Reklama

Reklama

Z opalaniem, jak z modą - czasem mniej znaczy lepiej

Coco Chanel zawdzięczamy małą czarną i modę na opalanie. Zdaje się, że to, co wypromowała ikona stylu, jest nieśmiertelne - opalenizna podobnie jak mała czarna nie wychodzą z mody. Jednak dermatolodzy, podobnie jak styliści, zalecają umiar.

PAP Life: Skąd się wzięła moda na opalanie?

Reklama

Dr n. med. Paweł Brzewski: Można śmiało powiedzieć, że stosunek ludzi do opalania się zmieniał się na przełomie wieków. W XVI- XVII wieku opalenizna nie była modna. Opalona skóra była niejako świadectwem ciężkiej, fizycznej pracy najczęściej wykonywanej na zewnątrz. Momentem przełomowym był rok 1929. W tym roku ikona mody Coco Chanel zainicjowała trend na opalanie. Opalenizna przestała być kojarzona z pracą na zewnątrz, a z wypoczynkiem na świeżym powietrzu. Myślę, że to był moment przełomowy i wtedy pojawiła się moda na opalanie.

Czy w kontekście profilaktyki zdrowia skóry, moda na opalanie wciąż panuje czy podchodzimy do tego z większą rozwagą?

- Międzynarodowe badania przeprowadzone również w Polsce przez firmę IPSOS dla marki La Roche-Posay wykazały, że prawie wszyscy Polacy uważają, że słońce dodaje im energii (93 proc.), a opalenizna seksapilu (80 proc.), jednocześnie zdając sobie sprawę z zagrożeń, jakie mogą towarzyszyć opalaniu. Z jednej Polacy strony mają dużą świadomość negatywnego wpływu promieni słonecznych na zdrowie (87 proc.) i przyspieszenie starzenia skóry (91 proc. badanych). Pod względem nawyków w zakresie ochrony przeciwsłonecznej wypadają gorzej - stosują kremy z filtrem raczej od czasu do czasu (84 proc.) niż regularnie przez cały rok, co zadeklarowało jedynie 16 proc. respondentów. Z moich obserwacji wynika, że wśród młodych ludzi nadal panuje moda na opalanie, a także korzystanie z solariów. Na szczęście jest zauważalny wzrost świadomości w społeczeństwie co do szkodliwości nadmiernej insolacji.

Badania wskazują również, że 86 proc. Polaków uważa, że produkty z filtrem SPF 50+ przeznaczone są dla osób szczególnie narażonych. Jeśli sięgamy po filtry to zwykle SPF 10 - 25.

- Wyjaśniam i tłumaczę pacjentom, że skuteczny filtr to ten powyżej SPF 30. Niższe filtry nie zapewniają wystarczającej ochrony dla większości fototypów skóry w naszych warunkach klimatycznych, co więcej pacjenci nie stosują ich prawidłowo. Często aplikują je za rzadko i w niewystarczającej ilości. Niewłaściwe korzystanie ze słabego filtra potęguje negatywne skutki nadmiernej ekspozycji na słońce.

Często pojawia się określenie bezpiecznego, czy też umiejętnego korzystania ze słońca. Jak to czynić, bo nie da się ukryć, słońca potrzebujemy. 

- Oczywiście, że potrzebujemy - słońce wpływa na nasz nastrój, a także na syntezę witaminy D. Chociaż ten proces następuje również w trakcie 10-15 minutowego spaceru w cieniu z odkrytymi ramionami i podudziami. Natomiast termin "bezpieczne opalanie" odnosi się do unikania ekspozycji na słońce w godzinach jego wysokiego położenia - czyli między godziną 11 a 15. Należy również brać pod uwagę to, gdzie się opalamy - czy jest to wybrzeże morza, wysokie góry czy tereny pustynne. Tafla wody, śnieg, ziarenka piasku działają jak lustro - odbijając promienie UV intensyfikują działanie słońca. Dlatego w takich miejscach musimy się chronić jeszcze bardziej. Ochrona przeciwsłoneczna jest niezwykle ważna, pamiętajmy, że 50 proc. czerniaków powstaje "de novo" na zdrowej skórze.

Warto również poddawać się kontroli dermatologicznej raz w roku, ale samobadanie należy wykonywać raz na trzy miesiące. Czerniak jest bowiem jednym z najszybciej rozwijających się nowotworów, niemniej wczesne jego wykrycie daje szansę na wyleczenie.

Z Dr n. med. Pawłem Brzewskim rozmawiała Monika Dzwonnik (PAP Life)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje