Reklama

Reklama

Tyle zapłacimy za święta i sylwestra na Podhalu. „Sezon będzie ogromnym wyzwaniem”

Spędzenie sylwestra w górach nigdy nie było tak drogie? Tegoroczne święta Bożego Narodzenia i powitanie nowego roku mogą mocno uszczuplić portfele turystów, którzy chcą spędzić ten okres na Podhalu. Powodem są oczywiście rosnące ceny prądu. Drożej będzie nie tylko na stokach, ale również w hotelach. Zimowy sezon będzie jednak wyzwaniem także dla całej branży turystycznej. Nastroje w stolicy polskich Tatr są dalekie od optymizmu.

Podhale, szczególnie w okresie zimowym, jest prawdziwym rajem dla turystów. W tym roku sytuacja branży turystycznej może być jednak wyjątkowo trudna. Po kłopotach związanych z ograniczeniami wynikającymi z pandemii koronawirusa, turystyka zdawała się odbijać od dna. Za hotelarzami wyjątkowo udany sezon letni. Niedługo później zaczęły pojawiać się pierwsze problemy. Teraz ich liczba rośnie.

Obaw ma być wiele. Wśród nich, przede wszystkim, niepewność, co do zachowania klienta.

Decyzje dotyczące świąt i sylwestra odłożone w czasie. Podhale czeka kryzys?

"Część zimy zaczyna się już powoli sprzedawać. Nie pamiętam jednak, aby o tej porze niektóre obiekty nie miały jeszcze ustalonej ceny zimowej. Wszystko przez to, że wciąż nie wiemy jakie koszty nas czekają. Co więcej, mocno zmienił się sam rynek. Wiele elementów złożyło się na obecną sytuację w branży. Wyszliśmy z pandemii pełni nadziei na przyszłość, jednak wojna wszystko zmieniła. Do tego dołożyły się problemy gospodarcze. Obecnie jesteśmy w tyglu nakładających się od lat problemów" - mówi Agata Wojtowicz.

Reklama

Pierwsze rezerwacje dotyczące świąt i sylwestra spływały dotąd już w okolicach lipca i sierpnia. Teraz turyści czekają z decyzją niemal do ostatniej chwili.

"Na odroczoną w czasie sprzedaż świąt i sylwestra wpływają przede wszystkim decyzje klientów. Z prostej przyczyny - oni sami nie wiedzą, czy będzie ich stać, żeby przyjechać. Podobne, odroczone w czasie zachowania turystów obserwowaliśmy przez cały okres sezonu letniego. Klient podejmuje obecnie decyzję w ostatniej chwili" - dodaje prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

Zobacz również: Krzysztof Jackowski jasno o Polsce. „Coś zaczyna się dziać”

Zdarzały się sytuacje, kiedy hotele czwartkowy wieczór zamykały weekendowym obłożeniem na poziomie 30 proc. W piątek po popołudniu wzrastało ono w okolice 90 proc.

"To pokazuje dynamikę tego, co się dzieje na rynku" - zaznacza Agata Wojtowicz.

Ze strony przedsiębiorcy, obok ogromnych kosztów prowadzenia firm, dochodzą również te, których nie da rady przełożyć na klienta. Cała branża turystyczna stoi obecnie przed ogromnym wyzwaniem. Musi tak skalkulować ostateczną cenę, aby po drugiej stronie odnaleźć nabywcę, którego będzie na nią stać.

"Cena sprzedaży, która musi powstać, jest wielkim kompromisem. Musimy przełknąć wzrosty kosztów, które są obecnie astronomiczne. To nie tylko energia czy ogrzewanie. Już teraz wiemy o wzrastających kosztach wynagrodzeń, a za tym idą koszty pracy. To są rzeczy, które bezpośrednio spadają na firmę. Obok tego jest cena wyprodukowania usługi. Przy obecnym wzroście niemal 30 proc. na każdej z usług - spożywczej, energii, ogrzewania czy wody - ta ostateczna cena musi być wyższa" - tłumaczy prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

Zobacz również: Kontrolerzy wejdą do polskich domów? Sprawa dotyczy konkretnej grupy

Paragony grozy? Na Podhalu możemy o tym zapomnieć. "Ceny porównywalne"

Okres świąteczno-noworoczny od zawsze był najdroższym, jeśli chodzi o turystyczne wyjazdy. Agata Wojtowicz podkreśla, że w tym roku ceny, biorąc pod uwagę koszty wyprodukowania usługi, będą na poziomie porównywalnym z rokiem ubiegłym.

Sam nocleg, w przypadku pokoi gościnnych, będzie kształtował się na poziomie około 100 złotych za noc od jednej osoby. Najtańszy, dwuosobowy pokój będzie więc można zarezerwować za około 200 złotych. Niekiedy podobna cena będzie obejmowała również wyżywienie. Niektóre obiekty, nie chcąc generować dodatkowych kosztów, rezygnują jednak z podobnych opcji, oferując nocleg z samym śniadaniem.

Wraz ze wzrostem standardu i dodatkowych usług, zawartych w ostatecznej cenie pobytu, koszt jednej nocy w hotelu może rosnąć, docierając do nawet 800-1000 złotych za pokój w hotelu pięciogwiazdkowym. Jednej osobie przyjdzie więc zapłacić około 400-500 złotych za noc.

Zobacz również: Kolejne produkty znikają ze sklepów. GIS ostrzega: są niebezpieczne dla zdrowia

Na Podhalu nie da się ukryć obaw o przyszłość. Tegoroczna zima da się przedsiębiorcom we znaki?

"Zdajemy sobie sprawę z tego, że przyjemności i sporty zimowe są droższe od sportów letnich. Samo wypożyczenie nart, skipassy czy instruktor to dodatkowe czynniki, które generują wyższe wydatki zimowe. Stacje narciarskie w dalszym ciągu dyskutują. Część dużych stacji narciarskich ma podpisane umowy na energię o wiele wcześniej. Ci wygrali los na loterii, bo jeszcze ten sezon nie będą odczuwali aż tak mocnych wzrostów kosztów energii.

Wiemy już jednak na pewno - niektóre małe wyciągi w ogóle się nie otworzą. Już docierają do nas decyzje właścicieli, że to nie jest kompletnie opłacalne. Szczególnie, że nigdy nie wiemy, jaka będzie zima. Kolosalnym wydatkiem są same koszty utrzymywania takich obiektów. A nauczeni doświadczeniem wiemy, że każdej zimy trzeba stoki dośnieżać" - tłumaczy prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.

Problemy mnożą się. Brak turystów będzie ogromnym kłopotem dla wielu kolejnych branż. Problemy stoków narciarskich pociągną za sobą hotele, pensjonaty, restauracje, a nawet sklepy spożywcze. Konsekwencje mogą odczuć niemal wszyscy.

Hotelarze szukają oszczędności. "Każdy pomysł wart rozważenia"

Co więcej, wysokie ceny energii i gazu mogą zmusić hotelarzy do tymczasowego zamknięcia drzwi - donosi serwis money.pl. Wówczas powtórzy się sytuacja, którą obserwowaliśmy w trakcie pandemii koronawirusa. Wtedy branża była jednak zmuszona do nieprzyjmowania turystów. Tym razem podobne decyzje mogłyby zapaść samowolnie. Celem, jak wszędzie, szukanie oszczędności.

Jego zdaniem, tegoroczny sezon wakacyjny był jednym z bardziej owocnych dla hotelarzy - porównywalnym nawet z okresem sprzed pandemii w 2019 roku. To nie oznacza jednak wielkich zysków dla właścicieli hotelów i pensjonatów. Wszystko przez inflację i wysokie ceny energii.

Zamknięcie na okres zimowy ograniczy koszty

Im wyższe koszty prowadzenia hotelu, tym cena za nocleg również staje się wyższa. A rosnące koszty energii, to tylko jedna ze składowych. Wzrost cen obserwujemy przecież na każdym kroku - powiedział Marcin Mączyński w rozmowie z propertynews.pl.

Hotelarze mają w tym roku szczególnie dogłębnie analizować zużycie energii elektrycznej w obiektach. Szukają różnych sposobów oszczędności. Decydują się na przykład na montaż automatycznych wyłączników światła czy klimatyzacji podczas nieobecności gości.

Wyższe koszty energii wpływają również na ceny w restauracjach czy usługi pralnicze. To sprawia, że hotelarze mają problemy z zaplanowaniem budżetu.

"Niektóre hotele rozważają zamknięcie na okres zimowy, by w ten sposób ograniczyć koszty. Można się też spodziewać, że wiele obiektów nie przetrwa wyścigu kosztów i będziemy wkrótce świadkami ich bankructw" - przyznał sekretarz generalny Izby Gospodarczej Hotelarstwa Polskiego w rozmowie z serwisem.

Zobacz również: Jedziesz na cmentarz? Uważaj: możesz zapłacić nawet 5 tys. zł kary

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Zakopane | Święta Bożego Narodzenia | Sylwester | ceny w Polsce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy