Reklama

Reklama

Ceny karpia rekordowo wysokie? Szykujcie portfele w te święta!

Hodowcy ryb i media branżowe biją na alarm - w tym roku ceny karpia mogą przyprawić Polaków o palpitację serca. Powodem są rosnące w zawrotnym tempie koszty energii, paliwa czy paszy. Ile będziemy musieli zapłacić za świąteczną rybę?

Wielu Polaków nie wyobraża sobie świątecznego stołu bez talerza wypełnionego dzwonkami karpia. Smażony czy w galarecie karp to jeden z najchętniej kupowanych na Boże Narodzenie produktów. Od jakiegoś czasu jego popularność jednak spada. 

Chociażby dlatego, że specyficzny aromat i ciężkość karpia nie wszystkim odpowiada. Coraz częściej zwraca się też uwagę na warunki, w jakich ryby są przetrzymywane przez sprzedawców. Sama tradycja przestaje być przekonującym argumentem. 

Zresztą nawet i ona jest, delikatnie mówiąc, naciągana. Karp stał się w Polsce głównym świątecznym dopiero po II wojnie światowej. Wcześniej na stołach królowały szczupaki, sandacze, leszcze, sielawy, liny i oczywiście śledzie. Po 1945 roku trudna sytuacja gospodarcza sprawiła, że trzeba było ograniczyć się do taniego i łatwego w hodowli gatunku.

Reklama

W tym roku będziemy mieli kolejny powód, który być może przekona jeszcze więcej Polaków do tego, by zrezygnować z karpia na świątecznym stole. Ceny ryby szybują bowiem jak szalone. Już teraz jest drożej niż w tamtym roku. A ponoć będzie jeszcze gorzej.

Jak donosi portal branżowy “Strefa Agro" hodowcy ryb zapowiadają, że ceny przed Bożym Narodzeniem mogą nieprzyjemnie zaskoczyć. Już teraz za kilogram karpia z hodowli, czy teoretycznie tańszego, zapłacimy około 25-27 złotych za kilogram. 

Za niedługo według zapowiedzi ma to być już około 30 złotych. To duży wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym, kiedy karpia można było kupić już za 20 złotych. 

Według portalu najtaniej póki co jest w gospodarstwach w województwie dolnośląskim i świętokrzyskim. Najdrożej w Małopolsce. 

Czytaj więcej: Karp na Wigilię, ale nie tylko. Jak go przygotować?

W sklepach trzeba dać jeszcze więcej, ale także ze względu na to, że oferują one już wypatroszone i nieraz poporcjowane ryby. Cena za kilogram patroszonego karpia to 38-40 złotych, za płat ze skórą 55, a za filet około 64.

Jak informuje “Głos Wielkopolski" właściciele lokalnych hodowli potwierdzają obawy związane ze wzrostem cen. Obecnie w regionie za karpia w gospodarstwie już teraz trzeba wydać 27 złotych za kilogram. A im bliżej świąt, tym z pewnością będzie drożej.

Chcąc potwierdzić te doniesienia, sami sprawdziliśmy oferty kilku sprzedawców. Nie jest jeszcze aż tak źle, bo najtańsze z nich zaczynają się od 20 złotych. Takich okazji nie ma jednak zbyt dużo. W większości punktów rzeczywiście zapłacimy pomiędzy 23 a 25 złotych za kilogram ryby o wadze od 1,5 do 2,5 kilogramów. Są i tacy hodowcy, którzy już teraz sprzedają za 35. 

Za kilogram karpia patroszonego w hodowli obecnie zapłacimy poniżej 40 złotych. Najniższa cena, jaką usłyszeliśmy od sprzedawcy z Podkarpacia to 30 złotych za kilogram, ale tylko jeżeli zdecydujemy się już teraz. Przeciętnie kwota ta wynosi około 38 złotych. Rekordziści zawołali... 62 złote.

Należy wciąż pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze mówimy to o cenach, jakie obowiązują w gospodarstwach. W sklepach i supermarketach zawsze będzie drożej. Po drugie nadal czekamy na przedświąteczny boom - tuż przed Bożym Narodzeniem trzeba będzie zapłacić więcej niż obecnie.

Czytaj więcej: Niemcy, Rzym i komuniści. Skąd pochodzą tradycje Bożego Narodzenia?

Skąd biorą się wysokie ceny karpia w 2022? Jak wyjaśniają przedstawiciele organizacji zrzeszających hodowców, to kwestia bardzo dużych kosztów, które biją ich po kieszeniach od kilku miesięcy. Drożeje pasza, którą karmione są ryby. W tamtym roku cena za tonę kukurydzy w hurcie wynosiła około 700 złotych, teraz to już prawie 1500. Droższe są także prąd i paliwo potrzebne do obsługi hodowli, przetwórstwa i dystrybucji. W końcu więcej trzeba też zapłacić pracownikom.

Właściciele gospodarstw, z którymi rozmawialiśmy, radzą, aby kupować ryby teraz i mrozić. Jeśli oczywiście szukamy oszczędności. W innym wypadku musimy liczyć się z tym, że wydamy więcej, a ostateczności zmienimy nasze świąteczne menu. 

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: karp

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy