Reklama

Reklama

Ukryte "miasto" w holenderskim lesie. Tu wakacje trwają przez cały rok

Czy warto przelecieć ponad tysiąc kilometrów, żeby zaszyć się w holenderskiej głuszy? Schowany między drzewami ośrodek niedaleko Eindhoven od lat przyciąga turystów, wśród których jest coraz więcej Polaków. Choć może się wydawać, że to kolejny kemping na łonie natury, De Kempervennen ma oferować coś więcej - błogi relaks w komfortowych warunkach i swojskiej atmosferze, której nie uświadczymy w luksusowych kurortach. Sprawdziliśmy, czym od lat przyciąga całe rodziny i czy to rzeczywiście dobry plan na urlop.

Wszystko zaczyna się w Eindhoven

Coraz większą popularnością cieszy się podróżowanie w stylu "city break". To krótki wypad do innego miasta, w czasie którego chcemy jak najwięcej zobaczyć i przeżyć. W ten sposób odwiedzamy najczęściej Paryż, Barcelonę, Rzym czy Lizbonę. Wysoko w rankingach jest też Amsterdam, ale co powiecie na znacznie mniejsze holenderskie miasto?

Eindhoven wciąż trudno nazwać największą atrakcją Królestwa Niderlandów (tu lepiej mówić o Niderlandach, niż Holandii, bo taką wersję preferują mieszkańcy), jednak dzięki tanim liniom lotniczym to może się wkrótce zmienić. To piąte największe miasto Holandii, leżące w prowincji Brabancja Północna. Liczy 225 tysięcy mieszkańców – jak polska Częstochowa czy Gdynia. Przynajmniej co setny z nich to Polak.

Reklama

Najszybciej i najłatwiej można dostać się tu samolotem z Warszawy, Krakowa, Gdańska, Katowic, Lublina, Poznania, Rzeszowa i Wrocławia. Często za grosze i w nieco ponad półtorej godziny, co może zachęcać do wyboru tak nieoczywistego dla wielu kierunku. 

Zobacz również: Polacy już wiedzą, gdzie wyjadą na wakacje! Tam będzie tłoczno

Rodzina, która rozświetliła całe miasto

Miasto nad rzeką Dommel nie należy do największych metropolii Europy, ale zdecydowanie czuć tu wielkomiejski klimat. Spory udział w tym ma rodzina Philipsów, która w 1891 roku rozpoczęła produkcję żarówek. Dziś to nazwisko widoczne jest tu wszędzie – na charakterystycznym budynku Philips Light Tower, w nazwie utytułowanej drużyny piłki nożnej PSV czy wielkim stadionie.

Eindhoven nie wstydzi się swojej historii, na co najlepszym dowodem jest wykorzystanie poprzemysłowego krajobrazu. Na szczególną uwagę zasługuje kompleks Strijp-S, gdzie w zabudowaniach dawnej fabryki tętni życie towarzyskie i kulturalne. Znajdziemy tam kawiarnie, restauracje, galerie, muzea, sklepy z rękodziełem, a także instalacje artystyczne i imponujące murale. Jest też kompleks sportowy dla najmłodszych mieszkańców.

Jedną trzecią terytorium miasta zajmują tereny zielone, a gęsta sieć tras rowerowych zachęca do eksplorowania tego miejsca na dwóch kółkach. I choć jest tu wiele więcej do zobaczenia, tym razem potraktujmy Eindhoven jedynie jako bazę wypadową. Powrót tutaj to tylko kwestia czasu.

Główny cel podróży znajduje się nieco ponad 20 kilometrów na południe stąd i wygląda zupełnie inaczej.

Oaza dla wtajemniczonych

Kierujemy się w stronę belgijskiej granicy. Płaska jak stół droga ciągnie się po horyzont, a jedynym urozmaiceniem są pasące się na okolicznych pastwiskach krowy. Z czasem jest ich coraz mniej – po obu stronach jezdni wyrasta gęsty las. Ten będzie nam towarzyszył do samego końca wyprawy.

Choć kraj piwa i czekolady kusi swoją bliskością, 10 kilometrów przed granicą skręcamy w boczną drogę. O tym, co kryje się na jej końcu, świadczy wyłącznie niepozorny znak "De Kempervennen". W oddali widać jedynie dwie drewniane budki, a wjazdu w głąb lasu strzegą szlabany. Jesteśmy w gminie Westerhoven, którą na stałe zamieszkuje 2 tysiące ludzi. W sezonie przyjezdnych będzie przynajmniej drugie tyle.

Można odnieść wrażenie, że przypadkiem dotarliśmy do przejścia granicznego. Zamiast funkcjonariuszy służb mundurowych, witają nas jednak dwie uśmiechnięte Holenderki z charakterystycznym zielonym ptakiem na koszulkach. To nieodłączny motyw ośrodków Center Parcs, których w Holandii, Niemczech, Belgii i Francji jest już niemal 30. Ten jest jednym z największych i najstarszych.

Turystyczny kombinat w głębi lasu

Z lotniska w Eindhoven docieramy na miejsce w około pół godziny. Wtedy jeszcze nie zdajemy sobie sprawy z potęgi tego "miasta" w środku lasu. Teren ma 150 hektarów, z czego 90 porośniętych jest gęsto drzewami. Są też dwa jeziora, rozbudowana infrastruktura dla gości i niemal 750 domków, w których mogą się nie tylko przespać.

De Kempervennen otwarto z 1983 roku i jak na prawie 40 lat, wciąż nieźle się trzyma. Źródła podają, że Piet Derksen, założyciel sieci Center Parcs, wybrał ten teren jako swoje miejsce na ziemi. Miał tu mieszkać do śmierci.

Wjazd dalej możliwy jest po dopełnieniu formalności. Personel potwierdza rezerwację, wskazuje numer bungalowu i wydaje opaski, które znacznie ułatwiają codzienne funkcjonowanie w wiosce. Zielony "zegarek" to m.in. elektroniczny klucz do domku czy bilet wstępu na basen. Przyda się również w restauracjach.

Zmotoryzowani kierowani są na parkingi, a ci którzy dotarli taksówką lub pieszo z przystanku autobusowego – mają do dyspozycji wypożyczalnię rowerów, hulajnóg czy pojazdów elektrycznych typu meleks. Pierwsza opcja sprawdza się tu chyba najlepiej. Jednośladem można dotrzeć w każdy zakątek, a ciekawe miejsca odkrywamy nawet po kilku dniach pobytu.

"Za 200 metrów skręć w prawo"

Stając na rozwidleniu krętych dróg, które prowadzą do dziewięciu stref zamieszkania, można na chwilę stracić orientację. W rzeczywistości jednak wszędzie łatwo trafić, bo teren jest czytelnie oznakowany. Nie trzeba nawet zapamiętywać numeracji, gdyż każda zona ma swój zwierzęcy symbol. Widoczne z daleka zielone drogowskazy kierują do obleganego przez przyjezdnych centrum wioski – Market Dome. 

Z pomocą przychodzi również aplikacja Center Parcs, w której po wyborze parku mamy dostęp do mapy każdego ośrodka, wraz z nawigacją. Umożliwia też rezerwację stolika w restauracji, różnego typu aktywności czy zamawianie podstawowych artykułów spożywczych bezpośrednio do domku.

Do dyspozycji gości są setki mniejszych lub większych obiektów, które raczej nie przypominają drewnianych szałasów kojarzących się z leśnym kempingiem. To znacznie bardziej eleganckie i solidne konstrukcje z dużymi oknami, tarasami i pełnym wyposażeniem. Jedne mają zaledwie 26 m2, inne prawie 100 i kilka sypialni. Przyjmą od dwóch do 16 osób.

Zobacz również: Uwielbiana przez polskich turystów wyspa łagodzi restrykcje

Komfort na odludziu

Standard wszystkich jest bardzo podobny, ale szczegóły zależą od naszych predyspozycji. Nasze lokum miało ponad 50 metrów kwadratowych, dwie sypialnie, salon, łazienkę, toaletę, pomieszczenie gospodarcze i aneks kuchenny wyposażony m.in. w piekarnik, zmywarkę czy ekspres do kawy (ogólnodostępna pralnia znajduje się przy recepcji). Był też kominek. 

Do tego taras z meblami ogrodowymi i sielski widok na jezioro. Stałymi gośćmi były oswojone kaczki, które przychodziły pod same drzwi, licząc na poczęstunek. Największe bungalowy przypominają prawdziwe rezydencje z murowanym grillem, jacuzzi na tarasie czy prywatną sauną. Jest też kilka domków unoszących się nad wodą.

Niektórzy docierają do ośrodka z jedną walizką, widać też szczelnie zapakowane samochody z zapasami na cały pobyt. Kto nie chce korzystać ze strefy gastronomicznej, może stołować się w czterech ścianach lub na tarasie. Wygodne mieszkanie z niezbędnym sprzętem pozwala poczuć się jak w domu.

W przypadku De Kempervennen "blisko natury" to nie tylko slogan. Trafiasz w sam środek leśnej osady, a ciszę przerywa wyłącznie śpiew ptaków czy szum drzew. Goście z Holandii, Belgii czy Niemiec, bo to oni najczęściej wybierają ten kierunek, oczekują właśnie świętego spokoju. I potrafią zapewnić go sąsiadom. Beztroska zabawa rozgrywa się w innym miejscu.

Tropikalny las w sercu Europy

Centrum towarzyskim, rozrywkowym, gastronomicznym, handlowym i kulturalnym jest wspomniany Market Dome. To wielka, zadaszona konstrukcja pokryta prześwitującym tworzywem, dzięki czemu wewnątrz góruje nad nami bezkresne niebo, a nie tradycyjny strop. Do tego stałe warunki klimatyczne – jest zawsze ciepło i nieco wilgotno. Dokładnie tak, jak lubią egzotyczne rośliny porastające cały obiekt.

Główny plac to przedsionek umożliwiający wstęp do najróżniejszych stref. Po jednej stronie znajdziemy supermarket spożywczy oraz sklep z odzieżą i pamiątkami. Po drugiej – kilka lokali gastronomicznych, w tym restaurację włoską, meksykańską, kawiarnię, bar, jadłodajnię serwującą posiłki w formule all inclusive. Po lokalne przysmaki warto wrócić do miasta.

Jest też scena, wokół której wieczorami gromadzą się goście spragnieni rozrywki. Organizowane są zabawy dla dzieci, jak i koncerty dla nieco starszych. Sieć Center Parcs oferuje również… własną telewizję, która nadaje m.in. powtórki występów firmowego zespołu muzycznego. Tylko dla koneserów oryginalnych aranżacji i dziwnych układów tanecznych.

Egzotyczny klimat w cenie

Najwięcej ludzi zmierza jednak ku Aqua Mundo, czyli bez wątpienia największej atrakcji ośrodka. To park wodny z prawdziwego zdarzenia. Podgrzewana woda, tropikalny klimat przez cały rok, baseny, sztuczna fala, rwąca rzeka, zjeżdżalnie (w tym jedna pontonowa), nauka nurkowania oraz zewnętrzna niecka umożliwiająca relaks na świeżym powietrzu. Nawet wtedy, gdy aura nie rozpieszcza, bo woda zawsze ma tu około 30 stopni.

Ile kosztuje taka przyjemność? Nie trzeba dodatkowo płacić. Korzystanie z obiektu wliczone jest w cenę noclegu i można to robić bez żadnych limitów. Hala basenowa posiada również własną strefę gastronomiczną, więc niektórzy spędzają w strojach kąpielowych cały dzień. To możliwe nawet późną jesienią czy w środku zimy.

Wody w De Kempervennen jest jednak więcej, a to za sprawą dwóch jezior, wokół których rozciąga się wioska. Jedno kusi piaszczystą plażą i różnego typu aktywnościami – są narty wodne, tyrolka tuż nad taflą, a także strefa kąpieli. Nieopodoal można spotkać bociany i wydry. Drugie ma bardziej leśny charakter, jest na uboczu i rządzą tu dzikie ptaki. A także słynna Big Mama, czyli zamieszkujący akwen 2,5-metrowy sum, którego na własne oczy można zobaczyć korzystając ze szkoły nurkowania.

Nie tylko basen

Gdyby codziennie wybierać inną atrakcję, w lesie pod Eindhoven moglibyśmy spędzić wiele dni. W Market Dome funkcjonuje strefa gier z kilkoma torami do gry w kręgle. Na zewnątrz – terenowy golf z przeszkodami. Jest też park linowy, ściana wspinaczkowa, paintball i można tak jeszcze długo wymieniać. Aktywności te są dodatkowo płatne i wymagają wcześniejszej rezerwacji.

W centralnej części obozowiska króluje jednak obiekt Kempen Hoeve i sąsiadujące z nim wybiegi dla zwierząt. Tu może wejść każdy, by poobcować choć przez chwilę z kozami i owcami. Wbrew pozorom, decydują się na to nie tylko dzieci. Goście obserwują również świnie, a po drugiej stronie drogi – alpaki, osły czy konie. Brzmi jak klasyczne mini zoo, ale tuż przy jeziorze i w środku lasu. To jednak wiele zmienia.

Wciąż mało? Wystarczy wsiąść na rower i odwiedzić północną część parku, kierując się na Montana Snow Center. Wbrew pozorom, obiekt ten działa nie tylko zimą. Z zadaszonego stoku można korzystać przez cały rok, więc nauka jazdy na nartach - w Holandii, a na dodatek w środku lata - to wcale nie abstrakcja.

Święty spokój w tętniącym życiem kurorcie

De Kempervennen to ogromne przedsięwzięcie, które jednak wcale nie przytłacza. Na tak dużym obszarze znajdzie się miejsce dla każdego. Gdy zatęsknisz za towarzystwem ludzi – odwiedzasz gwarną restaurację lub basen. Kiedy chcesz odetchnąć – wystarczy krótki spacer, by odnaleźć zakątek, gdzie można w spokoju posłuchać własnych myśli. Większość gości nie przekracza bram obiektu przez cały pobyt. Tu znajdują wszystko, czego oczekują po długim weekendzie czy pełnowymiarowym urlopie. Brzmi jak turystyczny kombinat, ale skala przedsięwzięcia wcale nie przytłacza. Jest sielsko i przestrzennie.

Nie wszystko powstało od razu w 1983 roku. Obiekt stopniowo się rozrastał, a starsze domki są sukcesywnie remontowane. W efekcie ma do zaoferowania coraz więcej atrakcji i przyzwoity standard. Także obsługi, bo ta z uśmiechem reaguje na każde pytanie czy prośbę. Holandia w powszechnej świadomości kojarzona jest jako kraina tulipanów i wiatraków. Dla mnie pozostanie przede wszystkim krajem uśmiechniętych ludzi.

W Polsce nie brakuje oczywiście lasów i jezior. Powstają też nowoczesne wioski wakacyjne. Wciąż jednak nie na taką skalę i z wszelkimi możliwymi udogodnieniami w jednym miejscu. Jak to wygląda w praktyce? Warto przekonać się na własnej skórze, tak jak tysiące Europejczyków każdego roku. Choć pokonanie ponad tysiąca kilometrów, by zanurzyć się w holenderskiej głuszy, może zabrzmieć osobliwie - z jakiegoś powodu chętnych nie brakuje. Wśród nich są coraz częściej nasi rodacy.

Przydatne informacje

Warto zaplanować chociaż jeden dzień w Eindhoven, by nabrać ochoty na dłuższy pobyt kolejnym razem. Centrum zwiedzisz pieszo lub na wypożyczonym rowerze. Choć symbolem miasta jest XIX-wieczny kościół św. Katarzyny, a w okolicy nie brakuje zabytkowych kamienic, największe wrażenie robią tereny poprzemysłowe. To wyjątkowo klimatyczne zakątki, które wciąż wyglądają jak fabryki, jednak dziś pełnią zupełnie inną rolę. 

Z lotniska do ośrodka najłatwiej dostać się taksówką, która ma do pokonania dystans ok. 22 kilometrów. Przechodząc na dworzec kolejowy, skorzystasz również z autobusu w kierunku Valkenswaard, gdzie należy się przesiąść. Stamtąd kursuje komunikacja publiczna do samego parku.

Jakiś czas temu uruchomiono polskojęzyczną wersję strony centerparcs.pl, która umożliwia rezerwację pobytu i zapoznanie się z wszystkimi atrakcjami obiektu. Zameldowanie możliwe jest po 16:00, koniec doby hotelowej – 10:00.

Na miejscu warto wypożyczyć rower na czas całego pobytu – nie tylko dlatego, że w Holandii wypada. To najwygodniejszy sposób na poruszanie się po ośrodku. Pojazd można zostawić na jednym z wielu parkingów, a na noc – przed domkiem. Kolejnego dnia na pewno będzie tam czekał.

Przed wybraniem się do jednej z kilku restauracji należy zarezerwować stolik. Zrobisz to przez aplikację. Lokale mają zmienne dni i godziny otwarcia, ale któraś z nich jest zawsze otwarta (w porze śniadaniowej i później, gdy zaczyna się wydawanie obiadokolacji). W większości do 21:00, ale w barze Grand Cafe można posiedzieć do północy.

Do parku wodnego Aqua Mundo biletem wstępu jest elektroniczna opaska, którą otrzymujemy w momencie zameldowania – służy również jako klucz do basenowych szafek. Obiekt czynny jest w godzinach 10:00-21:00 i dysponuje przestronną przebieralnią z kabinami.

Zobacz również: Tajlandia: Bramy raju znowu otwarte

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy