Reklama

Reklama

Kupili dom z "dzikimi lokatorami". W środku żyło prawie pół miliona pszczół

Któż tego nie zna: kupujesz albo wynajmujesz wymarzone mieszkanie, odbierasz klucze, wprowadzasz się, a na miejscu… Na miejscu nie jest tak, jak miało być. O ile jednak zwykle rozczarowania dotyczą drobnych, budowalnych usterek, o tyle para z Pennsylvanii, musiała uporać się z problemem większego kalibru. W ich nowym domu mieszkało prawie pół miliona pszczół!

O pszczołach w ostatnich latach mówi się wyjątkowo dużo - wszak, jak głosi przypisywane Albertowi Einsteinowi powiedzenie, "jeśli one wyginą, człowiekowi zostaną cztery lata istnienia". Nie ma co ukrywać - prognoza geniusza brzmi groźnie. W ostatnich latach brzmi też coraz bardziej realnie - liczba pszczół miodnych systematycznie spada, na co wpływ mają nie tylko nękające owady pasożyty i wirusy, ale również zanieczyszczenie środowiska.

Aby pomóc pszczołom wiele osób sadzi w swoim grodzie łąki kwietne, konstruuje maleńkie poidełka, stawia domki dla pszczół-murarek lub ule dla miodnych pszczół. Powoli uczymy się jak koegzystować z miododajnymi owadami.

Reklama

Gdyby ktoś chciał poszukać eksperta w tej dziedzinie, mógłby zwrócić się do Amerykanki, Sary Weaver. Kobieta i jej mąż zamieszkali bowiem z rojem, liczącym pół miliona pszczół. Bynajmniej nie z własnej woli.

Dwa problemy i kusząca cena

Para kupiła nowy dom w grudniu. Zbudowany w 1872 roku obiekt, położony 30 kilometrów od Filadelfii, zdawał się być idealnym miejscem do życia. Jak przyznali Weaverowie w rozmowie z dziennikarzami CNN, agent nieruchomości co prawda wspominał, że w ścianach obiektu mogą znajdować się pszczoły, jednak  zimą, podczas oglądania domu, problem nie wydawał się być poważny.

Drugą rysę na idealnej ofercie stanowiła kondycja budynku. Jak mówiła CNN Weaver, przed zakupem w domu nikt nie mieszkał, a stan obiektu pozostawał wiele do życzenia. Dokładniej mówiąc - było tam niewyobrażalnie brudno.  "Okna pokrywała dziwna, lepka maź. Teraz, z perspektywy czasu myślę, że był to miód" - tłumaczyła.

Cena okazała się jednak tak korzystna, a lokalizacja tak atrakcyjna, że Weaverowie przymknęli oko na obie niedogodności.

Miodowe okna, miodowe ściany

Być może zdecydowaliby inaczej, gdyby wiedzieli, że usunięcie dzikich lokatorów i remont domu będzie ich kosztował 12 tys. dolarów.

Pszczoły, które zimą nie sprawiały większych kłopotów, wiosną zaczęły solidnie dawać się Weaverom we znaki. Obudzone ze snu nie tylko bzyczały, latały i żądliły, ale również produkowały miód i to w ilościach tak dużych, że słodka maź ponoć spływała po ścianach.

Nie było innej rady niż wezwać fachowca.

Fachowca, który jak się okazało, doskonale znał już ów pensylwański rój. Allana Lattanzi - lokalnego eksperta w dziedzinie pszczelarstwa, cztery lata wcześniej na pomoc wezwali poprzedni właściciele domu. Nie było ich jednak stać, na opłacenie jego usług. Zamiast rozwiązywać miodny problem postanowili więc sprzedać go razem z domem.

"Użądliły tylko pięć razy"

Usługa Lattanziego kosztowała niemało (przypomnijmy: 12 tys. dolarów), bo i praca do wykonania była niebagatelna.  Ekspert oszacował, że w strukturze domu gnieździło się łącznie ok. 450 tys. pszczół. Widok, który ukazał się jego oczom po rozpruciu ścian robił wrażenie - między deskami, na niemal każdym metrze kwadratowym, zwisały plastry miodu. Każdą z takich słodkich konstrukcji należało usunąć, ściany wyczyścić, zreperować, a pszczoły przenieść do nowego domu - do pasieki Lattanziego.

Pszczelarz dodaje, że owady bardzo dobrze zniosły tę operację. "W trakcie całego procesu ukąsiły mnie pięć czy sześć razy" - mówi.

A co z nowym domem Weaverów? Małżeństwo na razie wynajmuje go lokatorom. Ci, dotychczas nie zgłaszali problemów, choć, jak mówią, co jakiś czas na podwórku daje się słyszeć ciche bzyczenie.  


Zobacz również:

Upał męczy również zwierzęta. Jak im pomóc?

Maffashion pokazała dom. Jest ogromny i robi wrażenie

Tajemnicze "wężę-fallusy" znów pojawiły się na Florydzie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje