Reklama

Macanie i całowanie nie jest molestowaniem? Finał napaści w Bolcie

O napaściach na tle seksualnym w pojazdach zamawianych przez popularne aplikacje typu Bolt czy Uber media w ostatnim czasie piszą niepokojąco często. Jedna z sytuacji, w której pasażerka znalazła się w zagrożeniu ze strony kierowcy, zakończyła się niedawno w sądzie. Nastolatka miała być obmacywana i całowana przez 29-letniego Gruzina. I choć firma Bolt zerwała z nim współpracę, to prokuratura była wyrozumiała - kazała policji postawić łagodniejsze zarzuty.

W zeszłym roku pisaliśmy o koszmarze, jaki przeżyła Noemi Sopolińska7 lutego podczas powrotu do domu. Kierowca Bolta miał dopuścić się względem 28-latki molestowania seksualnego. Po tym wydarzeniu w mediach społecznościowych kobiety zaczęły publikować kolejne historie dotyczące przemocy seksualnej, która spotkała je podczas przejazdów zamawianych przez popularne aplikacje, a media informowały o kolejnych przypadkach napaści. Jedna z nich zakończyła się ostatnio w sądzie. Okazuje się, że prokuratura była jednak wyjątkowo wyrozumiała dla sprawcy. 

Reklama

Kierowca Bolta napadł na nastolatkę. Całował ją i obmacywał

Historia nastolatki z Poznania zaczęła się popołudniem 22 lipca 2022 roku, gdy zamówiła przejazd przez aplikację Bolt. Kierowcą był 29-letni Szota G., obywatel Gruzji. Zauważył, że siedząca z tyłu dziewczyna przegląda zdjęcia na Instagramie. Poprosił, by podała mu telefon, bo chce pokazać jej swoje konto. Nastolatka podała telefon, a kierowca zaobserwował swoje konto z jej profilu.

Zgodnie z zeznaniami nastolatki kierowca zaczął ją pytać o sprawy łóżkowe: czy uprawia seks, czy się masturbuje i czy wie, jakie to uczucie. Nie wiedziała, jak zareagować, napisała więc do koleżanki: "Ziomek z Gruzji mnie podrywa. Taksówkarz. Mówi, że śliczna jestem".

Jak podaje poznańska Gazeta Wyborcza, mężczyzna nagle wyciągnął do tyłu rękę i chwycił nastolatkę za kostkę, po czym zatrzymał auto, wysiadł i usiadł na miejscu niej. Wtedy ją pocałował i włożył rękę między nogi. Dziewczyna z szoku zamarła i nie mogła się ruszyć. Nie odpięła nawet pasów, bo nie wiedziała, co się dzieje. Kierowca zablokował drzwi.

Następnie wrócił za kierownicę i kontynuował kurs. Nastolatka napisała w pośpiechu do koleżanki: "Zmolestował mnie". Ta zadzwoniła na numer alarmowy 112. Kierowca jednak ponownie zatrzymał się i dosiadł do nastolatki. Przełożył torbę, którą miała na kolanach i zaczął dotykać ją po włosach, przekładał je za ucho. Powiedziała mu, że się boi. - Co ty? Mnie się boisz? - miał odpowiedzieć, po czym obraził się i kazał wysiąść z samochodu, bo - jak podaje "Wyborczej" dziewczyna - prawdopodobnie zobaczył, że pisała do koleżanki. 

Policja chciała, by Gruzin odpowiadał przed sądem za molestowanie

Dziewczyna złożyła zawiadomienie na komisariacie policji. Zdaniem policjantów kierowca powinien był odpowiadać za molestowanie. W rozmowie z Gazetą Wyborczą w lipcu 2022 roku sugerował to również rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak. Zapowiadał wtedy, że policjanci wystąpią o przesłuchanie nastolatki przed sądem, bo tak nakazuje prawo w przypadku przestępstw seksualnych. Dziennikarze ustalili, że policjanci wysłali do prokuratury wniosek o wszczęcie śledztwa, ta jednak odmówiła i odpisała, że policja ma sama prowadzić dochodzenie w kierunku naruszenia nietykalności cielesnej. Dodatkowo, naruszenie nietykalności jest przestępstwem ściganym z oskarżenia prywatnego - zwykle pokrzywdzony w takich sprawach musi sam skierować do sądu akt oskarżenia, a prokuratura angażuje się w takie sprawy niezwykle rzadko. W przypadku "innej czynności seksualnej" oskarżonemu grozi od pół roku do ośmiu lat pozbawienia wolności. W tej sytuacji prokuratura nie zakwalifikowała napaści pod to konkretnie przestępstwo. 

Oskarżony twierdził, że nastolatka go prowokowała

Policja postawiła zarzuty 4 listopada, a już 23 listopada do sądu wysłano akt oskarżenia. Kierowca nie przyznał się do winy, złożył obszerne wyjaśnienia. Swoje zachowania usprawiedliwiał sygnałami, które w trakcie kursu miała mu wysyłać młoda kobieta. Odebrał je jako przyzwolenie. Jak mówił rzecznik poznańskiej prokuratury Łukasz Wawrzyniak w rozmowie z "Wyborczą": - Oskarżony wskazał, że nie nagabywał pokrzywdzonej, nie proponował jej nawiązania relacji intymnych i nie zmuszał do ich podjęcia. Według niego to pokrzywdzona była zainteresowana jego osobą i zachowywała się w sposób prowokacyjny, wskazujący na chęć nawiązania kontaktu intymnego.

Sprawca nie trafi do więzienia

Akt oskarżenia od prokuratury dostała sędzia Agnieszka Borucka z sądu na poznańskim Grunwaldzie. 3 stycznia 2023 roku wydała tzw. wyrok nakazowy bez przeprowadzenia rozprawy. Zgodziła się z prokuraturą, że "dotknięcie ręką nogi na wysokości kostki, w okolicy uda, głaskanie po głowie oraz całowanie w usta i policzek" są jedynie naruszeniem nietykalności cielesnej, a nie czynnością seksualną.  Sprawca nie pójdzie do więzienia. Sędzina wymierzyła mu dwa lata prac społecznych (po 30 godz. w miesiącu), wydała zakaz zbliżania się do pokrzywdzonej i nakazała zapłatę 10 tys. zł zadośćuczynienia. Rzecznik poznańskiej prokuratury uważa, że obmacywanie i całowanie słusznie uznano za naruszenie nietykalności cielesnej, a nie za czynność seksualną. 

***

Zobacz również:

Przemoc seksualna to nie tylko gwałt

Czy przemoc jest przemocą?

Co siódme dziecko doświadcza przemocy seksualnej

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: bolt | przemoc seksualna | molestowanie | molestowanie w taksówce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy