Reklama

Reklama

Majster Bieda. Rzucił wszystko i wyjechał w Bieszczady, teraz chcą postawić mu pomnik

„Skąd przychodził, kto go znał, kto mu rękę podał, kiedy nad rowem siadał, wyjmował chleb, serem przekładał i dzielił się z psem”. Majster Bieda. Kwintesencja bieszczadzkiej wolności, bohater piosenki Wojciecha Belona i prawdziwa postać nieżyjącego już Władysława Nadopty. Po latach pojawił się pomysł ufundowania ławeczki, która ma go upamiętnić. Kim był legendarny bieszczadnik?

  • Majster Bieda to Władysław Nadopta - lwowiak, bieszczadnik z wyboru, człowiek lasu i legendarny zbieracz leśnego runa
  • Władysław Nadopta rzucił wszystko i wyjechał w Bieszczady. - Nie mogłem bez nich żyć - mówił
  • Wiedziony przez niego tryb życia zainspirował Wojciecha Belona, lidera Wolnej Grupy Bukowina, do napisania piosenki "Majster Bieda". Nadopta przez długi czas nie miał pojęcia, że istnieje taka piosenka - wszystko zmieniło się, gdy przez przypadek usłyszał ją w radiu
  • Trwa zbiórka funduszy na utworzenie pomnika-ławeczki słynnego "majstra Biedy". Na ten cel udało się już zebrać prawie 21 tys. zł

Reklama

Majster Bieda - legenda Bieszczad

"Czapkę z głowy ściągał

Gdy wiatr gałęzie chylił drzewom

Śmiał się do słońca i śpiewał do gwiazd

Drogą bez końca co przed nim szła"*

Tak o legendarnym bieszczadniku śpiewał Wojciech Belon w utworze "Majster Bieda". Tytułowym Majstrem Biedą był nieżyjący już Władysław Nadopta, który stał się uosobieniem bieszczadzkiej wolności. To właśnie kraina Biesów i Czadów stała się jego domem do końca życia. 

Władysław Nadopta urodził się 15 maja 1922 roku we Lwowie. Życie nie oszczędzało go od najmłodszych lat - w dzieciństwie został osierocony, a przed wojną utrzymywał się z grania na gitarze i podróżował po Polsce. Po wkroczeniu Niemców do Lwowa został wywieziony na przymusowe roboty w głąb Rzeszy. Po wojnie, w 1946 roku, powrócił do Polski i wyjechał na Śląsk, gdzie zaczął pracować w kopalni. W Bieszczady po raz pierwszy przyjechał w 1962 roku.

W końcu podjął decyzję: rzuca wszystko i wyjeżdża w Bieszczady. Zostawił żonę i syna, dobrą pracę, mieszkanie...

- W końcu doszedłem do przekonania, że te Bieszczady tak mi się podobają, że nie mogłem później bez nich żyć. Na Śląsku żadnych skarbów nikt nie zakopał i skarby śląskie mnie nie interesują. Przyjechałem z powrotem w Bieszczady. Od 1965 roku stąd, z Bieszczad, w ogóle nie wyjeżdżam. I powiedziałem sobie: nigdy stąd nie wyjadę - mówił w filmie dokumentalnym Andrzeja Potockiego "Majster Bieda" Władysław Nadopta w 2001 roku.

Zobacz również: Bieszczady na weekend. Co oferuje "polski Dziki Zachód"

"Całe Bieszczady były jego"

Majster Bieda w Bieszczadach pracował przy wyrębie drzew, a później zarabiał na życie, sprzedając zbierane w lesie jagody, grzyby i poroża jeleni. Bieszczadzkie szlaki znał od podszewki - ze względu na znakomitą znajomość terenu niejednokrotnie pomagał ratownikom GOPR w poszukiwaniu zaginionych turystów. Czasami obsługiwał w schronisku radiotelefon. Chociaż nie był ratownikiem, 16 października 1999 roku uhonorowano go odznaką "Zasłużony dla ratownictwa górskiego". Był jedną z nielicznych osób, która otrzymała wyróżnienie jako osoba niebędąca ratownikiem GOPR.

Władysław Nadopta w Bieszczadach tak naprawdę nigdy nie miał konkretnego domu. - On nie musi mieć swojego domu. Całe Bieszczady są jego -  powiedział jeden z bohaterów reportażu zrealizowanego dla TVP Rzeszów.

Trudno się z tym nie zgodzić. Dom Nadopty był w zasadzie wszędzie - latem żył w górach, na Przełęczy Wyżnej. Jak pisał Piotr Subik w "Dzienniku Polskim" (2005) , z goprowcem Zyziem Wilkiem we własnoręcznie stworzonym szałasie "kładli zręby pod bieszczadzką małą gastronomię". Sprzedawali turystom marynowane i suszone grzyby, jak i zupę grzybową. W zimie Nadopta mieszkał u przyjaciół w Wetlinie, Strzebowiskach czy Kalnicy.

- Rokrocznie mieszkałem gdzie indziej - w Ustrzykach Górnych, w Wetlinie... Mieszkałem parę lat na Przełęczy Wyżnej. Miałem taki baraczek wybudowany, tam suszyłem sobie grzyby, mieszkałem, zbierałem jagody i tak aż do jesieni. A jesienią szedłem do nadleśnictwa i pracowałem normalnie w lesie jako drwal. Ja się nie czułem Majstrem Biedą, bo ja sam na siebie zapracowałem. Nigdy głodny nie chodziłem. Na wiosnę, od marca do końca maja, chodziłem po górach, zbierałem poroże. Od końca maja łapałem i sprzedawałem pstrągi. Później następowały jagody, po jagodach grzyby. I to tak aż do jesieni - mówił Nadopta w filmie.

- Gdy chodziłem za rogami, a noc mnie zastała gdzieś w górach i daleko było do jakiejś miejscowości, szukałem paśników dla jeleni. Tam było siano, przykrywałem się nim, wchodziłem jak do śpiwora i spałem do rana. Nieraz mnie budziły sarny, bo skubały siano - wspominał w filmie "Majster Bieda".

Zobacz również: Lutowiska to "polska Alaska". Miłośnicy przyrody pokochają to miejsce

"Majster Bieda" spotyka Wojtka Belona

To dzięki niemu stał się legendą za życia. Jakie są kulisy powstania jednej z najsłynniejszych piosenek Wojciecha Belona? Nadopta i Belon spotkali się na Przełęczy Wyżnej. Pierwszy z nich szukał wolności, a drugi - twórczej weny. Chociaż dzieliła ich różnica wieku, znaleźli wspólny język. Bieszczadzki zakapior stał się dla młodego pieśniarza i kompozytora uosobieniem bieszczadzkiej wolności. I to właśnie o nim napisał w utworze "Majster Bieda". Bohater utworu przez długi czas nie miał pojęcia, że istnieje wspomniana piosenka. Wszystko zmieniło się, gdy przypadkiem usłyszał w radiu skierowaną do niego dedykację.

- Z początku nie byłem bardzo zadowolony, później musiałem się z tym pogodzić, bo to było dość często śpiewane. Mnie się wydaje, że on mnie utrwalił na dziesiątki lat, a może i na setki lat... To jedna z najlepszych piosenek, jaka się Belonowi udała skomponować - zdradził w filmie Potockiego Władysław Nadopta.

Majster Bieda "wiatrem niesiony popłynął w przeszłość"

"Choć lato pustym gościńcem przeszło

Z rudymi liśćmi jesienną schedą

Wiatrem niesiony popłynął w przeszłość

Wiatrem niesiony popłynął w przeszłość

Wiatrem niesiony popłynął w przeszłość

Majster Bieda" *

Władysław Nadopta ostatnie półtora roku życia spędził w Domu Pomocy Społecznej w Moczarach nieopodal Ustrzyk Dolnych. Został tam przewieziony prosto ze szpitala. Od kilku lat jego stan zdrowia pogarszał się - przeszedł ciężkie zapalenie płuc, chorował na astmę. Majster Bieda odszedł na "połoniny niebieskie" 18 czerwca 2005 roku.

Zobacz również: Ławka na skalę naszych możliwości, czyli szlakiem "ławkowych" absurdów w Polsce

Zbierają fundusze na pomnik-ławeczkę dla Majstra Biedy

Władysław Nadopta miał rację, gdy mówił, że utwór "Majster Bieda" upamiętni go na "dziesiątki, a może i setki lat".  W położonej w Bieszczadach Wetlinie ma powstać ławeczka upamiętniająca słynnego bieszczadzkiego zakapiora. Zbiórka na ten cel trwa - do tej pory udało się już zebrać prawie 21 tys. zł.

- Wbrew słowom piosenki "Pożegnanie Majstra Biedy": "Nie postawią mu pomnika, któż za to zapłaci" upamiętnijmy tą postać i wspólnie postawmy Ławeczkę Majstra Biedy! Zachęcamy do wsparcia tej inicjatywy! - apelowali w sierpniu ratownicy bieszczadzkiego oddziału GOPR.

"W położonej w sercu Bieszczadów Wetlinie jest miejsce, w którym za uzyskane drogą zrzutki pieniądze zostanie wykonana ławeczka i odpowiednia aranżacja terenu. Przyjazny ludziom Władek Nadopta przysiądzie na ławeczce i pogodzony z niespodziewaną popularnością, zapatrzony w gitarę Wojtka Belona będzie czekał na nowych i starych przyjaciół" - czytamy w opisie zbiórki.

Organizatorzy zbiórki piszą: "Niektórzy z nas pamiętają Bieszczady jeszcze z lat 70. i 80. ubiegłego wieku. Wtedy wędrowanie było sposobem na życie, zaspakajaniem tęsknoty za innym światem. Bez pieniędzy , od koliby do schroniska z nieodłącznym kocherem, w pionierkach i koszuli flanelowej. Ważny był nie tylko wiatr we włosach ale także poznani ludzie. Poznaliśmy tam Władka Nadoptę, spotykaliśmy Wojtka Belona. Wędrować można było z Wojtkiem, Władek chodził swoimi ścieżkami. Ten czas dawno minął. Kurczy się liczba osób znających takich "mocnych ludzi". A piosenka "Majster Bieda" jest nadal śpiewana nie tylko w górach. Wolna Grupa Bukowina od niej rozpoczyna każdy koncert. Chcemy ocalić tamten klimat, tamten czas i pokazać młodym ludziom, że każde pokolenie musi "odnaleźć gdzie góry chmurom dłoń podają".

W sierpniu został również zaprezentowany wstępny projekt pomnika-ławeczki autorstwa prof. Jacka Kucaby. Informacją podzielił się w mediach społecznościowych rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie, Edward Marszałek.

Postać Władysława Nadopty będzie przedstawiona z długimi włosami i twarzą skierowaną w stronę nieba, w kierunku Połoniny Wetlińskiej. Docelowo, rzeźba będzie wykonana w brązie, a postać będzie miała naturalną wielkość.

- Mężczyzna przysiadł na moment i odpoczywa w drodze. Obok na ławce stoi koszyk- łubianka z grzybami lub jagodami. Na ramionach mężczyzny siedzą ptaki, podchodzą leśne zwierzęta, które - jak on - są wolne - cytuje słowa prof. Jacka Kucaby rzecznik rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie.

Pomysł upamiętnienia Władysława Nadopty nie jest nowy. Już dawno temu o takim pomyśle informował Ludwik Pińczuk, który był gospodarzem schroniska "Chatka Puchatka" na Połoninie Wetlińskiej, gdzie Majster Bieda często bywał. 

* Fragmenty utworu "Majster Bieda" zespołu Wolna Grupa Bukowina

***

Zobacz również:

Bieszczady - gdzie warto jechać? 5 najlepszych atrakcji regionu

Polska na własne oczy: palą wielkie ogniska, nazywane hudami. Tajemniczy obrzęd ujsolskich górali

Polska na własne oczy: Polacy na kempingach - 6 popularnych typów

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Majster Bieda | Bieszczady | ławeczka | pomniki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy