Reklama

Reklama

Dieta okienkowa: Czy warto robić sobie krzywdę?

Dieta okienkowa jest jednym z pretekstów do gorącej dyskusji w kwestii wyboru modelu żywienia. Determinuje on przecież nie tylko sylwetkę, ale przede wszystkim zdrowie i samopoczucie. Sprawdźmy, na czym polega tzw. dieta okienkowa i dlaczego trzeba się porządnie zastanowić, zanim zaczniemy ją testować na własnym organizmie.

Mądra, zbilansowana dieta wypełniona warzywami i owocami jest wyzwaniem. Wymaga przecież konsekwencji i codziennych dobrych decyzji, których suma daje lepszą sylwetkę i zdrowie. Dużo łatwiej podjąć decyzję: "dziś nic nie jem, robię sobie całodzienny post", niż kilka razy dziennie siłować się ze sobą i racjonalizować, że nie warto jeść więcej, niż potrzeba.

Pewnie dlatego tak chętnie szukamy alternatyw, które mają zadziałać niemal magicznie. I nawet jeśli czasem przyniosą spodziewaną redukcję masy ciała, to nie pozostają bez uszczerbku na zdrowiu. Czy tak jest również w przypadku diety okienkowej?

Reklama

Dieta okienkowa: Idea

Dieta okienkowa, inaczej nazywana ośmiogodzinną, jest modyfikacją jednej z licznych diet odchudzających, czyli powielaniem pomysłów na nieracjonalne żywienie. Jej pomysłodawcy głoszą teorię, że tyjemy dlatego, że jemy, gdy mamy na to ochotę, niezależnie od pory dnia. Przekaz jest nie tyle nieprawdziwy, co niejasny, a na niedomówieniach najłatwiej się "poślizgnąć".

Warto przede wszystkim rozróżnić głód od apetytu. Pierwszy wynika z potrzeb biologicznych. Jemy, by organizm miał energię do obsługi procesów życiowych. Ochotę, o której mówią twórcy diety okienkowej, utożsamić trzeba tutaj z apetytem, czyli zachcianką. Każdemu z nas zdarza się zjeść coś, choć zupełnie nie odczuwa głodu. Powielanie takich zachowań, a tym bardziej dawanie sobie przyzwolenia na utrwalanie ich w ośmiogodzinnych okienkach, nie jest dobrym pomysłem.

Dieta okienkowa: Założenia

Według założeń diety okienkowej przed osiem godzin możemy jeść wszystko, na co mamy ochotę, by przez kolejnych szesnaście nawet nie pomyśleć o jedzeniu. Nie mówiąc już o jego posmakowaniu.

Pomysłodawcy diety okienkowej twierdzą, że jedzenie w określonych porach dnia pozwala schudnąć, nawet gdy zjemy wszystko, na co mamy ochotę. Można by z tego wywnioskować, że  przez osiem godzin siedzimy przy stole, jemy pizzę, później lody, a następnie wykwintny makaron. A kiedy już rozciągniemy żołądki do granic możliwości i skończy nam się ośmiogodzinny czas swawoli, wdrażamy szesnastogodzinny szlaban.



W pierwszych godzinach żołądki zajmą się trawieniem przysmaków z wystawnej uczty, by po jakichś trzech, może czterech, zacząć dopominać się kolejnych porcji. Tymczasem post ma trwać aż szesnaście godzin. Oczywiście to jest przerysowany obraz tego modelu żywienia, ale komu nie przyjdzie do głowy, że jeśli ma głodować, to musi się najpierw porządnie najeść?

Dieta okienkowa: Zasady

W opisie zasad można przeczytać, że to niezwykle łatwy schemat oparty na przejściowych okresach głodówki przedzielonych okresami spożywania posiłków, w tak zwanych okienkach. Trudno mi doszukać się w jednym ośmiogodzinnym okienku swawoli i nieskończenie długim szesnastogodzinnym czasie katuszy czegoś łatwego.

W pierwszym etapie, w trakcie objadania się, uczymy organizm braku umiaru. Warto spróbować wyobrazić sobie, jak to wygląda od środka. Wejść w rolę żołądka, wątroby czy trzustki. Wszystkie narządy i organy pracują, jak w ukropie, żeby poradzić sobie z kosmicznie dużymi dawkami kalorii.

Bez ustanku trawią, wchłaniają i magazynują. Komórki są przeciążone nadmiarem energii, żołądek rozciągnięty, a trzustka pracuje na najwyższych obrotach, by wyprodukować ogromne ilości insuliny. Wątroba to wszystko filtruje i magazynuje.

Dieta okienkowa: Konsekwencje zdrowotne

Czym to grozi? Rozwojem insulinooporności, a w konsekwencji nierzadko cukrzycy typu II. Rozregulowaniu może ulec nie tylko metabolizm cukrów, ale też białek i tłuszczów. W dłuższej perspektywie, odwrotnie do założeń, zamiast utraty zbędnych kilogramów może pojawić się przyrost tkanki tłuszczowej.

Dlaczego? Nieregularnie dostarczana energia (jak rekomenduje Instytut Żywności i Żywienia powinniśmy zjadać małe porcje co 4 godziny) powoduje, że organizm się zabezpiecza. Skoro okresy postu są zbyt długie - chowa coś na tak zwaną czarną godzinę. A nam (nie od razu) rozrasta się tkanka tłuszczowa, zarówno podskórna, jak i okołonarządowa.

W osłupienie wprawia kolejne z zaleceń, a mianowicie, by po przebudzeniu zamiast śniadania wypić coś pobudzającego, na przykład kawę. Czytając, przecierałam oczy ze zdziwienia. Lepszego pomysłu na zrujnowanie żołądka chyba nie znajdziemy. Śniadanie jest najważniejszym posiłkiem dnia i jeśli zależy nam na zdrowiu - zjedzmy je do godziny od przebudzenia.

Pomyślmy o sobie z szacunkiem. Czy ktokolwiek wprowadziłby taki model żywienia swojemu dziecku? Śmiem wątpić. My, dorośli, jesteśmy więksi, wyżsi i ciężsi, co nie znaczy, że niezniszczalni.

Ewa Koza, mamsmak.com

Zobacz także:

5 najgorętszych dietetycznych mitów, które już czas włożyć między bajki

Awokado: Jakie ma właściwości

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje