Reklama

Reklama

Klemens Stępniak: Zamknął się w więzieniu, by przeniknąć do świata kryminalistów

W aresztach i więzieniach spędził w sumie ponad rok. Bez wyroku, bez oskarżenia, bez przymusu. Klemens Stępniak trafił za kraty, bo w ramach pracy naukowej zapragnął zgłębić gwarę więzienną, czyli grypserę. Z genialnego studenta stał się pospolitym kryminalistą, choć tak naprawdę był niewinny.

Szalony pomysł genialnego studenta

Klemens Stępniak urodził się 5 kwietnia 1939 r. we wsi Ustrzesz, położonej w województwie lubelskim. Jego ojciec Kajetan Stępniak był rolnikiem, ale Klemens nie wiązał swoich planów z prowadzeniem gospodarstwa, dlatego po zdanej maturze w 1957 r. rozpoczął studia na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Warszawskiego. Z uwagi na doskonałe wyniki w nauce, z marszu przyznano mu akademik i stypendium. Był jednym z najlepszych studentów na uczelni.

Jedno niewinne wyjście na piwo do pobliskiego baru wpłynęło na późniejsze losy Stępniaka. To właśnie wtedy Klemens pierwszy raz usłyszał z ust bijących się mężczyzn słowa, które zafascynowały go na tyle, że kilka lat później poprosił władze uczelni o pomoc w osadzeniu go w kryminale.

Reklama

Awanturujący się pod barem mężczyźni posługiwali się wówczas językiem używanym wśród złodziei, na ogół niezrozumiałym dla zwykłego przechodnia. Stępniak za sprawą kolegi zaprzyjaźnił się z lokalnymi złodziejami, przez lata zgłębiając i poznając specyficzną gwarę.

W 1963 r. Stępniak obronił pracę magisterką na temat znaczenia języka złodziejskiego. Pracę tak dobrą, że profesor Bronisław Wieczorkiewicz zachęcił go do kontynuowania nauki na uniwersytecie, gdzie miałby zrobić doktorat. Świeżo upieczony magister wpadł na szalony pomysł - poprosił profesora, by pomógł mu przeniknąć do świata przestępców zamkniętych w zakładzie karnym.

Czytaj także: Skok stulecia - jak skradziono obraz warty miliony dolarów

Klemens Stępniak przed zamknięciem przez wiele tygodni zgłębiał wiedzę na temat współosadzonych, dogłębnie studiując akta każdego z nich. Doskonale znał sylwetki i profile psychologiczne ludzi, z którymi przez długie miesiące dzielić miał cztery ściany więzienia.

Chuligan z aspiracjami na złodzieja

Stępniak wreszcie trafił pod celę, ale o jego prawdziwych zamiarach wiedział tylko naczelnik więzienia. Wśród klawiszy i osadzonych Klemens uchodził za chuligana, co za kratami przysporzyło mu wiele kłopotów, włącznie z brutalnym pobiciem przez współosadzonych. Wówczas w hierarchii więziennej chuligani traktowani byli jako osoby nieużyteczne, pozbawione przydatnego fachu, jak choćby złodzieje.

Stępniak z premedytacją stworzył za kratami swoją legendę chuligana, wiedząc, jaką cenę przyjdzie mu za to zapłacić. Jego celem było pięcie się w hierarchii więziennej, zgłębiając tym samym język i obyczaje panujące w kryminale. Już podczas pierwszego dnia odsiadki został dotkliwie pobity, ale w oczach współwięźniów zyskał uznanie dzięki swojej niezłomnej postawie. Stępniak mimo sporych obrażeń nie poddał się w walce, wstając po każdym przyjętym ciosie i wykazując ochotę do dalszej konfrontacji na pięści.

Zobacz również: Ucieczka z polskiego więzienia. Historia jak z wfilmu "Skazani na Shawshank"

Zapragnął awansować na złodzieja, co w niepisanym kodeksie więziennym wiązało się z przejściem tzw. amerykanki, czyli trzymiesięcznego testu, w czasie którego uczył się m.in. grypsery. Każda pomyłka Stępniaka podczas przechodzenia "amerykanki" była surowo karana przez współosadzonych. Stępniaka m.in. przypalano grzałką. Jednak najtrudniejszym testem było połknięcie tzw. kotwicy, czyli narzędzia do samookaleczenia. 

Jedynym sposobem na wyjęcie kotwicy z żołądka jest zabieg chirurgiczny. Stępniak doskonale zdawał sobie sprawę, jakim próbom zostanie poddany w więzieniu, dlatego będąc jeszcze na wolności, szukał sposobów, by podczas więziennych rytuałów zminimalizować u siebie ryzyko samookaleczenia. W tym celu na pręty kotwicy nałożył niewielkie koraliki, a całość przywiązał na nitce do zęba. Prześwietlenie rentgenowskie wykazało kotwicę w żołądku, ale osadzeni nie mieli pojęcia o przechytrzeniu ich przez Stępniaka.

Dintorja, czapa, krawat

Klemens Stępniak przez rok wcielał się w kryminalistę, przesiadując w zakładach karnych m.in. we Wronkach, Rawiczu, Warszawie, Płocku i Siedlcach. Kiedy został w końcu zdemaskowany, groziła mu ze strony więźniów tzw. dintorja, co w gwarze więziennej oznacza honorowy sąd złodziejski, samosąd przestępców, a nawet śmierć.

Stępniak przez sąd złodziejski został skazany na tzw. czapę - czyli karę śmierci przez krawat, to z kolei oznacza skrócenie o głowę. Miała być to kara za opublikowanie słownika gwary przestępczej. Stępniak ujawnił jedną z największych świętości kryminalistów - ukradł i upublicznił ich język sekretny.

Hasła wzywające do zabicia Stępniaka można było dostrzec nawet na ścianach toalet na dworcu Warszawa Centralna. O wyroku więźniów Stępniak dowiedział się od policjantów i znajomych, byłych przestępców.

35 tysięcy słów skradzionego języka

Po zakończeniu prac nad poznaniem gwary więziennej i opuszczeniu zakładu karnego Klemens Stępniak rozpoczął pracę w laboratorium kryminalistycznym Komendy MO dla m.st. Warszawy, specjalizując się w badaniach pisma ręcznego. W 1993 r. na podstawie wiedzy zebranej w zakładach karnych napisał książkę pt. Słownik tajemniczych gwar przestępczych, w której zawarł ok. 35 tysięcy słów i zwrotów gwar przestępczych m.in. złodziei, fałszerzy, szulerów, oszustów, bandytów, przemytników, przestępców dewizowych.

Klemens Stępniak marzył o kolejnym, dużym projekcie badawczym związanym ze środowiskiem kryminalnym. Zamierzał stworzyć międzynarodowy słownik gwary przestępczej, który ułatwiałby współpracę polskim i zagranicznym organom ścigania. Swojego marzenia nigdy nie zrealizował.

Nie są znane przyczyny, miejsce, ani data jego śmierci. Prawdopodobnie zmarł z przyczyn naturalnych.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: klemens stępniak | kara więzienia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy