Reklama

Reklama

Nawiedzona cerkiew w Chróścinie przyprawia o dreszcze. Pojawia się tam postać chłopca

Nawiedzonych miejsc w Polsce nie brakuje. Jednak foldery turystyczne niechętnie o nich wspominają, żeby nie odstraszyć potencjalnych turystów. Jednym z nich jest cerkiew w Chróścinie, którą ci o słabszych sercach omijają szerokim łukiem.

Nawiedzone miejsca, o których nie wspominają foldery turystyczne

Podróżując po Polsce spotykamy wiele pięknych miejsc - zamki, pałace, dworki, kościoły. Wiele z nich zachwyca i w całkiem sporej części zabytków stworzone są muzea i inne obiekty do zwiedzania.

 Turyści chętnie podczas zwiedzania danego miasta zaglądają do takich zabytków i podziwiają architekturę.

Jednak są takie miejsca, które mimo swojego piękna... odstraszają.

Wszystko z powodu niewytłumaczalnych zjawisk, które towarzyszą zwiedzaniu, czy złemu samopoczuciu turystów bez wyraźnej przyczyny tuż po przekroczeniu progu zamku, czy pałacu. Przewodnicy niekiedy w ramach żartu wspominają o przyjaznym duchu na zamku, ale rzadziej są skłonni do opowiadania naprawdę upiornych historii związanych z danym miejscem.

Reklama

Dlatego pełne opisy tragicznych, historycznych wydarzeń przeznaczone są dla miłośników "historii z dreszczykiem".

Właśnie taka opowieść związana jest z pewną cerkwią w Chróścinie, niewielkiej wsi niedaleko Wielunia. W Chróścinie, prócz cerkwi, znajduje się też piękny zamek w stylu neogotyckim, zabytkowy młyn, czy też drewniany kościół św. Mikołaja.

Jednak to właśnie prawosławna cerkiew przyciąga tych, którzy prócz zwiedzania, pragną emocji.

Cerkiew, którą odwiedza niecodzienny gość

Cerkiew św. Jerzego Zwycięzcy w Chróścinie została wybudowana w II połowie XIX wieku, a w 1903 roku został tam pochowany syn fundatorów Iwana i Tatiany Łopuchinów. W trakcie pierwszej wojny światowej niemieccy żołnierze zrabowali cerkiew i rozebrali dzwonnicę.

Z biegiem lat zabytek jednak udało się odnowić, ale w latach 90-tych już mało kto chciał tam zaglądać. Właśnie to od tamtego momentu chodzą pogłoski, że to wszystko za sprawą grobu syna fundatorów cerkwi.

Według słów mieszkańców, które były przekazywane z pokolenia na pokolenie, kiedy zapada noc, w okolicy cerkwi pojawia się chłopiec.

Ma on spacerować wokół budowli i zaglądać do środka przez okna, jakby czegoś lub kogoś szukając.

Według lokalnych przekazów chłopiec ma wyglądać jak żywy. Nie jest białą zjawą. Dlatego już niejedna osoba miała zapytać chłopca, co robi o tej porze sam na zewnątrz i czy może się zgubił.

Chłopiec sam nigdy nie zaczepiał przechodni, dopiero zapytany przez nich, czy nie potrzebuje pomocy, miał odpowiadać, że szuka rodziców.

Właśnie po tym wyznaniu następowało coś, co przyprawiało osoby rozmawiające z dzieckiem o zawał, bo właśnie wtedy, po wypowiedzeniu tych słów... rozpływał się w powietrzu. 

Kim jest duch chłopca, który pojawia się do dziś w Cerkwi św. Jerzego Zwycięzcy?

Jak nietrudno się domyślać duch chłopca identyfikowany jest jako syn fundatorów cerkwi - Łopuchinów, który został tam pochowany. Jak doszło do tragicznej śmierci dziecka?

Wydarzyło się to pewnego dnia, gdy dziecko poszło obserwować kaczki w pobliskim stawie.

Nikita, bo tak miał na imię, nie wracał długo, więc rodzice wraz z miejscową ludnością wszczęli poszukiwania.

Szybko okazało się, że chłopiec utonął w mokradłach. Wielka tragedia i strata sprawiły, że Nikita został pochowany w cerkwi z wszelkimi honorami. Z biegiem lat wokół cerkwi powstał także cmentarz, a właśnie szczątki z niego zostały ekshumowane w latach 90.

To wtedy duch chłopca zaczął pojawiać się i wypytywać przechodniów o rodziców.

Samo miejsce, nawet gdy duch się tam nie pojawia, potrafi przyprawić o dreszcze. Sama cerkiew znajduje się blisko lasu, wśród drzew, a nieopodal jest także zamek, który wyglądem po zmroku przypomina te z horrorów.

I tak właśnie nieszczęśliwy sprzed 120 laty sprawił, że niewielka wieś w Polsce zyskała sławę wśród wielbicieli historii z dreszczykiem. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy