Reklama

Reklama

Biegasz w maratonach. Dlaczego nie jesteś szczupła?

"Mogę być najwolniejsza, mogę być ostatnia, to nieistotne" - mówi Mirna Valerio o swojej miłości do biegania. Do tej pory wzięła udział w ponad 20 maratonach i ultramaratonach. Ma 43 lata, waży 120 kilogramów. I nic nie robi sobie z powtarzających się pytań: "Skoro tak dużo się ruszasz, jak to się dzieje, że nie chudniesz?". - Bieganie przy sporej nadwadze nie jest ani zdrowe, ani bezpieczne. Ale jeśli jest się ostrożnym, warto robić to, co sprawia nam przyjemność - tłumaczy Michał Łasiński, trener biegania.

14 maja 2017 roku na mecie maratonu w Maine stanęła Ragen Chastain, ważąca ponad 130 kilogramów. Przekraczając linię mety, stała się oficjalnie najcięższą kobietą, która przebiegła maraton, co zostało odnotowane w Księdze rekordów Guinnessa. Kim jest Ragen Chastain? To pisarka, tancerka i nauczycielka jogi, bardzo mocno zaangażowana w ruch równouprawnienia osób otyłych. 

Maraton w 8,5 godziny to dopiero początek

Jak przyznaje Chastain, pokonanie dystansu maratonu od dawna znajdowało się wysoko na liście jej życiowych marzeń. Po raz pierwszy, dystans udało jej się przebiec w 2013, podczas zawodów w Seattle, ale dopiero później zdała sobie sprawę, że jest najcięższą kobietą, która to zrobiła. Do Księgi rekordów Guinnessa nie można jednak wpisywać wydarzeń minionych, dlatego przed zawodami w Maine, zadbała o to, by jej wynik został odpowiednio udokumentowany i odnotowany na liście rekordów. Pokonanie całości trasy zajęło jej 8,5 godziny, co oznacza, że na metę przybyła wiele godzin po pozostałych zawodnikach.

Reklama

Chastain chwali się w mediach społecznościowych swoim osiągnięciem. Nie poprzestała jednak na tym rekordzie: Nadal bierze udział w  biegach maratońskich, a jej najważniejszym, sportowym marzeniem jest teraz udział w zawodach Ironman. Dla niewtajemniczonych: By zdobyć tytuł Ironmana trzeba przepłynąć 3,8 kilometra, przejechać na rowerze 180 kilometrów i przebiec dystans maratoński, czyli 42 kilometry z okładem. Jeśli uda jej się osiągnąć ten cel, z pewnością ponownie trafi do Księgi rekordów Guinnessa.

Grube dziewczyny chcą biegać

Na Facebooku działa grupa "Fat girl running" (z ang. "Gruba dziewczyna biega"), mająca ponad 9 tysięcy członkiń z całego świata. Należące do niej kobiety chętnie dzielą się swoimi biegowymi osiągnięciami, publikują zdjęcia z treningów i zawodów. Nie brakuje w niej początkujących biegaczek, które ograniczają się do śledzenia dokonań innych, ale sporo kobiet publikuje w grupie zdjęcia z medalami za pokonanie 5, 10 lub 20 kilometrów, półmaratonu i maratonu. Nie pytają o to, czy warto biegać z nadwagą, nie boją się kontuzji. Jeśli zadają pytania, dotyczą one techniki, odpowiedniego stroju, butów, udziału w zawodach. Albo po prostu dzielą się radością i dumą z samych siebie.

"Ta grupa nie jest poświęcona utracie wagi. Nawet jeśli chudnięcie jest jednym z tematów, który przewija się przez nasze konwersacje, starajmy się omijać mówienie o odchudzaniu jako takim. Jeśli szukasz sposobu by schudnąć, wybierz do tego inne miejsce" - to fragment regulaminu grupy.

Autorką regulaminu i całej grupy "Fat girl running" jest Mirna Valerio - najbardziej znana biegaczka z nadwagą, twórczyni ruchu #fatgirlrunning i jego największa ambasadorka, a także założycielka bloga o tym samym tytule. 

"Pacjentka jest chorobliwie otyła"

43-letnia Mirna Valerio waży 120 kilogramów. Aktualnie może się pochwalić przebiegnięciem 10 maratonów i 11 ultramaratonów (czyli głównie biegów o dystansie 50 mil i 100 kilometrów). Kim jest Mirna?

- Przede wszystkim, jestem żoną i mamą - podkreśla w każdym niemal wywiadzie. Na swoim blogu samą siebie przedstawia takimi słowami: "Bieganie to życie. Jestem nauczycielką hiszpańskiego, dyrygentką chóralną, trenerką biegów przełajowych, osobą, która szuka w życiu różnorodności, która wierzy, że można odrobić wiele życiowych lekcji, jeśli uwierzy się w wielką mądrość, która płynie z bycia w ruchu".

Skąd u Mirny miłość do biegania? Nikt w jej rodzinie nie uprawiał tej dyscypliny, miłość do sportu w ogóle nie była obecna w jej domu rodzinnym. W dzieciństwie Mirna trenowała pływanie, grała też w hokeja na trawie, ale kiedy zaczęła biegać, szybko okazało się, że to właśnie ten sport ukocha ponad wszystko. "Bieganie jest czymś zupełnie innym niż sporty grupowe. Z natury jestem introwertyczką, więc bieg to dla mnie najlepszy sposób na rozpoczęcie dnia, rozruszanie mojego ciała i sprawienie, że krew krąży szybciej. Bieg sprawia że czuję się znacznie lepiej". Tuż po wejściu w dorosłość Mirna zrezygnowała jednak z regularnego biegania. Jak sama przyznaje - zaczęło się poważne życie, praca zawodowa, osobiste problemy i codzienne wyzwania. Bieganie zeszło na dalszy plan, zamiast niego pojawiła się spora nadwaga.

Ale bieganie nie dało Mirnie zapomnieć o sobie. W 2008 roku, prowadząc samochód poczuła ogromny, rozrywający ból w klatce piersiowej. Sądziła, że ma atak serca. Trafiła do szpitala. Okazało się, że ból był spowodowany atakiem paniki i stresu. Lekarz nie owijał jednak w bawełnę i powiedział Mirnie jasno, że zawał lub wylew są kwestią czasu. Miała wtedy 5-letnie dziecko i pracowała od rana do nocy, łącząc wiele etatów i dojeżdżając kilka godzin, by udzielać prywatnych lekcji śpiewu.

- Jeśli chcesz widzieć, jak twój syn dorasta, musisz schudnąć 8 kilogramów w ciągu najbliższych dwóch miesięcy - powiedział lekarz. Gdy wyszedł z gabinetu, Mirna zerknęła do dokumentacji medycznej. Otwarta karta leżała na stole. "Pacjentka jest chorobliwie otyła". Mirna poczuła, jakby ktoś uderzył ją w twarz. Ważyła wtedy 150 kilogramów i czuła, że to ostatnia chwila, by wziąć się za siebie.

"Prawdziwy biegacz nie ma nadwagi!"

Wróciła do biegania. Gdy po raz pierwszy pokonała dystans 5 kilometrów wiedziała już, że bieganie zostanie w jej życiu na dobre. Gdy doszła do wagi 120 kilogramów, przestała chudnąć. Nie przestała jednak biegać.

Tygodniowo pokonuje średnio 40 kilometrów. "Najbardziej lubię moje ciało właśnie, kiedy biegam" - pisze Mirna na swoim blogu. "Czuję moc i siłę płynącą z tego, że mogę biegać. Nawet kiedy mam zły humor i zły dzień". - Bieganie jest jej sposobem na dobre samopoczucie, jest ważniejsze niż jej figura i komentarze innych. Jak sama mówi, biega także po to, by pokazać ludziom, że to jest możliwe. "Mogę być najwolniejsza. Mogę być ostatnia. To nieistotne".

Nie osiągnęła wymarzonej sylwetki i po latach prób pogodziła się z tym faktem. Jak sama przyznaje - odżywia się zdrowo i regularnie. Unika słodyczy i przetworzonych, tuczących pokarmów. Bieganie pozwoliło jej zaakceptować swoje ciało i oswoić się z nim na nowo. Na blogu pisze, że jest zakochana w swoim ciele. "Oczywiście, czasami wkurza mnie i rozczarowuje, ale w dłuższym wymiarze zawsze wracam do myślenia o nim z miłością i szacunkiem".

Poczucie własnej wartości, które Mirna zbudowała na bieganiu sprawiło, że zapragnęła propagować bieganie i inspirować do niego innych. W 2011 roku, podczas przygotowań do udziału w swoim pierwszym maratonie, Mirna założyła bloga Fat Girl Running. Z roku na rok stawała się coraz bardziej popularna, podziwiana i naśladowana.

Mirnavator i bieg na 50 mil

Razem z popularnością przyszedł też hejt. "Prawdziwy biegacz nie ma nadwagi", "udajesz, że biegasz, choć tak naprawdę przemieszczasz się w tempie, w jakim normalny człowiek chodzi", "maratończycy nie są tacy grubi" - maile o tej treści Mirna otrzymywała, gdy właśnie po raz pierwszy pokonała dystans 50 kilometrów. W wywiadach opowiadała liczne historie o tym, jak bardzo jest dla ludzi niewiarygodna. Gdy przychodzi do sklepu sportowego po strój na kolejne zawody, sprzedawcy patrzą na nią z pobłażaniem. Dopiero, kiedy pokazuje swoje zdjęcia albo opowiada szczegóły biegów, orientują się, że nie żartuje. Wiele razy słyszała zarzuty, że jej miłość do sportu jest pozorna, bo wieczorem, po treningu wraca do domu i zjada litrowe pudełko lodów.


"Myślę, że te komentarze to połączenie rasizmu i seksizmu. Wygląd mojego ciała, a szczególnie mój pozytywny stosunek do niego sprawia, że dla niektórych osób jestem nie do zaakceptowania jako biegaczka. Nie jestem uosobieniem tego, z czym kojarzy im się fitness, więc nie nadaję się na okładki fitnessowych pism".

Mirna wydaje się być ponad tymi komentarzami. Autentycznie skupiona na tym, co dla niej ważne i dobre. Szczęśliwa, spełniona, mająca plany i marzenia.


Na YouTube można obejrzeć film "The Mirnavator" (to żartobliwe przezwisko Mirny, pochodzące zapewne z połączenia jej imienia ze słowem "terminator", właśnie tak mówią na nią fani i przyjaciele). Materiał dokumentuje jej udział w biegu na 50 mil. Widzimy w nim uśmiechniętą od ucha do ucha, podśpiewującą i serdeczną Mirnę. Zmęczoną biegiem i bardzo szczęśliwą.

Skoro biegasz, dlaczego jesteś taka gruba?

Ludzie, którzy dowiadują się, że Mirna bierze udział w maratonach, najczęściej są ciekawi dwóch rzeczy. Po pierwsze, jak to możliwe, że osoba, która tak dużo się rusza, nie chudnie. Z tym zagadnieniem zwracam się do Michała Łasińskiego, czynnego biegacza, trenera biegania i lekkiej atletyki. Pytam o Mirnę, wiele innych biegaczek plus size oraz wszystkich, którzy odżywiają się zdrowo, uprawiają sport i nie mogą pozbyć się nadwagi.

- Gdy osoby, które nie mają przeszłości sportowej, zaczynają regularną aktywność, wraz z nią rozbudowują mięśnie, które wcześniej nie były zmuszone do nadmiernego wysiłku - tłumaczy Łasiński. - Może się wtedy okazać, że faktycznie waga nie spada, a w niektórych przypadkach nawet rośnie. Druga sytuacja, przez którą waga może się nie zmieniać, to spożywanie optymalnej lub większej ilości jedzenia w stosunku do zapotrzebowania. Gdy będziemy dostarczać organizmowi tyle samo energii, ile spala on podczas aktywności przez cały dzień, też może się okazać, że nasza waga będzie wciąż na tym samym poziomie. Trzecia przyczyna to określone choroby, które sprawiają, że podejmowanie nawet bardzo dużej aktywności fizycznej przy zdrowym odżywianiu i przestrzeganiu ścisłej diety, w ogóle nie wpływa na utratę wagi - dodaje trener.

Stawy i kolana - czy bieganie z dużą nadwagą jest zdrowe?

Drugie pytanie, które najczęściej słyszy Mirna dotyczy bezpieczeństwa. Czy bieganie ze sporą nadwagą nie jest proszeniem się o kontuzję?

- Z praktyki trenerskiej odpowiem, że w zasadzie nie jest ani zdrowe, ani bezpieczne - tłumaczy trener biegania, Michał Łasiński. - Bieganie najczęściej pozwala sprawnie zrzucić parę kilo, ale każdy krok to spore przeciążenia dla naszych stawów i mięśni, a takich kroków podczas jednego biegu najczęściej stawia się kilka tysięcy. Osoby ze sporą nadwagą w większości nie mają przeszłości sportowej, a zatem nie mają mocnych mięśni, które utrzymają prawidłową sylwetkę i które będą wspierać stawy podczas aktywności. Dlatego może istnieć spore ryzyko, przeciążeń, skręceń i zwichnięć, szczególnie, jeśli mamy nieprawidłową technikę biegu i nie pracujemy nad dodatkowym wzmocnieniem ciała - tłumaczy trener Łasiński.

Idealną sytuacją z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa byłoby zatem wybranie na początek mniej kontuzjogennej aktywności (np. nordic walking), zmniejszenie nadwagi, a potem rozpoczęcie przygody z biegiem.

Zalecenia zaleceniami a życie życiem. Grupa osób, które rozpoczynają walkę ze sporą nadwagą właśnie od biegania rośnie razem z modą na bieganie. Ruch otyłych maratonek ma się świetnie, Mirna jest inspiracją dla coraz większej grupy kobiet, które walczą z własnym wstydem i powszechnym przekonaniem, że gruba biegaczka to prawdziwe dziwactwo. Szczególnie, jeśli do tego akceptuje swój wygląd i nie skupia się na utracie wagi.

- Z drugiej strony, duże ryzyko kontuzji nie musi oznaczać, że gdy tylko zaczniemy biegać, od razu stanie nam się coś złego - tłumaczy trener Michał Łasiński. - Przede wszystkim, jeżeli coś nam sprawia przyjemność i nie planujemy od razu walczyć o bicie rekordu świata, czemu nie mielibyśmy tego kontynuować? Grunt to zachować ostrożność i zdrowy rozsądek, pomyśleć o odpowiednim obuwiu biegowym z dobrą amortyzacją (większość firm sportowych ma w ofercie coś dla osób z większą wagą), w miarę możliwości wybierać do biegania las albo alejki czy drogi z naturalnego podłoża i unikać betonu i asfaltu, na których łatwiej o uszkodzenie. Trzeba też dostosowywać wysiłek do własnych możliwości, stopniowo zwiększać pokonywane dystanse i pamiętać o regeneracji (czyli dać sobie przynajmniej dzień lub dwa odpoczynku pomiędzy treningami). Cieszmy się tym, co robimy, pamiętajmy o zachowaniu zdrowego rozsądku  - tłumaczy trener Łasiński.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: odchudzanie | bieganie | nadwaga

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje