Reklama

Reklama

W tym regionie Polski wprowadzono zakaz zbierania grzybów. Powód może zaskoczyć

Zakaz wstępu do lasów i zbierania grzybów w jednym z regionów Polski. Powód? Larwy borecznika, które zjadają sosny. Na jednym drzewie może się znajdować nawet do 50 tys. owadów. - Larwy żywią się igłami sosen, doprowadzając w skrajnych przypadkach do całkowitego ogołocenia drzew z aparatu asymilacyjnego i w konsekwencji do śmierci całych połaci lasu – informują w komunikacie leśnicy i zapewniają, że prowadzą stały nadzór nad szkodnikami.

Na terenie Nadleśnictwa Dąbrowa (woj. kujawsko-pomorskie) obowiązuje czasowy zakaz wstępu do lasu. Powód? Larwy borecznika, które zjadają sosny. Mieszkańcy do końca miesiąca nie będą mogli spacerować po tym rejonie i zbierać grzybów. W tym czasie będą prowadzone agrolotnicze opryski w celu zwalczenia owada.

Czytaj też: Zakaz wstępu do lasów. Wszystkiemu winny borecznik sosnowiec

Szkodniki opanowały lasy

Szkodniki żywią się igłami sosen - leśnicy informują, że w skrajnych przypadkach prowadzi to do "całkowitego ogołocenia drzew z aparatu asymilacyjnego i w konsekwencji do śmierci całych połaci lasu". W opublikowanym przez Nadleśnictwo Dąbrowa oświadczeniu czytamy:

Reklama

- Leśnicy oczywiście czuwają nad lasami i prowadzą stały nadzór nad organizmami, które mogą im zagrozić. Na przestrzeni dziesięcioleci wypracowaliśmy procedury, dzięki którym z wyprzedzeniem jesteśmy w stanie określić jak silne zagrożenie może wystąpić - wyjaśniają leśnicy.

Podkreślają, że wprowadzili szereg rozwiązań ekologicznych, które zmniejszają ryzyko "wystąpienia niekorzystnych zjawisk, zarówno ze strony świata przyrody ożywionej jak i nieożywionej".

- Dynamicznie urozmaicamy składy gatunkowe drzewostanów, zatrzymujemy wodę w lesie, wspomagamy tzw. naturalny opór środowiska poprzez stwarzanie warunków do rozkwitu populacji ptaków, owadów i ssaków pożytecznych - informują leśnicy.

Borecznik w polskich lasach

Borecznik w polskich lasach występuje naturalnie. Zazwyczaj jego liczebność nie zagraża ekosystemowi, ponieważ jest on jednym z wielu gatunków owadów zamieszkujących las. Zjawisko gradacji, czyli dynamicznego rozwoju i rozrostu populacji danego gatunku występuje w pewnych odstępach czasu - w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" rzecznik Nadleśnictwa Dąbrowa Dawid Kikulski zwraca uwagę, że powtarza się co kilkanaście, kilkadziesiąt lat.

Tak liczna populacja potrzebuje dużych ilości pokarmu i zjada igły sosen. - Drzewa pozbawione nagle aparatu asymilacyjnego, w trakcie okresu wegetacyjnego, umierają bądź poważnie chorują - piszą leśnicy.

Zobacz również: Najczęstsze grzybowe pomyłki. 10 trujących grzybów, które możemy pomylić z jadalnymi

Opryski - gdy jedyne wyjście to środek chemiczny

Zdarza się, że jedynym wyjściem jest zastosowanie środka chemicznego. Nadleśnictwo Dąbrowa przekazuje, że stosowane są nowoczesne technologie, które zmniejszają negatywny wpływ danego środka na leśny ekosystem.

- Podstawowym aspektem jest dawka środka chemicznego. Na jeden hektar lasu używa się go tylko 0,25 kg! Preparat zostaje rozcieńczony w wodzie z dodatkiem adiuwantu - substancji, która ułatwia wytworzenie mgły i przede wszystkim potęguje przyczepność cieczy roboczej do igieł. Tak przygotowaną ciecz rozpylamy samolotami w ilości 3 (trzech) litrów/1 ha! Jest to bardzo mała ilość, ale umożliwia sprawne zwalczanie gradacji na znacznej powierzchni. Precyzję zabiegu zapewnia technologia GPS, a wyznaczenie terenu do zabiegu poprzedzone jest dokładnym przeglądem drzewostanów i liczeniem larw bezpośrednio na drzewach - informują leśnicy.

W praktyce, stosowanie środków chemicznych jest ostatecznością. Metoda jest wykorzystywana wyłącznie wtedy, gdy zagrożona jest trwałość lasu.  W Nadleśnictwie Dąbrowa larwy borecznika znajdują się na 2,2 tys. ha lasów. Na opryski czekają m.in. leśnictwa Bursztynowo, Kwiatki czy Kotówka.

Zobacz również: Majster Bieda. Rzucił wszystko i wyjechał w Bieszczady, teraz chcę postawić mu pomnik

50 tysięcy larw na jednym drzewie

Nie tylko wspomniane nadleśnictwo zmaga się z plagą szkodników. W Nadleśnictwie Osie borecznik zajął 6,7 tys. ha lasów.

- W najbardziej zagrożonych drzewostanach stwierdziliśmy ponad 50 tys. larw borecznika na jednym drzewie - informuje Joanna Bock z Nadleśnictwa Osie w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Tutaj również występują obostrzenia, jeśli chodzi o wejście do lasu. Obowiązują jednak tylko w dniach, których będą robione opryski.

Leśnicy apelują, aby przez dobę od zastosowania środków chemicznych nie zbierać grzybów i innych owoców runa leśnego.

Z problemem boryka się również Nadleśnictwo Tuchola.  

- W związku z masowym pojawieniem się owada szkodliwego dla sosen jakim jest borecznik sosnowiec, w Nadleśnictwie Tuchola zostanie przeprowadzony zabieg lotniczego oprysku drzewostanów - informuje w komunikacie nadleśnictwo.

Od 5 do 30 września obowiązuje tu zakaz wstępu do lasu na terenie leśnictw Jeziorno, Kiełpiński Most, Szczuczanek, Wrzosowisko i Wypalanki.

Zobacz również: Kryzys na Podhalu? Trudna sytuacja i zawieszenie działalności 

Borecznik zwyczajny - larwy

Larwy borecznika zwyczajnego mają od 20 do 26 cm długości. Na jego pojawienie się maja wpływ długotrwałe upały i łagodne zimy. Larwy mają żółto-zieloną barwę, rdzawo-brunatną głowę i czarne plamki. Zaniepokojone larwy mogą się wyginać w kształt litery S i wykonywać dynamiczne ruchy.  Owady żerują najczęściej na sośnie pospolitej, a rzadziej na innych gatunkach sosny.

Borecznik zwyczajny występuje prawie w całej Europie, północnej części Afryki, na Kaukazie i Syberii.

***

Zobacz również:

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: borecznik | larwy | polskie lasy | zbieranie grzybów

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy