Reklama

Reklama

Bardziej grożą nam susze czy paraliże spowodowane powodziami?

Kolejny rok z rzędu IMGW ostrzega przed suszą hydrologiczną oraz powodziami. Alerty dotyczą niemal połowy obszaru Polski, a gdzieniegdzie wystąpiły już kilkudniowe przerwy w dostawie bieżącej wody. Jak mówi ekohydrolog PAN, dr Sebastian Szklarek - zimowy śnieg czy wiosenne opady nie zażegnały ryzyka suszy. Deficyt wody, który budował się przez ostatnie lata, nie został wystarczająco zniwelowany.

Co więcej - modele dotyczące zmiany klimatu czy warunków opadowych oraz obecny sposób zarządzania wodami opadowymi powodują, że susze będą coraz częstszym zjawiskiem w Polsce i zapewne będą przerywane lokalnymi lub obszerniejszymi powodziami. Jak im zapobiec?

Intensywne opady deszczu, które w ostatnim czasie nawiedziły wiele regionów Polski powodują, że problemy takie jak susze i brak wody, zdają się nie być poważnym zmartwieniem. W rzeczywistości jednak sytuacja jest znacznie bardziej złożona. W długofalowej perspektywie utrudniony dostęp do wody - tego życiodajnego surowca - jest bardzo dużym wyzwaniem zarówno w naszym kraju, jak i w skali globalnej. Jest także mocno powiązany ze zmianami klimatycznymi i obserwowanym na całym świecie wzrostem temperatur.

Reklama

Powodzie i susze - przeciwieństwa, które chodzą w parze

Sytuacja hydrologiczna Polski jest poważna. Z jednej strony grożą nam susze, a z drugiej powodzie. I te dwa zagrożenia wcale się nie wykluczają. Świadczy o tym np. sytuacja z Poznania z końca czerwca. - Jesienią ubiegłego roku w stolicy Wielkopolski deficyt opadów, który zbudował się przez ostatnie lata, był równy opadowi rocznemu (przez ostatnie lata spadło około 500 litrów na m2 mniej niż wynikało to ze średnich wieloletnich opadów w tym mieście). Opady z zimy i wiosny zmniejszyły ten deficyt jedynie o 40%, czyli wynosił on w maju około 300 litrów na m2. A potem nagle, w kilka godzin pojawił się opad równy normie miesięcznej. To nie mogło się inaczej skończyć niż powodzią opadową - mówi dr Sebastian Szklarek, PAN.

Jak dodaje ekspert: - Nawet jeżeli przez pozostałe dni czerwca w Poznaniu nie spadnie deszcz, to na pierwszy rzut oka, w statystykach, nadal miesiąc ten nie będzie odbiegał od normy. Problemem jest jednak to, jak gwałtowne są obecnie zjawiska pogodowe. Nagłe, intensywne opady powodują przede wszystkim zalania, ponieważ woda, szczególnie po przesuszonym gruncie, bardzo szybko spływa, zamiast w niego wsiąkać. Wysokie temperatury powodują ponadto, że to co zostaje na powierzchni , szybko wyparowuje. Przykład Poznania dobrze oddaje więc problem, z jakim w rzeczywistości musimy mierzyć się w całym kraju.

Susza niejedno ma imię

Szerokie pojęcie określane potocznie "suszą" może mieć wiele przyczyn i dotyczyć wód powierzchniowych, podziemnych, ale także być związane z brakiem opadów (susza rolnicza i atmosferyczna). W naszym kraju najczęściej występującą jest ta rolnicza, która znacznie zmniejsza wydajność plonów i powoduje gigantyczne straty dla rolników.

 - Tradycyjnie, gdy pojawia się w Polsce susza, to największy problem jest w zakresie suszy rolniczej, chociaż wspomniany wcześniej deficyt spowodował, że równie szybko pojawia się susza dotycząca wód powierzchniowych oraz płytkich wód podziemnych. W przeszłości najczęściej problemem była susza rolnicza - okresowe niedobory wody z powodu braku opadów w odpowiednim momencie rozwoju roślin. Ale w ostatnich latach praktycznie co roku mamy też suszę hydrologiczną i hydrogeologiczną - mówi dr Sebastian Szklarek, PAN.

Czy zwiększona retencja rozwiąże problem?

Wody Polskie podały w kwietniu, że w ramach zadań z zakresu retencji korytowej w ubiegłym roku zatrzymano dodatkowo 57 mln m sześc. wody. Dzięki tym działaniom po raz pierwszy od 30 lat wzrosła ogólna retencja. To ważny, zmierzający w dobrą stronę krok, ale jak mówi ekspert - za mało, by rozwiązać problem, którego skala jest znacznie większa.

- Najlepsze i najskuteczniejsze są rozwiązania, które pozwalają ograniczyć problem u źródła, a w przypadku gospodarki wodnej jest nim brak retencji opadów jak najbliższej miejsca, gdzie spadają na powierzchnię ziemi oraz zapewnienie, aby jak najwięcej z nich wsiąkało w grunt. To ochrona zasobów przed parowaniem. Ważna jest jednak także lokalna retencja wody, z której później mogą korzystać rośliny czy odtwarzanie wód podziemnych, które możemy ujmować poprzez studnie. Istotne jest również podniesienie minimalnych przepływów w rzekach, bo głównym źródłem wód powierzchniowych jest zasilanie ze źródeł podziemnych - mówi dr Sebastian Szklarek, PAN.

Tak jak w przypadku odpadów, tak również w przypadku kurczących się zasobów wodnych, jednym z rozwiązań może być recykling. 

- Żeby wody pitnej nie zabrakło dla nas i dla przyszłych pokoleń, ważne są działania nas wszystkich, także systemowe. Również producenci rozwiązań dla sektora wodnego dokładają do tego swoją cegiełkę, dostarczając instalacje umożliwiające m.in. oczyszczanie ścieków. Jednym z dostępnych na rynku rozwiązań z tego obszaru, jest system ponownego wykorzystania wody Oxelia. To bezpieczne narzędzie, które umożliwia dezynfekcję i niszczenie organicznych zanieczyszczeń, w tym środków farmaceutycznych, pestycydów, herbicydów i pozostałości po pielęgnacji osobistej. Oxelia spełnia wymagania ekologiczne i świetnie sprawdza się w rolnictwie. To szczególnie ważne, gdyż sektor ten jest w Polsce jednym z najbardziej dotkniętych suszą - mówi Anna Borowczyk-Kurasińska, Regional Business Development Manager Industry in Eastern Europe & Eurasia, Xylem Water Solutions Polska.

***

Zobacz również:

Do morderczych upałów trzeba przywyknąć. Będą coraz częstsze 


 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje