Reklama

Reklama

"Wyciągnął torbę koksu i podsunął mi ją pod nos". Zaskakujące wyznanie Prokopa

Znany dziennikarz, publicysta, pisarz i gwiazda telewizji Marcin Prokop był gościem w Kanale Sportowym na YouTube, gdzie w rozmowie na żywo przytoczył kilka ciekawych anegdot dotyczących m.in. jego pracy poza kamerami – tzw. „chałturzenia”, opowiedział też o tym, w co inwestuje zarobione pieniądze.

Marcin Prokop w poniedziałkowy wieczór był gościem w programie na żywo "Hejt Park", w którym zapraszane gwiazdy odpowiadają na trudne pytania prowadzącego. Jedna z najbardziej rozpoznawalnych twarzy telewizji opowiadała m.in. o tym, dlaczego od wielu lat prowadzi imprezy dla różnych firm, ile na tym zarabia i jak się z tym czuje.

Zobacz także: Marcin Prokop - Jego żona to kobieta pełna pasji

Reklama

Prokop mówił również, dlaczego praca konferansjera nie jest tak prosta, jak może się wydawać, a ponadto odniósł się do wpisu byłej dziennikarki stacji Anny Wendzikowskiej, która kilka tygodni temu opisała mobbing, do którego miało dochodzić  w TVN.

Prokop, znany ze swojego poczucia humoru i wrodzonego luzu przed włączonymi kamerami  już na samym początku programu zwrócił uwagę Krzysztofowi Stanowskiemu, że słowo "chałturzenie" nie powinno być używane, gdyż ma negatywny wydźwięk. "Chałtura to jest coś, co robisz lewą ręką i gorzej niż potrafisz. A ja staram się te imprezy robić najlepiej, jak potrafię" - powiedział Marcin Prokop w programie "Hejt Park".

Kiedy dziennikarz Kanału Sportowego zapytał go, jakie jego zdaniem jest najlepsze nazewnictwo, Prokop z szerokim uśmiechem na twarzy odpowiedział: "Imprezy, iventy, gale, konferencje, kongresy. Same firmy tak to nazywają".

Marcin Prokop przytoczył również jedną z anegdot dotyczącą prowadzenia jednej z imprez firmowych. Praca polegała na otwarciu - jak zapewniono Prokopa - klubu dla vipówTarnowskich Górach. Gwiazdę zapewniano, że otwierany klub to prestiżowe miejsce w mieście, ale rzeczywistość okazała się bardziej brutalna

Czytaj także: Marcin Prokop mówi o swoim lęku. Tego się bał najbardziej

Prokop wspominał, że podczas prowadzenia eventu, zamiast dostojnych gości, na sali większość klientów stanowili, jak to ujął dziennikarz - "Sebiksy". Gwiazdor dodał, że mężczyźni rzucali w jego stronę spocone koszulki, przez co Prokop miał problem z odnalezieniem się w zastałej rzeczywistości.

"Po zakończeniu tej imprezy właściciel klubu wziął mnie do piwniczki i powiedział cienkim głosem, mówił falsetem, co zupełnie nie pasowało do jego wielkiej postury, że jest kłopot i że on nie ma tego hajsu, na który się umawialiśmy i że on może mi inaczej zapłacić. Po czym wyciągnął torbę koksu i podsunął mi ją pod nos, mówiąc - czy tak może być? No nie mogło tak być, więc mu oddałem (...)" - wspomina Prokop.

Prokop swoją profesję konferansjera porównał również do pracy dobrego chirurga plastycznego, zajmującego się powiększaniem piersi - "(...) To jest bardziej skomplikowane, niż tylko wyjście na scenę i zapowiadanie kilku rzeczy. Wiem o tym, bo wielu różnych ludzi próbuje to robić, więc z jakiegoś powodu na rynku w Polsce jest pięć czy sześć osób, które robią to dobrze" - oznajmił Marcin Prokop.

Dziennikarz wspomniał ponadto, że poprowadził jedną z imprez, która miała należeć do znanego, amerykańskiego aktora Johna Travolty, ale ostatecznie zrezygnowano z usług hollywoodzkiego gwiazdora. "Za przylot do Polski zażyczył sobie miliona dolców. I firma rozważała, czy może, kurczę, ściągnąć Travoltę" - wspomina Marcin Prokop.

Krzysztof Stanowski poprosił Prokopa, by ten odniósł się do wpisu na Instagramie byłej dziennikarki stacji TVN Anny Wendzikowskiej, która twierdziła, że w pracy była mobbingowana. "Śmichy, chichy, ale co z tym mobbingiem w TVN?  Powiedz mi, czy wy naprawdę tam dojeżdżaliście tę Annę Wendzikowską tak, że ona później musiała jechać na Bali na ceremonię kakao, żeby zmyć z siebie ten brud?" - zapytał Stanowski w programie na żywo.

"(...) Tworzysz pytanie z tezą. Jacy my? Ja żadnej Anny Wendzikowskiej ani nikogo innego nie dojeżdżałem. (...) Nie należy się śmiać z niczyjego nieszczęścia, jakie by ono nie było. Jeśli Anna twierdzi, że czuła się w tej stacji źle i coś złego ją spotkało, to trzeba dać wiarę temu, że tak rzeczywiście było. Inną kwestią jest to, czy ja w jakiś sposób mam się czuć za to odpowiedzialny (...) - stwierdził Marcin Prokop. 

Marcin Prokop uchylił rąbka tajemnicy, zdradzając, w co inwestuje zarobione pieniądze. Dziennikarz powiedział, że część swoich finansów przeznaczył na firmę zajmującą się programowaniem na skalę światową sterowaniem oświetleniem i w sieć hurtowni kosmetyków. I dodał - "Nie będę wszystkiego mówił, bo to nie jest przesłuchanie w urzędzie skarbowym, więc nie wszyscy muszą wszystko wiedzieć".

Marcin Prokop przyszedł do studia Kanału Sportowego w czarnej koszulce, co zauważył Stanowski i zapytał swojego gościa, jak lubi się ubierać.

"Telewizja jest miejscem, w którym zakładamy pewien mundur. No i ten mundur ma też wyraz bawełniany. To, co noszę na zewnątrz, to też są moje prywatne ciuchy, żeby była jasność. To nie są ciuchy przyniesione przez stylistkę, która mi je wypożycza. Kupuję sobie sam, wieszam do szafy i zakładam je do telewizji" - przyznał Marcin Prokop.  

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Marcin Prokop | TVN SA | Krzysztof Stanowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy