Reklama

Reklama

​Niebezpieczne sytuacje, w których zjadasz więcej niż zwykle

Utrzymaniu (albo uzyskaniu) prawidłowej wagi sprzyja regularne odżywanie, systematyczny ruch, ustabilizowany tryb życia, rutyna i spokój. Wszystko, co burzy nasz rytm i porządek, burzy też zwykle naszą dietetyczną dyscyplinę. Oto lista sytuacji, w które sprawiają, że mamy zjadamy więcej. Czasami nawet drugie tyle!

Nie wysypiasz się

Człowiek, który śpi niewystarczająco długo, przyjmuje dziennie 385 dodatkowych kalorii - wynika z badań opublikowanych na łamach European Journal of Clinical Nutrition.  I nie chodzi tu tylko o długie wieczory, które zamiast w łóżku, spędzasz z miską popcorny przed telewizorem, ale przede wszystkim o zmiany hormonalne, które zachodzą w twoim organizmie.

Brak odpowiedniej dawki snu ludzki organizm traktuje jak bodziec stresujący i informację, że dzieje się coś złego. Do krwi wydziela się kortyzol, zwany hormonem stresu.  W związku z tym nasz mózg przestawia się na tryb awaryjny - zaczyna magazynować energię w postaci dodatkowej tkanki tłuszczowej.

Reklama

Poza tym niewyspanie, szczególnie chroniczne, odpowiada za zaburzenie gospodarki hormonalnej całego organizmu - rośnie ryzyko cukrzycy, spada płodność i odporność.

Jesteś zestresowany

Kiedy wokół zaczyna robić się nerwowo, twoje ręce automatycznie sięgają po chipsy, a nogi same prowadzą cię w kierunku lodówki.  W chwilach stresu, niepewności i lęku szczególnie chętnie sięgamy po słodycze i tzw. śmieciowe jedzenie, ponieważ zawarty w tych produktach cukier aktywuje tzw. układ nagrody, czyli obszar w naszym mózgu, który sprawia, że czujemy się dobrze i błogo.

Na biologicznym poziomie, krótkotrwały stres hamuje uczucie głodu, ponieważ podwzgórze, część naszego mózgu, wytwarza hormon blokujący apetyt. Dodatkowo, w chwili stresu, do naszej krwi wydziela się adrenalina, która sprawia, że koncentrujemy się na działaniu i nie myślimy o jedzeniu. Jeśli jednak stres trwa długo, cały mechanizm zaczyna funkcjonować dokładnie odwrotnie - nadnercza wydzielają kortyzol, czyli hormon stresu, który zwiększa nasz apetyt.

Spore znaczenie ma też siła nawyku. Jeśli raz w chwili stresu lub lęku sięgniemy po jedzenie, z dużym prawdopodobieństwem zrobimy to po raz kolejny. I kolejny. Nasz mózg nauczy się, że ten sposób na obniżenie napięcia jest łatwo dostępny i skuteczny.

To jednak nie koniec złych wiadomości. Stres sprawia, że jemy więcej, ale powoduje też, że spalamy mniej kalorii. Jak ustalono w badanych opublikowanych na łamach Biological Psychiatry, kobiety poddane działaniu permanentnego zużywają dziennie nawet 100 kalorii mniej. A to przekłada się na 6 dodatkowych kilogramów w ciągu roku.

Czujesz się zmęczony i ciężko ci się skupić

Człowiek podejmuje dziennie nawet 200 decyzji dotyczących jedzenia i nie jest świadomy około 90 proc. z nich - pisze psycholog Brian Wansink w książce " Mindless Eating: Why We Eat More Than We Think" (z ang. "Bezmyślne jedzenie. Dlaczego jemy więcej niż myślimy"). Gdy opanowuje nas zmęczenie, gdy trudno nam się skupić, albo działamy w pośpiechu, jesteśmy bardziej narażeni na pospieszne zjedzenie "byle czego". To po pierwsze.

Po drugie, kiedy jesteśmy zmęczeni w naszej krwi rośnie poziom greliny, hormonu odpowiedzialnego za głód, spada zaś poziom leptyny, która daje uczucie sytości. Dlatego fizyczne wyczerpanie sprawia, że czujemy się głodni nawet, gdy w rzeczywistości jesteśmy najedzeni. Zmęczeni, niewyspani, pozbawieni energii sięgamy zwykle po to, co słodkie i pełne węglowodanów, ponieważ jest to szybki zastrzyk energii.

Po trzecie, jedzenie w pośpiechu jest bardzo zgubne, bo sygnał, że nie jesteś już głodny, dochodzi do twojego mózgu średnio po 20 minutach od pierwszego kęsa. Jeśli więc łapiesz kabanosa, żeby zaspokoić głód i robisz to w pośpiechu, bardzo prawdopodobne, że wrócisz po kolejnego. A potem jeszcze jednego.

Pijesz alkohol

Bez względu na rodzaj pitego alkoholu, podczas każdej imprezy przychodzi taki moment, w którym "po kilku głębszych" robimy się tak bardzo głodni, że gotowi jesteśmy zjeść konia z kopytami. Szczególnie mamy wtedy ochotę na jedzenie tłuste i kaloryczne. Dlaczego? Ten fakt wydaje się pozbawiony sensu, ponieważ alkohol sam w sobie zawiera dużo kalorii, co powinno zaspokajać nasze potrzeby energetyczne. Może więc chodzi po prostu o hamulce, które puszczają nam po alkoholu i nie wstydzimy się obżerać?

Niekoniecznie. Zespół badaczy z brytyjskiego Instytutu Francisa Cricka przeprowadzili eksperyment na myszach. Podanie im alkoholu spowodowało wzmożoną aktywność neuronów AgRP, które są odpowiedzialne za wzmożenie głodu i spowolnienie metabolizmu. Wiele wskazuje, że ludzki mózg działa na podobnych zasadach: pijąc alkohol jesteśmy stale głodni, a nasz organizm wolniej reaguje na sygnały o sytości.

Jesteś wśród swoich

W jakim stanie wracasz zwykle z kolacji z przyjaciółmi albo imprezy w rodzinnym gronie? Objedzony i opity ponad normę. Dlaczego? - Bo było miło i podano dużo pysznego jedzenia - odpowiesz. Oczywiście. Spotkanie z ludźmi, których lubimy wprawia nas w dobry nastrój. Radośnie konwersujemy i bezrefleksyjnie sięgamy po kolejne porcje. Nasza uwaga jest skupiona na rozmowie, nie na tym, co ląduje na naszych talerzach (ani w naszych kieliszkach). Poza tym, najzwyczajniej w świecie, czujemy się usprawiedliwieni ("to normalne, że jem podczas kolacji z przyjaciółmi"), jesteśmy też wystawieni na pokusy, którym po ludzku ulegamy ("tyle dobrego jedzenia, wypada chociaż spróbować i docenić pracę gospodarza").

Chodzi jednak o coś więcej. W literaturze znane jest zjawisko tzw. social eating (społeczne jedzenie), które polega na tym, że w towarzystwie jemy więcej niż w samotności. Jak ustalił amerykański psycholog John de Castro, posiłki które spożywamy w towarzystwie innej osoby są o 33 proc. bardziej obfite niż te zjadane w pojedynkę. Co ciekawe, skala rośnie razem z liczebnością grupy: zjadamy odpowiednio o 47, 58, 69, 70 i 72 proc. więcej gdy jemy w towarzystwie trzech, czterech, pięciu, sześciu czy siedmiu osób. W bardzo licznej grupie zjadamy nawet o 96 proc. więcej niż w samotności. To drugi, identyczny posiłek!

Jak ustalił Castro, kobiety jedzą o 13 proc. więcej w towarzystwie mężczyzny (co ciekawe, męskie porcje również rosną w towarzystwie, ale płeć nie ma tu nic do rzeczy). Więcej zjadamy też z przyjaciółmi i rodziną, niż z obcymi.

Jesz przed TV klub komputerem

Dlaczego dzieci-niejadki zawsze karmi się przed telewizorem? Żeby zapatrzone w bajkę, nie kontrolowały tego, co ląduje w ich buziach i zjadły posłusznie całą porcję. Dokładnie na tej samej zasadzie działa ludzki mózg - zajęty analizowaniem filmu lub udziałem w internetowej konwersacji je, je i je, ignorując sygnały o tym, że jesteśmy już najedzeni. Jak obliczono, jedząc przed telewizorem możesz pochłonąć posiłek nawet dwukrotnie większy!

Nie chodzi jednak tylko o obraz, ponieważ zjadamy więcej także, gdy jesteśmy w coś mocno zasłuchani. W jednym z badań wykazano bowiem, że osoby jedzące lunch i słuchające w tym czasie nagranych opowiadań kryminalnych, zjadły (zasłuchane w fabułę) średnio 15 proc. więcej niż badani, którzy jedli w ciszy.


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: odchudzanie | nadwaga | dieta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje