadziwiające zalecenia lekarskie dotyczące zmian w jadłospisie. Na szczęście lekarze coraz częściej odsyłają pacjentów na konsultacje żywieniowe do dietetyków. Pani łączy w swojej pracy dwa obszary, które dla wielu osób wciąż są wstydliwymi: problemy metaboliczne i te, które dotyczące zdrowia psychicznego. Czy pani pacjenci mają opory w mówieniu o swoich dolegliwościach?

- Raczej nie. Współpracuję z gastrologami. Mamy wspólnych pacjentów, bo większość pacjentów gastrycznych potrzebuje solidnej porady dietetycznej. Najczęściej trafiają do mnie już z rozpoznaniem, z diagnozą od gastrologa. Zdarza się też, że ja wysyłam do lekarza, pacjent wraca do mnie z rozpoznaniem i dopiero kontynuujemy rozmowę.

- Mówiąc o problemach jelitowych zawsze pytam o możliwe dolegliwości związane z psychiką, bo one są powiązane. Mamy mnóstwo badań, które pokazują, że problemy jelitowe będą rzutowały na to, jaką mamy pamięć i nastrój. Z drugiej strony, jeśli będziemy mieli podły nastrój czy problemy psychiczne, odbije się to funkcjonowaniu jelit. Jedno jest bardzo mocno powiązane z drugim. Nierozerwalnie.

- Problemy jelitowe mogą rozszerzyć się o problemy psychiczne i na odwrót. Gdy jesteśmy w stanie permanentnego stresu albo goni nas jakiś termin, może się zdarzyć, że oprócz napięcia nerwowego, za moment pojawią się problemy jelitowe. Zawsze rozmawiam o tym z pacjentami, dbając o bezpieczną atmosferę. Bardzo lubię moich pacjentów. I lubię nasze rozmowy. Staram się przedstawić im, że tak może być, bo taka jest norma. To nie jest już tabu. Wszystko idzie do przodu. Młodzi ludzie w ogóle nie mają problemu, żeby o tym rozmawiać. Bez problemu mówią, że idą na terapię do psychologa, która jest przecież bardzo zalecana w problemach jelitowych. Nie mają oporów, żeby przyznać, że przyjmują leki psychiatryczne.

Zdarza mi się słyszeć takie rozmowy młodych ludzi w miejscach publicznych, a wiem, że nikt z pokolenia moich rodziców nie odważyłby się głośno powiedzieć o wizycie u psychiatry.

- Bo było to stygmatyzowane. Ktoś, kto był leczony psychiatrycznie był wykluczany.

I nazywany świrem. Jaki procent pacjentów psychiatrycznych może mieć zaburzenia w obrębie pracy jelit?

- Depresja to jedno z najczęstszych zaburzeń psychicznych w zespole jelita drażliwego (IBS). Występuje nawet u 30 proc. pacjentów. W chorobach zapalnych jelit ta współzależność jest jeszcze silniejsza. Jak pokazuje badanie z 2015 roku, uogólnione zaburzenia lękowe mogą wystąpić u około 15 proc. pacjentów z IBS.

- Jest jeszcze dystymia, czyli przewlekła depresja przebiegająca z lękiem, która dość często występuje u osób z zaburzeniami funkcji jelita. Te jednostki chorobowe generują problemy bólowe, które u osób nie mających zaburzeń natury psychicznej są "odcinane". Nie czujemy ich. Do mózgu dociera co prawda sygnał, że coś boli, rozpiera jelita, ale działająca w centralnym układzie nerwowym "sieć pobudzenia emocjonalnego" ocenia docierające z układu pokarmowego bodźce. Normalnie, taka informacja powinna być odcinana, bo w jelitach nie dzieje się nic nadzwyczajnego. Coś rozpiera, ale to nie jest ból, który powinien sprawiać dyskomfort.

- Niestety, u pacjentów z zespołem jelita drażliwego jest zwiększone pobudzanie emocjonalne w odpowiedzi na sytuację trzewną, na pobudzanie receptorów w jelitach. Ci pacjenci czują rozpieranie jako ból. Sygnał nie jest u nich odcinany.

- IBS ma twarz młodej kobiety, bo jest diagnozowane najczęściej u młodych kobiet. Zdarza się, że część z nich ma problemy związane z odczuwaniem bólu, dyskomfortem trawiennym, wzdęciami, a chwilę później również lękowe i depresyjne. Można by powiedzieć, że pacjentka ma depresję, bo skoro ciągle towarzyszą jej wzdęcia i ból, to skąd ma mieć dobry nastrój, ale to głębsze zagadnienie. Jest związane z odbieraniem bodźców, które nie mogą być wyciszane i traktowane jako nieistotne. One nieustannie bombardują mózg sygnałami, że jest mi źle.

Używa pani określenia "mikrobiota". W literaturze często spotykam się z terminem "mikrobiom", a w języku potocznym wciąż funkcjonuje "mikroflora". Czy możemy traktować je jako synonimy?

- Mikroflora to bardzo stare określenie, którego nie powinno się już używać. Jest błędne, przecież flora to świat roślinny, a nie mikroorganizmów jelitowych. Odchodzimy od niego.

- Mikrobiotę i mikrobiom stosuje się wymiennie. Mikrobiom podkreśla znaczenie informacji genetycznej, która przenoszą mikroorganizmy bytujące w jelitach. Pamiętajmy, że komórki bakteryjne w jelitach trochę przewyższają liczbę naszych komórek, natomiast jeśli chodzi o ich ładunek genetyczny - informację genetyczną - to jest absolutna potęga. Ich "biom" jest ogromny. W strukturach molekularnych bakterii jest ponad 150 razy więcej informacji przenoszących zapis genetyczny niż w naszych komórkach.

- Od wielu lat te dwa terminy są używane wymiennie. I mikrobiota, i mikrobiom pokazują, że w jelitach są różne mikroorganizmy. Od bakterii, przez wirusy, po różne gatunki grzybów. Tych ostatnich jest bardzo dużo. Grzyby są integralnymi składnikami ekosystemu jelitowego.

Często słyszę od osób, które przechodzą na dietę odchudzającą, że chciałyby się zważyć bez tego całego "wewnętrznego świata jelit" (śmiech). Ile ważą mikroorganizmy w jelitach dorosłego człowieka?

- Najczęściej mówi się, że 1,5 kilograma, ale my tak naprawdę wciąż niewiele o nich wiemy. Wiadomo, że w jelitach jest ogrom wirusów, które wciąż są badane. Wiadomo też, że stosunek wirusów do bakterii wynosi 5:1.

- Ciągle mamy pacjentów, u których nie ma żadnego rozstrzygnięcia. Nie wiadomo właściwe, co im dolega. Być może są to bardzo głębokie zaburzenia mikrobiomu wirusowego. I tu, póki co, niestety, nie jesteśmy w stanie w żaden sposób im pomóc.

Jakie czynniki wpływają na kondycję mikrobioty jelitowej?

- Jest ich naprawdę bardzo dużo. Mówi się wręcz o kamieniach milowych, które są częściowo nieodwracalne. Jest tu sposób naszego przyjścia na świat, a także to, jak mama dbała o siebie w trakcie ciąży, co jadła. To może być bardzo ważne ze względu na jej drogi rodne. Jeśli dziecko urodziło się siłami natury, podczas przeciskania się przez kanał rodny dostało pierwszy poważny zastrzyk mikroorganizmów. Dlatego stan zdrowia matki jest kluczowy.

- Drugim kamieniem milowym jest mleko matki. Ono nie jest jałowe. Jego skład bardzo się zmienia, od siary po dojrzałe mleko. W pierwszym mleku, tak zwanym kolostralnym, jest bardzo mało bakterii, które mają zasiedlać przewód pokarmowy dziecka, bo potrzeba czasu, żeby jelita noworodka nauczyły się funkcjonowania z obcymi komórkami. Żeby jego układ immunologiczny nie niszczył tych bakterii, a rozpoznawał jako coś, co jest mu potrzebne. I co spowoduje, że w przyszłości zarówno przewód pokarmowy, jak i układ immunologiczny związany z błonami śluzowymi jelit będą się dobrze rozwijały.

- Gdy mama karmi piersią, jelita dziecka powoluteńku się zasiedlają, bo zmienia się skład jej mleka. W dojrzałym mleku jest zupełnie inna zawartość tłuszczu, wody i bakterii. Z czasem jest ich coraz więcej, bo jelita dziecka mogą być coraz intensywniej kolonizowane.

Kolejna zmiana to wprowadzanie stałego pokarmu?

- Tak. Mówimy, że pierwsze 1000 dni dziecka jest kluczowe. Od poczęcia do mniej więcej 2,5 roku życia.

- Potem niezwykle ważne jest to, w jakim środowisku żyjemy, czy często chorujemy, jak się odżywiamy, jaka jest nasza aktywność fizyczna, czy prawidłowo śpimy i czy jesteśmy poddawani przewlekłemu stresowi. To wszystko może wpływać na mikrobiotę jelitową. Całe nasze życie rzutuje nie tylko na nas, ale też na mikroorganizmy jelitowe. Jeśli chorujemy i leczymy tę chorobę, to mikrobiota jelitowa choruje razem z nami. I razem z nami przyjmuje leki.

- Czynników, które wpływają na mikrobiotę jelit jest bardzo dużo. Najważniejszy jest sposób żywienia, przyjmowane leki, choroby przewlekłe i aktywność fizyczna, bo na te czynniki mamy wpływ. Łącznie z leczeniem - czy stosujemy je prawidłowo, czyli tak, jak zalecił nam lekarz, czy zażywamy jakieś dodatkowe leki bez recepty, nierzadko zupełnie bez sensu.

Czym jest "strategia 3P"?

- "Strategia 3P" pokazuje, że jesteśmy w stanie wpływać na mikrobiotę jelitową za pomocą składników diety. Przywracać ją do naturalnego stanu, najczęściej sprzed choroby. Skład mikrobioty jest indywidualny, więc dla każdego z nas co innego będzie punktem krytycznym. Jednak po chorobie warto pomóc i sobie, i swoim mikroorganizmom jelitowym stosując strategię "3P", czyli probiotyki, prebiotyki i polifenole.

Czym są probiotyki?

- To żywe kultury bakterii. Ze wskazań medycznych probiotyki są stosowane w niewielu przypadkach. Najczęściej przy biegunce, która pojawia się po antybiotykoterapii - podajemy je wówczas w celu zapobiegania C. difficile, a także po określonych zabiegach chirurgicznych oraz u wcześniaków, w celu zapobiegania martwiczemu zapaleniu jelit. Jednak ze wskazań nielekarskich, czyli jako składnik pożywienia, dają wiele korzyści. Mamy na to szereg badań, łącznie z metaanalizami.

- Oczywiście może się zdarzyć, że lekarz powie, że nie ma sensu zażywania probiotyku. Musimy jednak pamiętać, że probiotyk nie jest lekiem, a składnikiem żywności. Probiotyki, jako żywe kultury bakterii, uzupełniają to, co zostało zaburzone w jelitach. Tworzą biofilmy i uniemożliwiają kolonizację patologicznych mikroorganizmów.

- Jestem zwolenniczką ich stosowania, ale tylko wtedy, gdy są potrzebne. Sięgam po nie przy antybiotykoterapii, przemęczeniu, przewlekłym stresie. Korzystam przede wszystkim z żywności probiotycznej, czyli kiszonek i produktów sfermentowanych, a z probiotyku wtedy, gdy są do niego wskazania. Bo pomiędzy probiotykiem i żywnością probiotyczną nie ma znaku równości. W probiotyku mamy ściśle opisany szczep bakteryjny. Przebadany. Wiemy, jak on będzie się zachowywał w jelitach.

- W żywności probiotycznej mamy dużo różnych gatunków. Przypuszczamy co tam jest, ale pewności nie mamy nigdy. Może się zdarzyć, zwłaszcza przy dużej dysfunkcji jelit, że kiszonki zadziałają drażniąco, ze względu na wysoką zawartość histaminy. Wtedy na początek warto zastosować probiotyk, żeby uspokoić jelita, a dopiero później włączyć żywność probiotyczną.

Drugim "P" są prebiotyki, czyli co?

- Błonnik roślinny. Coś, co musimy stosować w diecie, niezależnie od jednostki chorobowej i kondycji organizmu. Nawet w diecie ubogobłonnikowej zachowujemy porcję błonnika, która jest niezbędna dla mikrobioty jelitowej, ale nie przyczynia się do dyskomfortu.

- Nasze komórki nie trawią błonnika, ale bakterie jelitowe już tak. Trawią go i wykorzystują jako swój pokarm, produkując przy okazji niezwykle potrzebne związki. Głównie kwas masłowy, czyli jeden z krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych, który powstaje głównie  na bazie błonnika.

A trzecie "P"?

- To polifenole, czyli barwne składniki znajdujące się w warzywach i owocach. Nadają im kolor i działają przeciwzapalnie. Dlatego musimy włączać warzywa i owoce do diety, bo dzięki nim wymiatamy z organizmu wolne rodniki.

- Polifenole działają bardzo korzystnie na mikrobiom jelitowy. Nasze bakterie jelitowe "dobierają się" do nich i metabolizują je. Można powiedzieć, że je "dozbrajają", czyniąc z nich jeszcze bardziej aktywne pochodne polifenoli, które są jeszcze skuteczniejsze w wymiataniu wolnych rodników. W naszych jelitach dzieje się prawdziwa magia. Polifenole - głównie z roślin jagodowych - działają silnie przeciwzapalnie na barierę jelitową. Poprawiają nie tylko funkcje jelit, ale - jak się okazuje - także funkcje centralnego układu nerwowego. W przypadku schorzeń neurodegeneracyjnych i związanych z osią mózgowo-jelitową systematycznie zjadane polifenole to potęga!

Prof. Ewa Stachowska - ukończyła studia na Wydziale Biologii na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, ze specjalnością: biologia molekularna/bioenergetyka. Od 1989 zatrudniona w Pomorskim Uniwersytecie Medycznym. Obecnie jest kierownikiem  Katedry Żywienia Człowieka i Metabolomiki. W 2000 roku skończyła studia podyplomowe na Kierunku Technologia Żywności i Żywienia Człowieka. Dorobek naukowy prof. Ewy Stachowskiej obejmuje ponad 100 publikacji - opublikowanych w recenzowanych czasopismach zagranicznych z listy filadelfijskiej. Współtworzy coroczne Spotkania z Dietetyką Funkcjonalną w Szczecinie. Propaguje wiedzę w mediach społecznościowych - na Instagramie: profesor.stachowska.

***

Czytaj również:

Terapia fitohormonami - skuteczne wsparcie w czasie menopauzy

Co jeść, żaby oczyścić okrężnicę? Poznaj dietę dla zdrowych jelit

Brak snu może zabić? Naukowcy alarmują

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: zdrowie | jelita | oczyszczanie jelita | choroby jelit | zaburzenia mózgu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy