Reklama

Reklama

"Polski Czarnobyl”. Toksyczna zupa niedługo może zagrozić Wiśle

Zachem to nie jest już tylko bydgoski problem, trujące zanieczyszczenia przemieszczają się i niedługo mogą trafić do Wisły. Temat "polskiego Czarnobyla” stał się znów głośny po fali ostatnich wydarzeń na Odrze. Lokalni działacze od lat starają się nagłaśniać sprawę, jednak wiele z tych działań pozostaje głosem wołającego na puszczy.

Od niemieckiej fabryki broni do polskich Zakładów Chemicznych Zachem

Polacy jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym planowali budowę tutaj fabryki, ale pierwsze zakłady produkcyjne powstały w Bydgoszczy w czasie II wojny światowej. Niemcy wytwarzali w nich od 1939 r. proch strzelniczy, kruszące materiały wybuchowe i różnego typu amunicję. W 1945 r. większość maszynerii została rozkradziona przez Sowietów. 

Produkcja ruszyła ponownie w 1948 r. Zakłady Chemiczne Zachem stały się własnością Polski Ludowej. Do 1952 r. produkowano tutaj głównie materiały wybuchowe dla wojska i górnictwa. Od 1955 r. pełną parą ruszyła produkcja wyrobów z przetworzonego PCW, barwników, pigmentów, fenolu. Od lat 70. produkowano tutaj między innymi pianki poliuretanowe, fosgen i toluenodiizocyjanian. Zakłady funkcjonowały do 2014 r.

Reklama

Zachem: Bo Wisła była blisko

Usytuowanie zakładów produkcyjnych w Bydgoszczy nie było przypadkowe. Bliskość miasta zapewniała siłę roboczą, las pozwalał lepiej ukryć strategiczne zakłady produkujące broń dla Niemców, a płynąca w pobliżu Wisła zapewniała dostęp do ogromnej ilości wody. Dziś ta bliskość królowej polskich rzek staje się przekleństwem. Choć poprawniej byłoby powiedzieć, że Zachem jest przekleństwem, bo cóż biedna Wisła winna ludzkiej krótkowzroczności...

Zobacz również: Ławka na skalę naszych możliwości, czyli szlakiem „ławkowych” absurdów w Polsce

Zachem nadal zabudowywany

Choć wiadomo już, że tereny byłego Zachemu są silnie zanieczyszczone, nie oznacza to, że są opuszczone i zamknięte na pięć spustów. Na tym obszarze funkcjonuje Bydgoski Park Przemysłowo-Technologiczny, magazyny spożywcze, hale przemysłowe, powstaje browar, działają: placówka dla seniorów, żłobek i Centrum Zdrowia, które o ironio, zachęca chorych na raka do turnusów na skażonym toksynami obszarze.

Jak pokazuje raport "Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania", przygotowany przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego Państwowy Zakład Higieny - Państwowy Instytut Badawczy w kujawsko-pomorskiem na nowotwory choruje i umiera najwięcej mieszkańców spośród wszystkich polskich województw.

Polskie Eriny Brockovich

Erin Brockovich — postać grana przez Julię Roberts w opartym na faktach filmie o tym samym tytule, odkrywa że fabryki dużego koncernu zatruwają środowisko naturalne i powodują wzmożoną zachorowalność na raka u lokalnej ludności. Kobieta rozpoczyna walkę sądową z gigantem. Walkę, która łatwa nie jest. Bydgoszcz ma dwie takie Eriny Brockovich: Dorotę Pierri i Renatę Włazik. 

Dorota Pierri i szokujące wyniki badań

Pierwszą jest Dorota Pierri — bydgoszczanka, która w ramach doktoratu w Katedrze Hydrogeologii i Geologii Inżynierskiej krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej zajęła się sprawą wód gruntowych na składowisku odpadów Zachemu, noszącym iście ironiczną nazwę - “Zielona". Badaczka była zainteresowana przemieszczaniem się zanieczyszczeń w środowisku gruntowo-wodnym. Zaczynając pracę, nie przypuszczała, jak tragiczne będą jej rezultaty...

Naukowczyni na podstawie analizy zakładowej dokumentacji odkryła, że przez lata badania stopnia zanieczyszczenia były prowadzone w nieprawidłowy sposób, co fałszowało ich wyniki. Piezometry — czyli otwory w ziemi umożliwiające badanie wód podziemnych wiercono w nieodpowiednich miejscach, było ich za mało, a próbki pobierano ze zbyt małej głębokości. 

Dorota Pierri wykonała prawidłowe pomiary i okazało się, że wyniki pokazały tysiąckrotnie wyższe zanieczyszczenie niż te w dotychczas publikowanych raportach. To były pierwsze badania tego terenu przeprowadzone przez niezależny, zewnętrzny ośrodek.

Zobacz również: Katastrofa ekologiczna w Polsce. Zagraniczne media komentują skażenie Odry 

Zupa Mendelejewa

Badania rozpoczęte podczas przewodu doktorskiego prowadzone są od lat przez zespół pod kierunkiem jednego z promotorów pracy doktorskiej Doroty Pierri — profesora Mariusza Czopa z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska AGH. W tym czasie wykazano, że w wodzie, która ma brunatny kolor niczym Coca-Cola, obecne są między innymi: aniliny, które działają na krew i układ oddechowy, wywołując raka; toluidyny powodujące uszkodzenia nerek i wątroby; związki fenolu — destrukcyjne dla układu nerwowego oraz silnie karcerogenne związki chlorowcoorganiczne i wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne.

To tylko nieliczne spośród substancji, które skaziły wody podziemne, a z nimi coraz rozleglejsze tereny wokół Bydgoszczy. Zatruta woda pobierana przez rośliny sprawia, że i one stają się toksyczne. Część wód paruje i tworzy wędrujące po niebie tokstyczne chmury. Zanieczyszczenia spadają na ziemię wraz z deszczem, powodując skażenie kolejnych terenów. W wywiadzie dla tygodnia “Wprost" Mariusz Czop powiedział: 

Żyje, przemieszcza się i rozprzestrzenia. Naukowcy szacują, że zanieczyszczenia poruszają się w tempie około 100 metrów rocznie, co oznacza, że każdy kolejny rok zwłoki, to miliony metrów sześciennych gruntu, który wymaga oczyszczenia. Toksyny zbliżają się do osiedla Łęgnowo Wieś, a według badaczy za pięć lat dotrą do koryta Brdy i Wisły i je także skażą.

Renata Włazik: Zachem bomba ekologiczna Bydgoszczy

Renata Włazik to druga Erin Brockovich Bydgoszczy. Była zwykłą mieszkanką osiedla Łęgnowo Wieś do momentu, gdy przeczytała raport naukowców z AGH o stopniu zanieczyszczenia terenów Zachemu. Jak podkreśla w licznych wywiadach:

Niestety była ona negatywna. Dlatego bydgoszczanka zaangażowała się w walkę o remediację, czyli usunięcie zanieczyszczeń środowiska wywołanych działalnością człowieka. Kobieta prowadzi także profil na Facebooku: Renata Włazik: Zachem bomba ekologiczna Bydgoszczy, bierze udział w spotkaniach władz lokalnych, konsultacjach społecznych, oprowadza dziennikarzy — puka do każdych drzwi, które mogą otworzyć drogę do usunięcia toksyn z tego terenu.

Remediacja terenu jest potrzebna: Kto za to zapłaci?

Końcem lipca 2022 r. wydawało się, że wreszcie cel zostanie osiągnięty i ruszą prace nad remediacją tego terenu. Rząd przygotował projekt specustawy, która miała być lekarstwem na problemy Zachemu. Projekt trafił do zaopiniowania prezydenta Bydgoszczy — Rafała Bruski, który stanowczo się mu sprzeciwił, gdyż w dokumencie obarczono odpowiedzialnością za usuwanie toksyn samorząd, ale nie dano mu na to środków. W rozmowie z “Wprost" Rafał Bruski mówi:

W myśl specustawy środki na remediację terenu “Zielonej" i Zachemu miałyby pochodzić z Krajowego Planu Odbudowy (ok. miliard złotych) oraz z Program Fundusze Europejskie na lata 2021-2027 (niespełna 200 milionów złotych). Kłopot w tym, że nie są to pieniądze przypisane do realizacji tego celu — samorząd musiałby wygrać konkurs. Zaś fundusze z KPO są nadal niedostępne. Aby zyskać do nich dostęp, Polska musi wypełnić tak zwane kamienie milowe wytyczone przez Brukselę, a związane z praworządnością. 

Prezydent miasta podkreśla też, że to niebywałe, aby obarczać gminę odpowiedzialnością za usuwanie skutków działalności zakładu należącego do osób trzecich — Zakłady Chemiczne Zachem w Bydgoszczy były własnością Skarbu Państwa, zatem to właściciel powinien odpowiadać za usunięcie skażenia - twierdzi.

Wisłę możemy jeszcze uratować

"Czasami doleci z burzą

Do uszu bezmyślnej tłuszczy,

Do wodzów, co kłamstwu służą,

Głos wołający na puszczy.

Grozą przenika ich serca;

Nie jeden porzuca łoże,

Drży, jak schwytany morderca,

Lecz przestróg pojąć nie może".

Ten XIX wieczny wiersz Adama Asnyka wydaje się najlepszym podsumowaniem tego, co dzieje się w Bydgoszczy. Naukowcy i lokalni działacze od lat ostrzegają przed tragicznymi skutkami, jakie mogą przynieść składowane tam przez dekady trujące odpady. W końcu pojawił się projekt specustawy, która składa na barki samorządu odpowiedzialność za uporanie się z problemem. Lokalne władze nie chcą się na to zgodzić, bo w ślad za odpowiedzialnością nie idą pieniądze, a tych trzeba miliardy, aby usunąć trujące odpady.

W tym całym zamieszaniu z roku na rok powiększa się obszar ziemi, którą trzeba będzie oczyścić. Władze problemu nie chcą widzieć, albo udają tylko, że “coś" z nim robią, a Zachem ciągle truje, truje, truje...Za pięć lat zatruje też Wisłę. Jeśli nie chcemy, aby kolejna polska rzeka podzieliła los Odry, potrzebne są konkretne, zdecydowane działania. Tę katastrofę jeszcze możemy zatrzymać.

Zobacz również: Nie tylko Odra. Te rzeki również zostały zatrute

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: katastrofa ekologiczna | Zachem | Bydgoszcz | Rafał Bruski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy