Reklama

Największe wakacyjne hity PRL-u. Piosenki, które śpiewała cała Polska

Muzyka popularna w czasach PRL była doświadczeniem ogólnospołecznym. Wszyscy, a przynajmniej zdecydowana większość, słuchała tych samych utworów dostępnych w państwowych mediach. Tuż po wojnie nadawano bowiem dwa programy radiowe, a w okresie schyłkowego PRL — cztery i dwa telewizyjne. Siłą rzeczy więc każdy sezonowy hit nuciła cala Polska, a we wspomnieniach całych pokoleń utkwiły te same przeboje.

A tych, paradoksalnie, w czasach ciągłych deficytów, braków i niedociągnięć, było mnóstwo. Słyszalne były szczególnie latem, dobiegając z odbiorników tranzystorowych na plażach i biwakach, a wieczorami z dancingów i potańcówek w domach wczasowych. Śpiewano je też z gitarą przy ognisku. O wspomnienia związane z przebojami z tamtych lat zapytaliśmy naszych rozmówców.

Lato, lato - 1960

Pochodzący z filmu "Szatan z siódmej klasy" utwór "Lato, lato" cieszy się wielką popularnością po dziś dzień, jednak mało kto wie, że znane większości Polaków słowa napisał poeta Ludwik Jerzy Kern, muzykę zaś skomponował Witold Krzemiński. Tekst opowiada o początku wakacji i zachęca do wyruszenia z plecakiem i gitarą na letnią włóczęgę, która wówczas musiała jednak ograniczyć się do terytorium kraju. Jak zauważa językoznawca Mirosław Bańko, słowa Kerna — "Zamiast się po krajach włóczyć stu. Lato, lato, zostań tu" zawierają aluzję do braku możliwości wyjazdu poza granice Polski. 

Reklama

— Nie wiedziałam, że opiewamy własne zniewolenie — śmieje się Krystyna, kiedyś zapalona harcerka, dziś emerytowana księgowa z Dolnego Śląska.

— Ale rzeczywiście piosenka "Lato, lato" była bardzo popularna. Śpiewało się ja przy ognisku na obozach harcerskich, ale nikt tak bardzo nie wnikał, o co w niej chodzi. Oczywiście słuchało się wtedy też innej muzyki. Nie było tak siermiężnie i biednie, jak mogą sobie to dziś wyobrażać młodzi ludzie. Wszystko, co było modne na Zachodzie, docierało też do nas. Tamte lata to przede wszystkim Beatlesi, no i polski big beat — Czerwono-Czarni, Karin Stanek, Czesław Niemen, czy Helena Majdaniec. Jednak jeśli miałbym wskazać na utwór, który kojarzy mi się z wakacjami z tamtych lat, to zdecydowanie są to "Kormorany" Szczepanika.

Zobacz również: Tajny ośrodek rekreacji dla elit PRL-u, miejsce internowania politycznych dysydentów — Arłamów


Goniąc kormorany - 1964

Piosenka Piotra Szczepanika "Goniąc kormorany" to jeden z największych polskich letnich przebojów. Jednak mało kto pamięta, że oryginalnie piosenka została napisana przez Andrzeja Tylczyńskiego i Jerzego Woy-Wojciechowskiego dla Krystyny Wieczorek. Wykonanie Szczepanika było więc pierwszym coverem, który jednak okazał się znacznie bardziej chwytliwy niż oryginał. Choć "Kormorany" śpiewało później wielu artystów, to właśnie wykonanie Szczepanika uważa się do dziś za kanoniczne. Być może ma to związek z subtelną interpretacją i delikatnością z jaką podszedł do piosenki wykonawca.

"Wielkość i swego rodzaju uniwersalizm tej piosenki polega na tym, że w pewien sposób i wtedy przed laty i chyba nawet teraz, tekst tego przeboju wpisywał i wpisuje się nadal w życiorysy słuchaczy. Sukces tego utworu wynika przede wszystkim z tego, że ludzie kojarzyli i kojarzą go ze sobą i swoim życiem. Pierwsze miłości, młodzieńcza, beztroska, to wszystko w dorosłym życiu doskonale się pamięta. A to, że piosenka przetrwała dekady, nie jest moją zasługą, jako wykonawcy, ale tych, którzy słuchali jej i ją polubili, a dzisiaj nadal do niej wracają" - mówił w jednym z wywiadów Piotr Szczepanik.

— To prawda. Słowa o tym, że kończy się lato, przypominają o przemijaniu, że te szczęśliwe chwile naszej młodości odchodzą tak szybko i niepostrzeżenie, jak dzień, który "gaśnie w szarej mgle". Dlatego ta piosenka tak wzrusza, a po latach budzi w nas niesamowitą nostalgię — dodaje Krystyna.  

Tyle słońca w całym mieście - 1974

Optymistyczny, taneczny utwór "Tyle słońca w całym mieście" autorstwa Janusza Kondratowicza i Jarosława Kukulskiego można dziś odczytać, jako kwintesencję epoki Gierka, w której "Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej". Na teledysku do piosenki Anna Jantar w długiej letniej sukni, tańczy w świetle ciepłych, żółtych i pomarańczowych reflektorów, owiewana wiatrem ze scenicznej dmuchawy i śpiewa o tym, że lato jest czasem zakochanych. 

Tamte czasy pamięta dobrze pani Janina, która pracowała wówczas jako barmanka w jednej z restauracji w Lublinie.

— Wtedy była wielka moda na dancingi. Ludzie bardzo chętnie przychodzili, bo można było tak normalnie potańczyć w parach, a nie jak dziś, każdy sobie skacze sam — śmieje się Janina, dziś już emerytka.

- Czasem jeżdżę do sanatorium, a raczej jeździłam. Teraz zdrowie już nie pozwala, bo w sanatorium to trzeba zdrowie mieć. Tam jeszcze robią potańcówki dla starszych, jak ja i wtedy wspomnienia wracają. Tańczyło się przy Jantar, Wodeckim, Połomskim, Dwa Plus Jeden. Z zagranicznych to Abba była bardzo modna. Później to był taki przebój "Daj mi tę noc". Grali go na każdym dancingu po parę razy, bo ludziom się podobało, ale ja wolałam Annę Jantar, szczególnie "Tyle słońca" i "Nic nie może przecież wiecznie trwać". Po jej śmierci ludzie mówili, że nie powinna tego śpiewać, bo była to zła wróżba — kończy z zadumą Janina.    

Przeczytaj też: "Ryby i dzieci głosu nie mają", czyli o dzieciństwie i wychowaniu w PRL-u

List do Gertrudy Burgund - 1988

Utwór pochodzi z debiutanckiej płyty zespołu Róże Europy i zyskał uznanie słuchaczy radiowej Trójki, zajmując przez kilka tygodni wysokie pozycje na liście przebojów wiosną i latem 1988 roku. Dla Ewy, dziś nauczycielki języka polskiego w liceum ogólnokształcącym w jednej z małych miejscowości w województwie zachodniopomorskim, stał się kultową piosenką wakacji za sprawą przeżyć sprzed wielu lat.

— Miałam wtedy 17 lat i byłam nieszczęśliwie zakochana w chłopaku, który nie zwracał na mnie uwagi. Wróciłam z obozu harcerskiego i miałam do końca lata siedzieć w domu. On wyjechał na całe dwa miesiące do rodziny w Gdańsku, jak dowiedziałam się od koleżanek, więc nie było sensu nawet chodzić po mieście licząc na "przypadkowe" spotkanie z nim — opowiada Ewa. 

Przeczytaj też: Pierwsza komunia święta w PRL-u: Prezenty z Pewexu vs jagodzianka na plebanii

- Tkwiłam więc w swoim pokoju i słuchałam dużo muzyki. Nagrywałam też notowania listy przebojów programu III i inne audycje muzyczne, jak Tomka Beksińskiego na przykład. Wszyscy moi rówieśnicy wtedy tak robili, nie było właściwie innych możliwości dostępu do muzyki. Wtedy właśnie usłyszałam ten utwór i słowa: "Pościel nadal pachnie czekoladą z orzechami, którą położyłaś na mojej piżamie wieczorem czterdziestego ósmego dnia wakacji. To jedyny dowód, że byłaś tu." — cytuje tekst utworu Ewa.

To było o mnie, "porzuconej" przez mojego crusha, jak teraz mówi młodzież, nieszczęśliwej bohaterce wakacyjnego dramatu. Słuchałam tej piosenki tyle razy, że tekst pamiętam do dziś. Do dziś również uważam, że tekst jest świetnie napisany i perfekcyjnie oddaje klimat i uczucia letniej samotności, jaka wtedy była moim udziałem — kończy opowieść Ewa.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Polska Rzeczpospolita Ludowa
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy