Reklama

Reklama

​Jak wyglądały narodziny Jezusa? Oto mistyczna wizja s. Leonii Nastał

Siostra Leonia Nastał nazywana jest polską Teresą od Dzieciątka Jezus. Zakonnica przez wiele lat miała wizje Chrystusa - m. in. narodzin w Betlejem. Jak wyglądały? Oto fragment książki "Sekret świętości. Biografia służebnicy bożej s. Leonii Nastał" A. Bugały.

S. Leonia Nastał przychodzi na świat 8 listopada 1903 roku w Starej Wsi na Podkarpaciu jako Marianna Nastał. Jest drugim w kolejności narodzin dzieckiem, po siostrze Stefanii. Potem rodzi się jeszcze troje, ale dwójka umiera. Młodszy od niej o dwadzieścia lat brat Stanisław dożyje 2017 roku. Rodzice - Katarzyna i Franciszek - są biedni; w roku narodzin Marysi ojciec wyjeżdża na emigrację zarobkową do USA. Spędza tam w sumie osiemnaście lat. Katarzyna sama wychowuje dwie córki. Ubóstwo rodziny jest tak wielkie, że dziewczynki często nie jedzą nic przez cały dzień. Matka dorabia, jak może, najczęściej wynajmując się do pracy w polu, ojciec przysyła pieniądze, ale bardzo nieregularnie. Do pracy najmuje się i Marysia, razem z siostrą tłucze kamienie na budowę drogi.

Reklama

Najpierw Nastałówny chodzą do ochronki prowadzonej przez siostry służebniczki, potem idą do szkoły ludowej w Starej Wsi, a po jej ukończeniu Marysia, jako bardzo zdolna, kontynuuje naukę w szkole w Brzozowie.

Od najmłodszych lat towarzyszy matce w wieczornych modlitwach, chętnie bierze udział w nabożeństwach, a potem żywo angażuje się w życie lokalnego kościoła. Duszpasterstwo prowadzone przez jezuitów daje dobry fundament duchowego życia, koncentrując uwagę dziewczynki na Eucharystii i nabożeństwie do Serca Pana Jezusa i wzbudzając ogromną miłość do Matki Bożej. Mniej więcej w trzecim roku życia Marysia zaczyna odkrywać pragnienie wstąpienia do zakonu, a gdy idzie do szkoły, odsłania je przed pobożną matką. Pierwszy raz prosi o przyjęcie do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP Niepokalanie Poczętej w Starej Wsi w 1919 roku, zaraz po ukończeniu szóstej klasy. Ma wtedy szesnaście lat i zostaje przyjęta, ale na drodze powołania staje ojciec. Dziewczyna przyjmuje jego wolę, choć pęka jej serce. Korzysta z duchowego wsparcia spowiedników i nieustannie prosi Boga o wypełnienie się Jego woli. Na ostateczną zgodę Franciszka Nastała czeka sześć lat. W 1925 roku wstępuje do Zgromadzenia, a cztery miesiące później przyjmuje habit i imię Leona, które później, w jednej z mistycznych rozmów, Jezus zmieni na Leonię. (...)

Mistyczne wizje s. Leonii. Duchowe zaślubiny z Niemowlęciem Jezus?

Prowadzi niezwykle intensywne życie wewnętrzne i doświadcza głębi przeżyć zjednoczenia z Chrystusem, zapisując się w historii Kościoła wśród jego najwybitniejszych mistyczek. Jej doświadczenie mistyczne wymaga osobnego zbadania i opracowania, zwłaszcza przez teologów duchowości, tu, w ujęciu biograficznym, możemy przedstawić jedynie jego krótki zarys. W czerwcu 1934 roku po raz pierwszy słyszy głos, który mówi jej: "To jest córka moja, w której sobie upodobałem". Z nakazu Pana Jezusa i za pozwoleniem spowiednika zaczyna spisywać swoje rozmowy z Bogiem.

18 grudnia 1935 roku przeżywa duchowe zaślubiny z Niemowlęciem Jezus i na wyraźne życzenie Jezusa sama zaczyna kroczyć drogą duchowego niemowlęctwa, które ma być najkrótszą ścieżką do nieba. Jezus wtajemnicza ją w najwcześniejszy okres swojego życia na ziemi i mówi, że została wybrana po to, aby być Jego towarzyszką w tamtych pierwszych noworodkowych i niemowlęcych chwilach. Szczególnym rysem doświadczenia Boga u s. Leonii jest odkrywanie Go właśnie jako malucha, z bezzębnym uśmiechem, otulonego ciasno pieluchą, w ramionach kochającej Matki.

"Po czternastu latach życia w Zgromadzeniu odchodzę do nieba. Ufam, że stamtąd wiele będę mogła pomagać Zgromadzeniu i skołatanej Ojczyźnie" - pisała przed śmiercią. I dotrzymuje słowa! Przy krypcie służebnicy Bożej siostry Leonii modli się wiele par, które nie mogą mieć dzieci. Po jakimś czasie wracają, by podziękować za cud poczęcia i narodzin. Niemowlęctwo Jezusa, którym przez całe życie zachwycała się s. Leonia, owocuje narodzinami kolejnych niemowląt.

S. Leonia jak o. Pio? Obydwoje mieli wizję Bożego Narodzenia

Wielkim zakochanym w Dzieciątku Jezus był o. Pio, który ze wszystkich świąt najbardziej lubił Boże Narodzenie i zapisał się w historii Kościoła jako wyjątkowy czciciel Jezusa - Malucha. Według świadectw aż trzykrotnie został "przyłapany" na noszeniu w ramionach tajemniczego Dziecka - zawsze w okresie Bożego Narodzenia. Jedno z nich pochodzi z 1922 roku. Łucja Iadanza z Pietrelciny, duchowa córka o. Pio, chciała spędzić Wigilię Bożego Narodzenia w klasztorze w San Giovanni Rotondo. Otrzymała na to zgodę razem z trzema innymi kobietami. Był wigilijny wieczór, trwały przygotowania do Mszy Świętej odprawianej o północy. Z powodu dokuczliwego zimna ojcowie ustawili w zakrystii naczynie z ogniem. Kobiety zasypiały, Łucja odmawiała różaniec. Nagle o. Pio zszedł ze schodów zakrystii i zatrzymał się przy oknie. Ukazała się aureola ze światła, a w ramionach o. Pio - Dzieciątko Jezus. Kiedy wizja znikła, Ojciec zauważył Łucję, podszedł do niej i zapytał: "Łucjo, co widziałaś?". Ona odpowiedziała: "Ojcze, wszystko widziałam!". Wtedy o. Pio surowo jej przykazał: "Nikomu nic o tym nie mów".

W świadectwach o życiu s. Leonii nie ma takich zeznań, nikt jej nie widział z Jezusem tulonym w ramionach, ale w dzienniku duchowym znajdujemy opis z 31 stycznia 1939 roku, ze Szczawnicy, gdy Leonia opowiada: "Tuż obok Ojca Niebieskiego stanęła Matka Niepokalana, trzymając na rękach Bożą Dziecinę. Maryja rzekła: Odnajdziesz w Trójcy Najświętszej Boskie Dzieciątko, gdy przyjdziesz do nieba. Pan Jezus wyciągnął do mnie swe rączki i rzekł: Weź Mnie, Jam twój. Wzięłam Boże Dziecię na ręce, a Ono przytuliło się do mojego ramienia, patrząc głęboko w moje oczy, a to spojrzenie napełniło mnie radością i szczęściem".

Jak wyglądało Boże Narodzenie? Siostra Leonia miała taką wizję

8 stycznia 1937 roku, w drugą oktawę świąt Bożego Narodzenia, Jezus zaprasza s. Leonię do stajni, miejsca swoich narodzin. "Była czyściutko umieciona - pisze - św. Józef spał, a Maryja klęczała pełna zachwytu miłości".

Leonia wpatruje się w Nią z rosnącą wciąż radością i myśli: "jesteś szczęśliwa, szczęśliwsza od wszystkich matek ziemskich, od królowych i księżniczek, choć one w pałacach, a Ty w stajni, wśród dwojga bydląt". Z jej serca wyrywa się pytanie:

"Więc to stajnia dla Twego majestatu w chwili narodzenia? O, jakbym chciała dać Ci złotą kolebkę, najpiękniejsze mieszkanie, najwygodniejsze posłanie. Jezus zapłakał. Serce Jego doznało przedziwnego bólu, że ludzie nie przyjęli Go do domów swoich. Mnie udzielił się ten ból. Cierpiałam bardzo. Zdawało mi się, że jestem w Sercu Pana Jezusa i czuję to, co On czuł. Wiedziałam przy tym, że Boże Dziecię ma świadomość, że samo wybrało stajenkę na miejsce swojego narodzenia. Pan Jezus do mnie nie mówił, ale dawał mi uczestnictwo w najgłębszych tajnikach myśli i uczuć swoich. W duszę Maryi wlał Pan Jezus najobfitsze poznanie Jej godności macierzyństwa Bożego i płynące stąd upojenie szczęścia. Maryja wzięła na ręce swoją Dziecinę, przytuliła do Serca, okryła płaszczem, wielbiąc w swym Synku majestat Boży. Matuchno - wyszeptałam - ucałuj ode mnie Boże Dziecię. Ucałowała, a potem rzekła: Pójdź i ty ucałuj, ty jesteś także moim dzieckiem przez Jezusa. Zbliżyłam się na klęczkach. Ucałowałam nóżki i rączki Jezusa - piękne, bieluchne i przedziwnie miłe".

Fragment książki "Sekret świętości. Biografia służebnicy bożej s. Leonii Nastał" A. Bugały (wydawnictwo Esprit)

Przeczytaj też:

Jak wyglądała Matka Boska w objawieniach?

Niemcy, Rzym i komuniści. Skąd pochodzą tradycje Bożego Narodzenia?

Przepis na świąteczny keks. Wyjdzie idealnie wilgotny

* * *

Zobacz więcej:

Fragment książki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje