W Nepalu dziewczynka to upokorzenie, chłopiec - duma

Reportaż "Burka w Nepalu nazywa się sari" Edyty Stępczak to wstrząsająca opowieść o życiu kobiet w Nepalu. Kilkuletnie córki mają szczęście, jeśli trafią na służbę do właściciela ziemskiego - tysiące dziewczynek umiera w okresie niemowlęcym z powodu zaniedbania, a liczba aborcji płodów żeńskich wciąż rośnie. Poniżej publikujemy fragmenty książki.

Urodzić się kobietą to w Nepalu oznaka złej karmy. Faworyzowanie syna znajduje odzwierciedlenie w ludowych porzekadłach. Dhilo paye, chhora paye oznacza: "Może być późno, byle tylko syn".

Składając życzenia z okazji święta Dasain, młodym mężczyznom życzy się dostatku i powodzenia w interesach, a kobietom, żeby urodziły syna. Dziewczynka to upokorzenie, chłopiec - duma. Córka to wydatek, syn - cenny nabytek. Syn otwiera rodzicom drogę do nieba, córka nie ma takiej władzy.

Reklama

Pragnienie posiadania syna jest częstym powodem poligamii.

- Moja babcia miała same córki, a koniecznie chciała dać mężowi syna. Namówiła go więc, żeby ożenił się także z jej siostrą, z którą miał męskiego potomka - opowiada jeden z moich rozmówców.

"Moja matka urodziła cztery córki. Ojciec ożenił się z inną kobietą i odszedł, twierdząc, że matka nie może dać mu syna. Po jakimś czasie mama zapadła na chorobę psychiczną. Któregoś dnia oddaliła się od domu i spadła z klifu. W wyniku wypadku stała się niepełnosprawna także fizycznie" - czytam w anonimowym świadectwie, jednym z wielu zebranych przez Sharmilę Pakhrin podczas rozmów z mieszkańcami dystryktu Sindhuli.

Ignorancja w połączeniu ze społecznym wizerunkiem kobiety stoją za tendencją do przypisywania jej win za wszystkie nieszczęścia, jakie dotykają jej otoczenie. Brak elementarnej wiedzy z zakresu biologii, jak we wspomnianym wyżej przypadku, często skutkuje poligamią, porzuceniem kobiety lub innymi formami przemocy wobec niej. Kobietę obarcza się odpowiedzialnością za niezdolność do poczęcia syna, podczas gdy płeć dziecka zależy wyłącznie od mężczyzny i przekazanego przez niego chromosomu płciowego (X lub Y), ale o tym przeciętny nepalski mężczyzna nie wie.

W nepalskiej kulturze przyjście na świat syna przyjmuje się z entuzjazmem, jako błogosławieństwo, i hucznie świętuje. A jeśli to córka, fanfary cichną - jej narodziny przechodzą niezauważone.

- Kobiety są smutne, kiedy urodzą im się córki, bo znają los kobiety, ich dharmę, życiowy obowiązek, powinność. Wiedzą, że w tej kulturze przeznaczone jest im cierpienie; że wcześniej czy później będą oddane do domu męża i że życie u jego boku może nie być dobre - słyszę od kobiety w średnim wieku w wiosce w północno-wschodnim Nepalu. 8 Sharmila Pakhrin jest współpracownikiem Institute of Human Rights Communication Nepal (IHRICON). Opisała swoje badania w jednej z publikacji tegoż instytutu.

Syn zapewnia ciągłość rodu, przekazując potomstwu swoje nazwisko. Syn to inwestycja w przyszłość, jako że pozostaje w domu rodziców, żeby zająć się nimi na starość. Jest więc pożądany z wielu powodów: religijnego - dopełni rytuałów pogrzebowych, ekonomicznego - będzie wspierał finansowo rodziców, a wreszcie społecznego - jako męski potomek zapewni rodzinie prestiż. Kobieta nie może liczyć na szacunek w rodzinie, dopóki nie pocznie syna.

"Kobiety w naszym społeczeństwie nadal są wierne tradycyjnemu przekonaniu, że jeśli nie urodzą syna, nie zasłużą na błogosławieństwo niebios" - pisze dziennikarz Krishna Adhikari, podając przykład czterdziestoośmioletniej Subhadry Dangi, która urodziła dziewiętnaście córek wierząc, że któregoś razu wyda na świat syna. "Nie porzuciła nadziei i nadal próbuje - kolejny raz spodziewa się dziecka" - donosi Adhikari.

"Geeta Pakharan urodziła jedenaście córek" - relacjonuje sytuację innej kobiety - "Lokalny astrolog przepowiedział jej, że kolejne dziecko będzie chłopcem, ale przepowiednia się nie sprawdziła i Geeta urodziła dwunastą córkę". "Jaki niefortunny jest nasz los" - lamentuje Geeta. "Bo zdaje się, że nie jest nam pisany syn" (...).

Czterdzieści procent nepalskich dzieci w wieku od pięciu do siedemnastu lat jest aktywna zawodowo. Wśród nich wyższy jest odsetek dziewczynek niż chłopców. Dzieci zatrudnia się w restauracjach i hotelach, w charakterze pomocy domowej, w sektorze transportu publicznego, na budowach, w cegielniach, garncarniach, fabrykach odzieży, tkalniach dywanów i w przemyśle hafciarskim; w charakterze przemytników, tragarzy i prostytutek. Organizacje praw dziecka szacują, że ponad milion dzieci pracuje bez wynagrodzenia.

Połowa dzieci pracujących w cegielniach w tym kraju ma mniej niż dziesięć lat. Dolina Katmandu to nepalskie zagłębie cegielniane, funkcjonuje tu ponad sto takich zakładów, a żaden nie spełnia warunków bezpieczeństwa. Przybywają tu na zarobek ludzie z wielu dystryktów, wraz z dziećmi, które pracują ramię w ramię z rodzicami. Ale może być znacznie gorzej - odnotowano, że już dwunastolatki migrują za chlebem poza granice kraju, do Indii i Zatoki Perskiej, gdzie przedostają się dzięki fałszywym dokumentom.

Echem w prasie odbiła się historia nauczycielki ze szkoły publicznej w dystrykcie Bajtadi, która wykorzystywała uczennice do codziennych prac w prywatnym domu, nawet w czasie godzin lekcyjnych. Kobieta pełniła zarazem obowiązki opiekuna internatu, w którym mieszkają dzieci, co dodatkowo wzmacniało jej pozycję i zwiększało władzę nad podopiecznymi, której chętnie nadużywała. Dziewczynki były zakładniczkami tej sytuacji - pochodziły z biednych rodzin i były uzależnione od stypendium rządowego, a jako że przysługuje ono tylko wychowankom internatu, nie mogły go opuścić. Praca fizyczna z kolei nie zostawiała im czasu na naukę. A wszystko rozgrywało się w murach instytucji państwowej równolegle z wysiłkami rządu, finansowanymi przez zagraniczne agencje pomocowe, podejmowanymi w kierunku wspierania edukacji - zwłaszcza cierpiących z powodu dyskryminacji dziewczynek.

"Jednym z głównych problemów w naszej wiosce jest zatrudnianie nieletnich i praca niewolnicza" - twierdzi z kolei cytowana w lokalnej prasie osiemnastoletnia mieszkanka Makwanpur. - "Starszyzna poucza nas, że zatrudnianie dzieci do pracy to przestępstwo i nie powinno się tego praktykować, a sami mają nieletnią służbę w domach".

Aktywiści lobbujący za wyeliminowaniem wszelkich form pracy wśród nieletnich zauważają, że rządowy plan, zakładający wykorzenienie tego zjawiska do 2020 roku, nie ma szans powodzenia, jeśli nie może liczyć na wsparcie urzędników, którzy odpowiadają za jego wdrożenie, bo sami zatrudniają dzieci (...).

Dominujące w nepalskiej kulturze wartości stawiają młodego człowieka wobec wyboru między wolnością jednostki a narzucanymi jej przez społeczeństwo ograniczeniami. Indywidualne pragnienia są tłumione na rzecz powszechnie akceptowanego zachowania - jest to wyrzeczenie, poświęcenie, na jakie godzą się dzieci na żądanie rodziców.

- Co byś zrobił ze swoim życiem, gdybyś miał wolność wyboru i nie ciążyły na tobie obowiązki syna, zobowiązania rodzinne? - pytam Aruna, młodego mężczyznę, którego przedstawili mi nepalscy przyjaciele.

- Podróżowałbym! Poznawałbym kuchnie świata! To jest moja pasja. Ale nie mogę... W Nepalu żyjemy dla naszej rodziny, jesteśmy za nią odpowiedzialni i nie możemy robić tego, co się nam podoba.

Rozmowa między nami toczy się wokół tego samego zagadnienia, ale każde z nas posługuje się innymi kategoriami; w nepalskim słowniku brakuje słowa wolność. Jest zbędne, nie przystaje do tutejszego świata. Decyzje życiowe podejmuje się ponad tą kategorią. Bunt jest zawsze okupiony wysoką ceną, nie jest zatem częstym wyborem osób uwikłanych w życie, z którym się nie identyfikują. Najtrudniejsze jest nie tyle podjęcie decyzji o sprzeniewierzeniu się otoczeniu, ile życie z jej konsekwencjami.

W rozmowach z młodymi Nepalczykami często pojawia się motyw podróży. To, czego najbardziej zazdroszczą obcokrajowcom, to właśnie jeżdżenie po świecie. I nie chodzi tu o związane z nim koszty - wyjazdy zagraniczne nie stanowią problemu dla zamożnych nepalskich rodzin, ani nawet tych z klasy średniej - ale o swobodę, z jaką utożsamiają podróżowanie. W tym ubogim kraju wolność jednostki jest rzadziej dostępnym dobrem luksusowym niż bogactwo.

Młodymi ludźmi w Nepalu kierują te same emocje, dążenia i uczucia co ich rówieśnikami gdziekolwiek indziej na świecie. Jednak przefiltrowane przez miejscowe wartości, owocują innym zachowaniem. W Nepalu tym filtrem jest obowiązek podporządkowania się woli innych, a nie na przykład samorealizacja. Bezwzględne posłuszeństwo, wpajane z żelazną konsekwencją i doprowadzone do niepojętych dla przedstawiciela współczesnych kultur zachodnich granic, wygładza nieporozumienia i zapewnia pozorną harmonię.

- Rodzice stosują wszelkiego rodzaju szantaż emocjonalny, żeby wymusić posłuszeństwo wobec ich woli i planów, jakie mają względem swoich dzieci - opowiada mi Zanghbu Sherpa, dwudziestosześcioletni pilot samolotu, także wykształcony za granicą.

Sprzeciwienie się starszym lub choćby bierne niezastosowanie się do ich woli nie jest aktem samodzielnego myślenia, lecz konfrontacją, jednoznaczną z brakiem szacunku, a więc zachowaniem wielce nagannym. Odpowiedź na pytanie, dlaczego młodzi się nie buntują, jest wbrew pozorom bardzo prosta -nie mieści im się to w głowach, nie biorą takiej możliwości pod uwagę. Niepodlegające dyskusji posłuszeństwo rodzicom wpaja się im od dziecka. Tak ukształtowana mentalność nie dopuszcza buntu do głosu, nie pozwala mu rozkwitnąć. Co więcej, podporządkowanie rodzicom nie wygasa z wiekiem, nie jest przypisane jedynie pewnemu etapowi w życiu, czyli dzieciństwu, ale wynika z hierarchii. Zatem tak długo, jak żyją rodzice, tak długo dzieci obowiązuje posłuszeństwo wobec nich.

Więcej o książce "Burka w Nepalu nazywa się sari" przeczytasz TUTAJ.

Dowiedz się więcej na temat: Nepal | Nepal dzieci

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje